Logo Przewdonik Katolicki

Studenckie know-how

Michał Bondyra
Fot.

Stworzone możliwości determinują późniejsze rezultaty. Nie inaczej jest ze studiowaniem. To czy żak zostanie później wziętym specjalistą zależy nie tylko od tego gdzie i co studiuje, ale także od tego, jakie ma do tego warunki.

 

 


 

– Wierzę, że za 5 lat najlepsze polskie uczelnie znajdą się w pierwszej setce europejskich uczelni – deklaruje prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. Póki co, najlepsze z nich: uniwersytety Warszawski i Jagielloński plasują się dopiero w czwartej setce rankingu szanghajskiego. Nie dziwi zatem fakt ogromnej popularności studiów za granicą. Jak mówi Łukasz Domagała, członek prezydium Rady Naczelnej Zrzeszenia Studentów Polskich (ZSP), co roku naukę na zagranicznych uczelniach rozpoczyna nawet do kilkuset studentów, a kolejnych kilkanaście tysięcy korzysta z różnego typu wyjazdów, głównie do zachodnich szkół wyższych.

 

Najpopularniejszy Erasmus…

Największą popularnością wśród rodzimych żaków cieszą się stypendia Erasmusa. Tylko w latach 1998–2005 korzystało z nich 32 tys. studentów. – Program dotyczy studiów na uczelniach w 31 europejskich krajach. Z założenia jest egalitarny, a więc szansę wyjazdu ma w zasadzie każdy, zarówno ten z uczelni publicznej, jak i prywatnej – wyjaśnia Domagała. – By studiować za granicą nie trzeba mieć samych piątek na świadectwie i nieskończonej liczby certyfikatów językowych – potwierdza Karol Kaleta z Krajowego Biura Programu eduABROAD, oferującego z kolei bezpłatną pomoc przy wyborze kraju, uczelni i kierunków studiów inżynierskich oraz magisterskich. Studia w ramach Erasmusa są krótsze. Trwają od 3 do 12 miesięcy. Najczęściej wybieranym programem jest Sokrates. Skorzystało już z niego 80 tys. osób. – Uczestnicy chwalą sobie możliwość poznania swoich rówieśników z innych zakątków Europy i świata, znajomości, przyjaźnie oraz możliwość poznania innych miast, do których trafiają. Inni ludzie, inna kultura, inne możliwości, inne doświadczenia... – wymienia zalety Łukasz Domagała. Zgadza się z tym Dorota Rychlikowska, która w ramach Sokratesa pół roku spędziła, studiując ekonomię w belgijskim Ghent University. – Tam inaczej podchodzi się do nauki, postrzega się ją jako inwestycję w swoją karierę, rozwój. Kontakty z kadrą naukową są bardziej bezpośrednie. Do dyspozycji jest też nowoczesny sprzęt i technologie – dodaje.

 

…Anglia, Holandia i Dania

Erasmus zapewnia miesięczne stypendium w wysokości od 200 do 600 EUR. – Kilka lat temu otrzymywane pieniądze pozwalały mi opłacić akademik i jeden obiad w miesiącu. Jednak, wtedy Polska nie była w Unii. Dziś można jeszcze dorobić – tłumaczy Dorota Rychlikowska. Jak przekonuje Kaleta, w finansowaniu zagranicznych studiów magisterskich czy inżynierskich obok stypendiów pomagają jeszcze pożyczki, które „spłaca się po rozpoczęciu pracy i przekroczeniu określonej wysokości zarobków”. Na co potrzebne są żakowi pieniądze? – Na zakwaterowanie, wyżywienie, dojazd, materiały edukacyjne czy czesne. Choć w Danii, gdzie studia są bezpłatne, koszty tych ostatnich odpadają – wyjaśnia. To studia właśnie w tym skandynawskim kraju należą do najbardziej obleganych. – W ciągu ostatniego roku wzrosło też zainteresowanie nauką w Holandii. Wciąż popularne są uczelnie angielskie, które przyciągają ogromnym bogactwem kierunków – mówi. Najczęściej wybierane przez studentów uczących się nie tylko na Wyspach specjalności to: marketing, zarządzanie, architektura, elektrotechnika, a także prawo i medycyna. – Po nich z łatwością można dostać pracę – uważa ekspert eduABROAD.

Nowy kraj, inny język, życie z dala od rodziny to nie problemy dla tych, którzy lubią wyzwania i samodzielność. – Prawdziwą trudność w studiach za granicą może sprawić znalezienie zakwaterowania, ale tylko wtedy, gdy zbyt późno złoży się o nie aplikację – uważa Kaleta.

 

Akademik „pod warunkiem”…

Bolączkę związaną ze znalezieniem lokum przeżywają jednak przede wszystkim ci, którzy studiują w naszym kraju. – W tym roku studia rozpoczęło 2 mln żaków. W domach studenckich miejsc noclegowych jest tylko dla kilkudziesięciu tysięcy z nich – mówi Domagała. A co z pozostałymi? Szukają  miejsc w mieszkaniach studenckich. „Załapać się” na akademik nie jest łatwo, jednak nie tylko ze względu na ograniczoną liczbę miejsc. – Decyduje kryterium odległości od domu, która musi wynosić minimum 100 km oraz utrudnienia komunikacyjne w jej pokonywaniu; a więc np. mnogość przesiadek. Poza tym ważny jest dochód liczony na członka rodziny, w myśl zasady im mniejszy tym większa szansa na przyznanie miejsca – wyjaśnia członek Rady Naczelnej ZSP. Czy jednak dom studencki jest na tyle atrakcyjny, by kruszyć kopie o dostanie się do niego?

 

…ale czy atrakcyjny?

Szymon Mikulski, student IV roku geologii na poznańskim Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w akademiku mieszkał trzy lata. Rozpoczynał od pokoju 4-osobowego w domu studenckim „Jagienka”, za który płacił miesięcznie 330 zł. Na trzecim roku przeprowadził się do „dwójki” w „Hance”. Czynsz wzrósł o 90 zł. Pytany o zalety, wymienia jednym tchem: „stosunkowo niskie koszty wynajmu, łatwość kontaktów z innymi studentami – nie tylko z roku, ale i z zagranicy, dobrą lokalizację w centrum i bliskość uczelni, a także brak konieczności sprzątania na korytarzach, łazience i kuchni oraz wykonywania samodzielnych remontów i napraw”. Do tych zalet Justyna Kromuszczyńska, studentka V roku lekarskiego na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie dorzuca jeszcze dwie: dobrą wymianę informacji o danym przedmiocie i szybki internet. Oboje wśród wad wymieniają natomiast brak możliwości bezpłatnego przenocowania osób z zewnątrz. – Goście oficjalnie mogą zostać w akademiku do godziny 22. Potem trzeba zapłacić 10 zł, gdy w pokoju nie ma dodatkowego łóżka, gdy jest – cena noclegu wzrasta do 30 zł – mówi studentka ze Szczecina. Zarówno Justyna, jak i Szymon skarżą się też na niemiłą obsługę administracyjną, głównie portierów.

 

Żak ma wybór

Prywatność, swobodę i ciszę – te trzy rzeczy najbardziej ceni sobie w mieszkaniu studenckim Małgorzata Juszczak, słuchaczka IV roku geologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Lokum dzieli ze współlokatorką. – Do mieszkania wracasz, kiedy chcesz. Poza tym bez przeszkód możesz przenocować gości – mówi. Nie trzeba też czekać w kolejce pod prysznic czy do kuchni. Wśród największych wad wymienia koszty najmu. – Płacę 457 zł bez rachunków. Te ostatnie reguluję co dwa miesiące, co łącznie daje sumę 500 zł czynszu za miesiąc – wylicza. Oddzielną sprawą jest standard. Ten w mieszkaniu jest naprawdę wysoki, choć zdarzają się wyjątki. – Wcześniej warunki lokalowe miałam naprawdę dobre. Teraz są zdecydowanie gorsze, do tego kwota najmu jest bardzo wygórowana – kończy Małgorzata.

Łukasz Domagała z Rady Naczelnej ZSP przyznaje, że opłaty za miejsce w akademikach coraz bardziej zbliżają się do czynszów mieszkań studenckich. – Uczciwie trzeba jednak dodać, że uczelnie wzięły sobie do serca sprawy bytowe swoich żaków i poza rozwojem dydaktyczno-naukowym inwestują w remonty i podnoszenie poziomu komfortu życia i pracy mieszkańców akademików – mówi.

Wybór miejsca zamieszkania pozostaje w gestii studentów. Podobnie jak to, czy uczyć się będą oni w Polsce, czy na zagranicznych uczelniach. Dobrze, że mają takie możliwości, a studenckie know-how nie… fruwa ponad ich głowami.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki