Logo Przewdonik Katolicki

Wielka Księga Doboszów

Paweł Piwowarczyk
Fot.

Lea z Afryki, drugi intensywny etat taty, miłość na wyciągnięcie ręki, pomoc przy obiedzie, trybiki codzienności, weekendy bez firmy, czyli spotkanie z Teresą i Dariuszem Doboszami.

 Lea z Afryki, drugi intensywny etat taty, miłość na wyciągnięcie ręki, „pomoc” przy obiedzie, trybiki codzienności, weekendy bez firmy, czyli spotkanie z Teresą i Dariuszem Doboszami.

 


 

ONA

Opowiada Teresa

 

Darek?

Był osobą, na którą zawsze mogłam liczyć. Powoli do tego dochodziłam, szukałam daleko wielkiej romantycznej miłości, a on był obok, na wyciągnięcie ręki. Nie było w tym nic z miłości od pierwszego wejrzenia. Ujął mnie swym ciepłem, niezłomnym charakterem, szczerością uczuć i długimi rozmowami. Mieliśmy ciągle pełno tematów do obgadania, więc nie bałam się, że zabraknie ich po ślubie. Podobało mi się też, że nasz związek już w fazie narzeczeństwa był oparty na pełnym partnerstwie, współpracy i zaufaniu.

 

Powołanie matki i żony

Mąż docenia moją pracę i wkład w wychowanie dzieci i zarządzanie domem. Nigdy nie usłyszałam od niego, że przecież ja tylko siedzę w domu, a on pracuje. W powołaniu utwierdzają mnie nasze dzieci, które dają nam codziennie wiele radości i są lekarstwem na zły humor. Oparcie znajduję w modlitwie osobistej, a zwłaszcza adoracji Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Z Niego płynie prawdziwa, namacalna Moc w chwilach słabości i zwątpienia.

 

Najtrudniejsze w małżeństwie

Szare dni, rutyna. To czasem gorsze niż zgrzyty. Kiedy są jakieś trudności, to dyskutujemy, czasem polecą łzy, ale znajdujemy rozwiązanie i to nas zbliża. Najgorsza jest szarość, „trybiki” dnia codziennego, w które czasem wpadam i zaczynam żyć odruchowo: szkoła, praca, obiad, pranie, sprzątanie… Odhaczam punkty na liście, zamiast cieszyć się małymi radościami dnia. Po 9 latach małżeństwa ciągle uczę się otwarcia na męża, na jego potrzeby, wyciągnięcia ręki na zgodę, zastępowania słowa „ja” słowem „my”, umiejętności wypracowywania kompromisów, pójścia na pewne ustępstwa.

 

 

ON

Opowiada Darek

 

Teresa?

Jest czuła, troskliwa, mogę z nią rozmawiać godzinami. Jeszcze przed ślubem wiele rozmawialiśmy i w najważniejszych tematach byliśmy zgodni, w tym także dotyczących wiary. Poza tym jest bardzo spontaniczna i radosna, nie można się przy niej nudzić.

 

Najtrudniejsze dla męża i ojca

Znalezienie czasu i energii dla żony i dzieci po całym dniu spędzonym w pracy. Czasem wracam zmęczony, a już od progu każde dziecko chce, bym poświęcił mu trochę czasu. To taki drugi etat, na co dzień krótszy czasowo, ale bardziej intensywny.

 

Sposób na to, żeby być lepszym mężem

Najbardziej motywujący jest uśmiech dzieci i żony. Wtedy chce się „chcieć”. Pomocą jest dla mnie także przynależność do Domowego Kościoła. Spotykając się regularnie z innymi rodzinami na modlitwie i rozmowie, umacniam swoją wiarę, a także nasze małżeństwo.

 

Szał pracy, a czas dla rodziny

Praca i rodzina to dwie odrębne sprawy, choć nie da się ich zupełnie rozdzielić. Kiedy wracam z pracy, myślami często krążę jeszcze wokół tematów, które powinienem zostawić za drzwiami firmy. Mam w sobie trochę z pracoholika, gdyż staram się odpowiedzialnie podchodzić to tego, co robię. Za to weekendy to dla mnie czas zarezerwowany wyłącznie dla rodziny i najbliższych.

 

 

MY

Czyli Mama, Tata, Jakub, Maksymilian, Alicja i Lea

 

Wspólny początek

Zaraz po ślubie chcieliśmy zostać rodzicami i Bóg szybko nas wysłuchał. Po dziesięciu miesiącach od ślubu urodził się pierwszy syn. Szybko przeskoczyliśmy etap „bycia we dwoje” i weszliśmy w fazę tworzenia rodziny. A potem już wszystko nabierało coraz większego tempa. Dwa lata później urodził się drugi syn, a po kolejnych dwóch latach – córka. To był bardzo intensywny okres: ciąże, porody, karmienie, przewijanie, wstawanie w nocy, i tak w kółko.

 

Dzieci

Odmieniły nasze życie i obróciły wszystko o 180 stopni. Ale teraz nie wyobrażamy sobie, by mogło być inaczej. Wychowywanie dzieci, ustalanie zasad i konsekwentne ich egzekwowanie to czasami trudne zadanie. Jednak dzieci dają nam też wiele radości. Uwielbiają się do nas przytulać i tarmosić, dawać buziaki, przynosić rysunki „dla Mamy i Taty”, wyjadać składniki na obiad pod pozorem pomagania w gotowaniu, robić dla nas teatrzyki, a równocześnie chciałyby już być dorosłe, próbują więc pomagać nam w drobnych pracach domowych (oczywiście oprócz sprzątania swojego pokoju, bo to żadna frajda).

 

Pasje

Nasze pasje są raczej odmienne. Darek lubi bieganie, interesuje się fotografią, a w wolnych chwilach wertuje przepisy kulinarne, by ugotować coś oryginalnego. Teresa woli jazdę na rowerze, kino, czytanie literatury, czasem też szydełkowanie.

Mamy również wspólną pasję, którą staramy się zaszczepić dzieciom: chodzenie po górach. To jest takie nasze rodzinne hobby. Założyliśmy nawet „Księgę Wypraw Doboszów”, gdzie dokumentujemy nasze trasy i odkrycia.

 

Adopcja Lei

Od prawie roku Teresa współpracuje jako wolontariuszka z Ruchem MAITRI. Jego ideą jest adopcja duchowa dzieci z Afryki. Ruch kontaktuje się z misjonarzami w Afryce, tam tworzone są listy sierot i najuboższych dzieci. W Polsce szuka się ludzi (rodzin, grupy ludzi, stowarzyszeń, osób samotnych), które mogłyby wspomóc takie dzieci. Adopcja polega na zobowiązaniu do comiesięcznych wpłat, a także nawiązaniu kontaktu z dzieckiem przez wymianę korespondencji i wzajemną modlitwę. Z pieniędzy wpłacanych na poczet adopcji misjonarze opłacają szkołę dla dziecka oraz zakupują najbardziej niezbędne rzeczy i przekazują je rodzinie dziecka. Postanowiliśmy, że wesprzemy jedno z takich dzieci, a ponieważ nasza córka chciała mieć siostrzyczkę, mogliśmy jednocześnie spełnić jej życzenie. Niedawno otrzymaliśmy dokumentację naszej nowej córki. Ma na imię Lea Carelle. Ma 7 lat i pochodzi z Kamerunu. Jej matka jest wdową i utrzymuje z własnej pracy sześcioro dzieci, w tym pięcioro w wieku szkolnym. Dzieci przyjęły Leę bardzo ciepło. Codziennie pamiętają o niej we wspólnej modlitwie. Napisaliśmy też do niej pierwszy list i czekamy na odpowiedź.

 

Troska o miłość

Staramy się trochę czasu rezerwować tylko dla siebie. Raz w miesiącu wychodzimy gdzieś sami: do kina, na kawę, na spacer, zakupy. W wakacje wysyłamy dzieci na kilka dni do babci, by poświęcić sobie nawzajem więcej czasu. Wiara jednoczy nas wewnętrznie. Dużo daje nam codzienna wspólna modlitwa. Trudno uklęknąć do wspólnego pacierza, jeśli między nami coś szwankuje. To mobilizuje nas do tego, by żale i problemy rozwiązywać od razu, nie czekać, aż sprawy narosną, nabierając olbrzymich rozmiarów.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki