Logo Przewdonik Katolicki

Dajmy rodzinom wolny wybór

Kamila Tobolska
Fot.

Z Joanną Krupską, prezesem Związku Dużych Rodzin Trzy Plus i mamą siedmiorga dzieci, rozmawia Kamila Tobolska

 

 

Związek Dużych Rodzin Trzy Plus został zarejestrowany w maju 2008 r. W tej chwili zrzesza on ponad 500 rodzin wychowujących co najmniej troje dzieci. Podejmowali już Państwo różnorodne inicjatywy na rzecz rodzin. Czym związek zajmuje się obecnie?

− Nieustannie walczymy o prawa rodzin, zwłaszcza wielodzietnych, o lepszą politykę rodzinną w Polsce. Ale zajęliśmy się także polityką rodzinną w wymiarze samorządowym. Dzięki naszym staraniom w kilku miastach wprowadzono Kartę Dużej Rodziny. Ułatwia ona życie rodzinom wielodzietnym, chociażby przez ulgi komunikacyjne czy preferencyjny dostęp do kultury i rozrywki. Pierwszym miastem, które wprowadziło kartę, był Grodzisk Mazowiecki. Po nim uczyniły to kolejne: Tychy, Sandomierz i Łowicz. W tej chwili czyni to Gdańsk. Prowadzimy również rozmowy na temat karty wojewódzkiej, mamy nadzieję, że wkrótce zacznie ona funkcjonować w województwie kujawsko-pomorskim. Przygotowujemy się także do uruchomienia programu „Wielodzietni solidarni”. Dzięki niemu chcemy pomagać rodzinom wielodzietnym z terenów powodziowych. Wkrótce ruszy strona internetowa „Familion”, która będzie temu służyć.

 

W tematykę polityki prorodzinnej wpisuje się również rządowy projekt ustawy o formach opieki nad dziećmi do lat trzech, którym Sejm zajął się pod koniec września. Jak Pani ocenia ten projekt?

− Generalnie pozytywnie. Podejmuje on sprawę braku miejsc w żłobkach i zmiany instytucjonalnych możliwości zakładania żłobków. Istnieje na pewno taka społeczna potrzeba, ponieważ wiele kobiet, które muszą wrócić do pracy, szuka opieki dla swoich dzieci. Chciałabym jednak zauważyć, że tytuł tej ustawy jest mylący. Ten projekt powinien być określany jako projekt dotyczący pozarodzinnych form opieki nad dziećmi do lat 3. Pomija on bowiem zasadniczą formę opieki nad dziećmi, czyli formę rodzinną i sposób jej wspierania.

 

Ma Pani na myśli płatne formy urlopu wychowawczego?

− Właśnie. Wsparcie, jakie obecnie otrzymują w naszym kraju matki pozostające w domu z małymi dziećmi, jest minimalne. Zresztą przysługuje ono tylko rodzinom, których dochód nie przekracza 504 zł na osobę. Tymczasem, na przykład w Czechach, kobieta podczas urlopu wychowawczego, trwającego zresztą cztery lata, niezależnie od dochodu rodziny otrzymuje miesięcznie równowartość ponad 1000 zł. Także Litwa, Węgry czy wiele krajów Europy Zachodniej mają podobną formę wspierania rodzin. Polska wydaje się więc być odosobniona, nie zauważając potrzeby wsparcia kobiety pozostającej w domu.

 

W naszym kraju często kobieta  jest zmuszona do pozostawienia swojego małego dziecka i pójścia do pracy.

− Polski rynek pracy jest ukształtowany w ten sposób, że trzeba się utrzymywać z dwóch pensji. Nie mamy takich zabezpieczeń, które pozwalają kobiecie na pozostanie w domu. Przygotowany projekt również nie podejmuje tej, moim zdaniem, bardzo istotnej kwestii, czyli wolnego wyboru kobiety do sprawowania opieki nad własnym dzieckiem. A jest to sprawa, która powinna być pilnie załatwiona. Oczywiście, że są kobiety, które chcą iść do pracy i państwo powinno im to umożliwić, zapewniając pozostawienie dziecka pod dobrą opieką. Dlatego Związek Dużych Rodzin Trzy Plus podkreśla, że potrzebne są bardzo różne rozwiązania i państwo powinno wspierać je wszystkie. Tymczasem projekt ustawy o formach opieki nad dziećmi do lat trzech wychodzi naprzeciw wyłącznie takim rozwiązaniom, które ułatwiają tworzenie form opieki pozarodzinnej, tak aby ułatwić kobiecie pracę zawodową. Trzeba jednocześnie zauważyć, że nie przewiduje środków na ich realizację. Nie mówi się w nim, że samorządy dostaną dodatkowe pieniądze na tworzenie nowych miejsc dla dzieci w żłobkach. Gminy same muszą znaleźć na to środki.

 

Czy można, chociażby na tym przykładzie stwierdzić, że w naszej polityce rodzinnej pozostaje jeszcze wiele do zrobienia?

− Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w Polsce brakuje polityki rodzinnej i dlatego tym bardziej trzeba o niej mówić. Ostatnie 20 lat to okres, kiedy problematyka rodziny jakby „wypadła” nam z debaty publicznej i działań państwa. Stąd też bardzo potrzebne jest teraz jej przywrócenie.

Cieszymy się oczywiście, że została na przykład wprowadzona ulga podatkowa, za czym lobbowaliśmy w pierwszym okresie naszej działalności. To wielki krok w kierunku dobrej polityki rodzinnej. Cieszymy się też, że jest becikowe. Ale do zrobienia zostało jeszcze bardzo dużo. Konieczna jest chociażby zmiana sposobu rozliczania przez rodziny podatku dochodowego. Nie można bowiem oszczędzać na dzieciach i rodzinach. Powinniśmy też dążyć do tego, żeby chociaż zrównać się z innymi europejskimi państwami pod względem poziomu wielkości pomocy państwa wobec rodziny.

 

Jakie więc europejskie rozwiązania dotyczące polityki rodzinnej warto byłoby wprowadzić i u nas?

− Życzyłabym sobie, żebyśmy postrzegali politykę rodzinną tak, jak to dzieje się we Francji. Tam premier corocznie zwołuje konferencję z udziałem wszystkich stowarzyszeń rodzinnych tworzących tzw. platformę rodzinną. Wówczas z udziałem członków rządu rozmawia się na temat mechanizmów polityki rodzinnej, ocenia się jej obecny stan, wprowadza się ulepszenia oraz zastanawia się nad jej skutecznością i dalszym funkcjonowaniem. Również poszczególne ustawy dotyczące rodzin konsultowane są w tym kraju ze wspomnianą platformą rodzinną.

Jeśli mówimy o Francji, to uznaje się tam także, że rodzic, wychowując dziecko, wykonuje społecznie użyteczną pracę. W związku z tym w to wychowanie i kształcenie dziecka trzeba mu pomóc inwestować, bo to nie jest tylko jego indywidualna sprawa, ale inwestycja dotycząca całego społeczeństwa i jego dobrego funkcjonowania w przyszłości. W związku z tym rodzice na każde dziecko dostają co miesiąc zasiłek, zwany alokacją, czyli inwestycją. Co warto podkreślić, jest on wyższy przy każdym kolejnym dziecku. Z kolei mechanizmy rządzące polską polityką rodzinną sytuują ją jako politykę socjalną, czyli skierowaną tylko do biednych.

 

Wracając na nasz rodzimy grunt, chciałabym zapytać o jeszcze jedną, aktualną sprawę. Jako związek działający na rzecz rodzin, zaniepokoiła Państwa próba odwołania  minister Elżbiety Radziszewskiej, pełnomocnika rządu ds. równego traktowania. Czy i tu „zahaczamy” o kwestie związane z polityką prorodzinną?

Mamy zastrzeżenia co do powodu podawanego przez środowiska pragnące odwołania pani minister. Uważamy bowiem, że jej przeciwnicy podważają istniejący system prawny pozostawiający szkołom niepublicznym prawo doboru nauczycieli według realizowanej koncepcji wychowawczej i edukacyjnej danej placówki. A co za tym idzie, podważone zostaje prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami, którym dają oni wyraz, posyłając je do szkół katolickich. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się zająć stanowisko w tej sprawie, kierując list otwarty do premiera Tuska.

Ponadto nasza ocena działalności minister Radziszewskiej jest pozytywna. Angażuje się ona bowiem, naszym zdaniem, w sprawy polityki rodzinnej, między innymi tworząc przy swoim urzędzie zespoły, do których zaprosiła różne organizacje pozarządowe zajmujące się tą tematyką. Przy tym nie promuje zachowań homoseksualnych, co powoduje niezadowolenie pewnych środowisk z jej działalności w rządzie. I to jest zapewne prawdziwa przyczyna próby odwołania minister Elżbiety Radziszewskiej.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki