Logo Przewdonik Katolicki

W świecie skrzydlatych

Weronika Stachura
Fot.

Wprawdzie już od kilku lat w Polsce tradycyjnie maj kojarzy się z inauguracją sezonu grillowego, nie oznacza to przecież, że jest to jedyny sposób spędzania wolnego czasu na powietrzu.

 

 

 

Tym bardziej że przebywanie w oparach unoszących się znad prażących się – w głównej mierze mięsiw – nie wszystkim wychodzi na dobre. Poszukującym innej aktywności w plenerze może przypaść do gustu, choć u nas wciąż niszowy, to cieszący się z roku na rok coraz większym zainteresowaniem, birdwatching.

 

Polska nie tylko Chopinem stoi

Birdwatching, coraz częściej określany również polskim terminem ptasiarstwo, narodził się i też najprężniej działa w Stanach Zjednoczonych. Niemniej ma też wielbicieli wśród mieszkańców Europy Zachodniej. Szczególnie długą tradycją i jednocześnie niezwykle liczną grupą zwolenników tego hobby może pochwalić się Wielka Brytania, gdzie Królewskie Towarzystwo Ochrony Ptaków liczy ponad milion członków, zaś regularne obserwowanie ptasiego świata, jako formę spędzania wolnego czasu, deklarują 4 miliony ludzi. Co zaskakujące, wytrawni miłośnicy ptaków bez wahania za jedno z najciekawszych i zarazem najpiękniejszych miejsc w całej Europie wskazują właśnie ojczyznę Chopina. Jak więc widać, nie tylko muzyka wybitnego kompozytora z Żelazowej Woli może oczarować naszych bliższych i dalszych sąsiadów. Bowiem to właśnie na terenie naszego kraju możemy pochwalić się tak licznymi, wciąż nienaruszonymi przez zgubną działalność człowieka, naturalnymi siedliskami ptaków. Do najczęściej odwiedzanych przez amatorów birdwatchingu należą: wyspa Wolin, okolice Bieszczad, Puszcza Białowieska, tereny okalające Narew i przede wszystkim dolina Biebrzy. To tutaj na początku wiosny można uczestniczyć dosłownie w przedstawieniu najwyższych lotów. Najbardziej rozległe obszary bagienne w całej Europie stają się sceną, na której występują najrzadziej spotykane na wolności gatunki ptaków, począwszy od orłów bielików, sów błotnych czy derkaczy przyciągających miłośników ptasiego świata i nieskażonej przemysłem natury. Rokrocznie spotkać tu można tłumnie przybywających Anglików czy Holendrów. Tymczasem jako rodzimi mieszkańcy obszarów, na których wciąż licznie występują niespotykane nigdzie indziej gatunki ptaków, zdajemy się nie doceniać bogactwa natury, bowiem zaledwie niespełna 10 tys. Polaków czynnie interesuje się birdwatchingiem. Mając na wyciągnięcie ręki tak czarujący ptasi świat, szkoda z niego nie skorzystać. Tym bardziej że cena nie jest zbyt wysoka, a wrażenia – niezapomnianie.

 

„Ptasiofil” – miłośnik ptaków

Oczywiście, jak zawsze wszystko zależy od tego, jak bardzo podglądanie skrzydlatych przyjaciół wejdzie nam w krew. Przygoda z birdwatchingiem wcale nie musi się wiązać z wysokim budżetem. - Amatorom z pewnością wystarczy lornetka, którą możemy kupić w przystępnej cenie. Jeśli oczywiście ktoś bardzie chciałby zaangażować się w to hobby, to np. może zaopatrzyć się w dobrej jakości aparat ze statywem. Na pierwsze wyprawy warto wybrać się w towarzystwie doświadczonych już miłośników ptasiarstwa. Pomogą nie tylko w wyborze np. właściwego miejsca obserwacji, podzielą się także cennymi praktycznymi wskazówkami dotyczącymi przede wszystkim identyfikacji konkretnych gatunków ptaków. To właśnie najczęściej na początku stanowi niemałe wyzwanie dla chcących obserwować ptasi świat  – mówi Adam, zagorzały birdwatcher z Poznania. Dlatego tak ważne jest merytoryczne przygotowanie. Choć niektórym sięgnięcie po atlasy ornitologiczne może wydawać się mało atrakcyjnym zajęciem, to przyjdzie samo, z czasem, gdy już poczynimy pierwsze kroki w birdwatchingu. Nieodzownym atrybutem każdego ptasiofila są niezgłębione pokłady cierpliwości. Tylko dzięki niej przecież nasza wyprawa zakończy się sukcesem. - Nie ukrywam, że to właśnie uzbrojenie się w cierpliwość sprawiało mi na początku mojej drogi na ptasim szlaku najwięcej trudności. Przekraczając granicę świata skrzydlatych, nie mogłam wyzbyć się naleciałości z codzienności. Dopiero z czasem dostrzegłam, jak bardzo przyzwyczaiłam się do hałasu naszego świata, do tego stopnia, że nawet brakowało mi odgłosów „naszej” codzienności. Dzięki birdwatchingowi doceniam spokój otaczającej przyrody, co pozwala mi zachować dystans wobec codziennych problemów – opowiada Joasia, studentka biologii, od dwóch lat zapalona miłośniczka ptasiarstwa. Oprócz amatorskiego podglądania ptactwa, można również uprawiać birdwatching wyczynowo, który polega na „wytropieniu” jak największej liczby gatunków ptaków.

 

Dwa w jednym

Choć zdarza się, że obserwacje amatorów wzbogacają badania naukowe, łącząc dwa w jednym: przyjemne spędzenie czasu z pożytkiem dla nauki, nie oznacza to wcale, że podglądanie ptactwa zarezerwowane jest wyłącznie dla wybranych, dla specjalistów. Z roku na rok przybywa zainteresowanych taką formą kontaktu z przyrodą, na co chętnie odpowiadają biura turystyczne. Jedną z przyczyn popularności birdwatchingu jest jego aktualność niezależna od pory roku, gdyż nawet jesienią i zimą nie brakuje ptactwa. Żywe zainteresowanie podglądaniem świat skrzydlatych nie ogranicza się bynajmniej do wypraw w plenerze. Wielbiciele tego hobby zrzeszają się w internetowe grupy dyskusyjne, zaś dowodem ich obserwacji są zdjęcie uwieczniające w najdrobniejszych szczegółach ptasią rodzinę. Birdwatching to nie tylko dostarczające wielu wrażeń spędzanie wolnego czasu na łonie natury. Ptasiarstwo przyczynia się również do zmiany świadomości ludzi o otaczającej ich naturze, bowiem wielu z amatorów podglądania ptaków włącza się czynnie w działania na rzecz ochrony zagrożonych gatunków skrzydlatych przyjaciół, poprzez organizowanie spotkań lokalnych i krajowych.

Walory ptasiej muzyki docenił także Adam Mickiewicz, umieszczając w VIII księdze „Pana Tadeusza” opis koncertu orkiestry skrzydlatych, stanowiący zachętę dla wszystkich poszukujących nowego hobby w plenerze: „W polu koncert wieczorny ledwie jest zaczęty; / Właśnie muzycy kończą stroić instrumenty. / Już trzykroć wrzasnął derkacz, pierwszy skrzypak łąki, / Już mu z dala wtórują z bagien basem bąki, / Już bekasy do góry porwawszy się wiją / I bekając raz po raz, jak w bębenki biją. / Na finał szmerów muszych i ptaszęcej wrzawy / Odezwały się chórem podwójnym dwa stawy, / Jako zaklęte w górach kaukaskich jeziora, / Milczące przez dzień cały, grające z wieczora”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki