Logo Przewdonik Katolicki

Dwie okładki

ks. Dariusz Madejczyk
Fot.

Ksiądz, mój serdeczny kolega, patrząc na twarze śp. Marii i Lecha Kaczyńskich na okładce 16 numeru Przewodnika mówi do mnie: napisz o tej okładce; powiedz ludziom, jak było.


Ksiądz, mój serdeczny kolega, patrząc na twarze śp. Marii i Lecha Kaczyńskich na okładce 16 numeru „Przewodnika” mówi do mnie: napisz o tej okładce; powiedz ludziom, jak było.

 

Po kilku dniach od tej rozmowy powróciły mi w myślach te słowa zachęty. Zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście nie byłoby warto napisać o tym, co się wydarzyło. Zresztą pewnie nie tylko w naszej redakcji.

 

10 kwietnia

Nie wiem, która to była godzina. Nie było czasu, by o tym myśleć. Może 9.30, może trochę wcześniej lub później. Gdy proboszcz nagle wszedł do mojego mieszkania, by powiedzieć, co się stało, od razu włączyłem telewizor i zobaczyłem twarze dziennikarzy, którzy już od kilku minut informowali o katastrofie pod Smoleńskiem i byli nie mniej rozbici niż ja sam; zupełnie nie wiedzieli, co mówić – trudno było uwierzyć, że to może być prawda…

Jedna z pierwszych rzeczy, o których pomyślałem, gdy dotarła do mojej świadomości ta trudna do przyjęcia wiadomość, a w sercu wybrzmiało „Wieczny odpoczynek…”, to właśnie „Przewodnik” - czy wydrukowano już okładkę? czy będzie miejsce, by w tym numerze jeszcze o tym napisać? Od czego zacząć?

 

Okładki na przemiał

Telefon do drukarni. Niestety, rano okładkę już wydrukowano. Rozmowa z dyrektorem. Wspólna natychmiastowa decyzja: przygotowaną okładkę trzeba wycofać. Koszty wprawdzie nie małe, ale są chwile, kiedy wiem, że inaczej nie wolno. Nikt w takich chwilach nie używa wielkich słów. Nie ma czasu, nie ma do nich głowy. Ale to są właśnie takie momenty, które pozwalają nam zrozumieć, że „Bóg – honor – ojczyzna” to nie tylko hasło na sztandarach. Naprawdę nosimy to głęboko w sercu. Gdy trzeba, ten trójimienny dzwon bije w sercu i wskazuje właściwą drogę.

Brzmi to pompatycznie? Pewnie tak. Nie szkodzi. Czasem tak musi być.

Nie będziemy robić z siebie bohaterów. Pewnie było wiele tytułów, które były w podobnej sytuacji i podjęły podobne decyzje. I u nich, i u nas ludzie pracowali w sobotę, w niedzielę. To był po prostu czas służby.

Wspomniany na początku ksiądz zachęcał mnie do napisania tego tekstu, ponieważ były też gazety – albo nazwijmy rzecz po imieniu: brukowce – które do takiej zmiany okładki w ogóle się nie poczuwały, choć na swoich pierwszych stronach obrażały tych, co zginęli w katastrofie koło Smoleńska. Na co dzień żyją z obrzucania ludzi błotem i także w chwilach tak tragicznych tkwią w swoim bagnie. Choć pieniędzy na taką operację zamiany na pewno im nie brakuje.

Tak też bywa. Zwłaszcza, gdy ktoś na co dzień bierze pieniądze za to, że oczernia, krzywdzi innych. To jednak margines…

 

Po prostu bliscy

Dziennikarze w czasie, który minął od smoleńskiej tragedii, powiedzieli i napisali bardzo dużo, a niejednokrotnie także bardzo dobrze. Może nawet, jak nigdy dotąd,  uczyli się dostrzegać dobro w drugim człowieku.

W tych dniach jednak napisano i powiedziano wiele także o samych dziennikarzach. Ci, co zginęli, jak często podkreślano, byli przecież naszymi rozmówcami. Gościli często przed telewizyjnymi kamerami, przy radiowych mikrofonach oraz na łamach gazet. Być może właśnie dziennikarze byli w tej sytuacji jednymi z tych najbliższych ofiar katastrofy, a czasem czuli się nieomal ich rodziną czy przyjaciółmi. Pewnie także dlatego relacje, które słyszeliśmy były często tak bardzo emocjonalne i pełne ciepła.

 

Co dalej?

Zastanawiam się, co nam z tego czasu pozostanie? Wszyscy pytają, jaka będzie teraz polska polityka? Jak będzie wyglądała publiczna debata, czy politycy będą mówili do siebie innym językiem, z większym szacunkiem? To są jednak także pytania do samych dziennikarzy. Zazwyczaj są oni arbitrami życia społeczno-politycznego, przepytującymi ludzi polityki, Kościoła i wielu innych dziedzin życia. Smoleńska tragedia powinna także to środowisko prowadzić do rachunku sumienia.

Wydobyte z telewizyjnych i prasowych archiwów zdjęcia uśmiechniętego, sympatycznego śp. Prezydenta, który spotyka się z prostymi ludźmi lub cieszy rodzinnym życiem, rodzą przede wszystkim pytanie, dlaczego wcześniej takim go nie znaliśmy…? To tylko jeden, za to bardzo konkretny i wyrazisty przykład. A ilu innych ludzi w ten sposób potraktowano?

Można by tę refleksję jeszcze wydłużać, podawać konkretne przykłady… powiedzmy wprost: manipulacji. Tu i ówdzie już to nawet zrobiono. Problem jednak w tym, że w bliskości kampanii wyborczej ten sposób myślenia w niektórych tytułach już powraca; i to w tempie zastraszającym.

 

Warto być uważnym, by nie dać się znów oszukać. Zbyt wiele kosztowała nas prawda. Zbyt wielu zginęło byśmy mogli zobaczyć, jacy naprawdę byli.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki