Logo Przewdonik Katolicki

Prawda ukryta w ziemi

Jan Pospieszalski
Fot.

Miało być ciszej nad trumną. Nie jest. Mimo że od początku próbowano wyciszać sprawę ekshumacji na ile się da, wiadomość, że w grobie Anny Walentynowicz leży inna ofiara katastrofy, przebiła się,przywracając sprawę smoleńską w centrum debaty publicznej.

 

fot. Adam_Warzawa_pap

Miało być ciszej nad trumną. Nie jest. Mimo że od początku próbowano wyciszać sprawę ekshumacji na ile się da, wiadomość, że w grobie Anny Walentynowicz leży inna ofiara katastrofy, przebiła się,  przywracając sprawę smoleńską w centrum debaty publicznej.

 

Na początek fakty. Prokuratura przeprowadziła ekshumacje w Gdańsku i w Warszawie szczątków Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, wiceszefowej fundacji „Golgota Wschodu”. Szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg wyjaśniał powody, twierdząc, że prokuratorzy „po dogłębnej analizie dokumentacji mają wątpliwości – mówiąc wprost – czy ciała te nie zostały ze sobą zamienione”. Szczątki obu ofiar zostały  przebadane w Zakładzie Medycyny Sądowej w Krakowie. Pierwotnie  miały one trafić do Zakładu Medycyny Sądowej w Bydgoszczy, gdzie miały zostać przeprowadzone badania tomografem komputerowym, jednak z powodu awarii sprzętu badania odbyły się aż w Krakowie. Następnie szczątki obu ofiar przewieziono do Wrocławia w celu przeprowadzenia sekcji. – Strona rosyjska przyznała, że w dwóch czy w trzech przypadkach błędnie rozpoznała ciała ofiar katastrofy smoleńskiej – powiedział na antenie TVN24 prokurator generalny Andrzej Seremet, komentując  doniesienia o tym, że rodzina zmarłej w Smoleńsku Anny Walentynowicz po ekshumacji nie rozpoznała jej ciała.

 

Cisza nad trumną

W środę po sekcji, kiedy Janusz Walentynowicz wydał oświadczenie, że ciało wydobyte z grobu Anny Walentynowicz nie jest ciałem jego mamy, informacja o tym nie pojawiła się ani w TVP, ani w Polsacie, a w Faktach TVN był to najkrótszy, niespełna minutowy materiał na 6. miejscu. Potem zastosowano manewr z koncentrowaniem społecznej uwagi na rzekomym czy realnym zamieszaniu na cmentarzach z udziałem posłów PiS. Zadziałał, ale krótko.  Można było odnieść wrażenie, że główne media zauważyły ekshumację tylko dlatego, żeby dać upust swojemu obrzydzeniu wobec tych, co jak zwykle „grają trumnami”.  Paradoksalnie, także dzięki temu informacja, że odkryto groby, poszła w świat. Trudno się dziwić postawie niektórych posłów, dziennikarzy – m.in. Ewy Stankiewicz i Grzegorza Brauna – czy działaczom klubów Gazety Polskiej, że pojawili się pod cmentarzami. Brak zaufania do prokuratury nie wziął się znikąd. W sprawie śledztwa smoleńskiego aparat władzy tak wiele razy mijał się z prawdą – często działając tak, jakby chciał sprawę wyciszyć, a nie wyjaśnić – że nawet gdy teraz inicjatywa ekshumacji wyszła od samej prokuratury, trudno uwierzyć w dobre intencje. 

 

Śledztwo w sprawie śledztwa

Magdalena Merta – żona śp. Tomasza Merty – powiedziała, że kiedyś trzeba będzie przeprowadzić śledztwo w sprawie śledztwa. Wobec tragedii takiego rozmiaru, śmierci prezydenta i elity państwa, czym wytłumaczyć skandaliczne błędy i lekceważenie najbardziej oczywistych procedur? Dziś prokurator Szeląg zamianę ciał tłumaczy pośpiechem („wszystko wtedy pędziło”) i nawałem pracy, bo było za mało polskich śledczych. Jednak nie mówi, dlaczego szef Prokuratury Wojskowej Krzysztof Parulski, choć miał takie propozycje, nie skorzystał z możliwości wzmocnienia składu nie tylko przez ekspertów i śledczych z sojuszniczych państw NATO, ale nawet nie wziął do współpracy polskich cywilnych prokuratorów z pionu zwalczania przestępczości zorganizowanej. Właśnie prokuratorzy ze słynnych PeZetów mają największe doświadczenie we współpracy międzynarodowej, są po szkoleniach w ramach państw UE, a przede wszystkim znają języki obce. Jedyny prokurator cywilny w Smoleńsku – Marek Pasionek, delegowany na mocy reformy do Prokuratury Wojskowej, został przez Parulskiego szybko wyeliminowany ze śledztwa pod zarzutem ujawnienia tajemnicy agentom amerykańskim. Pomijając absurdalność zarzutu, pikanterii dodaje fakt, że właśnie z USA jesteśmy w sojuszu wojskowym, a nie z Federacją Rosyjską. Dowodzi to jak bardzo mentalnie (lub faktycznie!) Prokuratura Wojskowa nadal znajduje się pod wpływem innych „sojuszników” – tych sprzed 1989 r.

 

Prokurator traci nerwy

Skandalicznym zaniechaniem, a najprawdopodobniej przestępstwem, był brak polskich prokuratorów przy czynnościach z ciałami ofiar i sekcjach zaraz po katastrofie. Gdy na ostatniej konferencji prasowej dziennikarka „Gazety Polskiej Codziennie” zapytała o nieobecność polskich śledczych w tych procedurach, prokurator Szeląg najwyraźniej wyprowadzony z równowagi pozwolił sobie na szczerość, mówiąc, że prokuratorzy nie mają daru bilokacji. Wyglądało tak jakby prokurator powiedział więcej, niż chciał, przyznając później, że Rosjanie już w dniu tragedii, zanim zawarto porozumienie, zanim pojawili się polscy śledczy i lekarze, sami przeprowadzali sekcje, bez udziału strony polskiej.  Stoi to w sprzeczności z zapewnieniami  premiera Tuska (konferencja 27.04.2010) i minister Kopacz (Sejm 29.04.2010) o tym, że strona polska od początku uczestniczyła we wszystkich procedurach, a współpraca układa się wzorowo. Dziś, gdy okazało się to zwykłym kłamstwem – choćby jak słynne już stwierdzenie minister Kopacz, że „z całą starannością przekopywano ziemię na ponad metr w głąb” – w archiwach, w stenogramach sejmowych, zmanipulowano treść wystąpienia obecnej pani marszałek.

 

Dowody leżą w polskiej ziemi

Dariusz Fedorowicz, brat śp. Aleksandra Fedorowicza (dyplomaty, który zginął w Smoleńsku), w filmie Ewy Stankiewicz Lista pasażerów mówi: „... jestem lekarzem wojskowym i wiem, że dokonując sekcji, możemy sporo się dowiedzieć, w jaki sposób powstały obrażenia”. Wspomina też, jak usłyszał z ust ważnego urzędnika Kancelarii Premiera, że nie wolno otworzyć trumien, bo nad nimi rozciąga się rosyjska jurysdykcja. Skoro trumny i ciała są już u nas i nadal nie wolno otworzyć trumien, to znaczy, że w Polsce obowiązuje rosyjskie prawo. Dariusz Fedorowicz stawia pytanie – czy Polska jest niepodległym krajem? Trudno nie przyznać mu racji. Wdowa po rzeczniku praw obywatelskich, Ewa Kochanowska, mówi wprost, że Tomasz Arabski w Moskwie wobec rodzin i Rosjan stwierdził, że w Polsce nie będą otwierane trumny. Miało to być sygnałem dla strony rosyjskiej, że mogą wrzucić do trumien, co chcą, bo ich praca jest poza kontrolą. Obawy jej potwierdziły się, gdy do rodzin po wielu miesiącach zaczęły z Rosji napływać dokumenty. Opisy sekcyjne w większości przypadków nie mają wiele wspólnego ze stanem faktycznym. Stąd uzasadnione żądania przeprowadzenia sekcji zwłok w Polsce. Po wielomiesięcznym oczekiwaniu, gdy wreszcie prokuratura w trzech przypadkach wyraziła zgodę, nie dopuszczono do sekcji światowej sławy patomorfologa prof. Badena. Ta postawa prokuratury budzić musi jak najgorsze domysły.  Po ekshumacji ciała ojca Małgorzata Wassermann potwierdziła, że dokumentacja została przez Rosjan sfałszowana. 

 

Jeszcze nie jest za późno

Dziś Stefan Hambura, pełnomocnik rodziny Walentynowiczów, po ekshumacjach i oględzinach ciał stwierdza, że mimo upływu 29 miesięcy oba ciała zachowały się w dobrym stanie. Rodzaj i charakter obrażeń pozwala badać, jak powstawały urazy. A to może prowadzić do ustalenia okoliczności i przyczyn ich powstania. Ciała zmarłych mogą być więc cennym źródłem wiedzy o przyczynach katastrofy. Ponieważ jasnym się stało, że wrak na długo pozostanie w Rosji, część dowodów sfałszowano, wielu nie uda się odzyskać, do innych miesiącami blokowany jest dostęp, a te, które udostępniono, są często znikomej wartości, dla polskich śledczych właśnie badanie ciał powinno stać się priorytetem. Polska więc dysponuje u siebie ważnym, przepraszam za to techniczne określenie, „materiałem dowodowym”. Czy będzie wola, żeby do niego sięgnąć? Tym bardziej że część rodzin od dawna już zabiega o ekshumacje. Na pewno dla rodzin może być to bardzo bolesne, pewnie nie wszyscy się zgodzą, ale skandal z zamianą ciał staje się przekonującym argumentem.  Gdy każdy dzień przynosi kolejne rewelacje o działaniach polskiej prokuratury i sądów w  wielu innych sprawach, w czasie wzmożonej dyskusji nad kondycją polskiego wymiaru sprawiedliwości, być może prokuratura ugnie się i wyda zgodę na przeprowadzenie badań jak największej liczby grobów.  

 

 Klisze katyńskie

Doświadczenie ostatnich 29 miesięcy pokazuje, jak w sprawie smoleńskiej bardzo wyraźne są katyńskie klisze. Odkrywanie grobów pod osłoną nocy, wydzieranie prawdy po kawałku, walka z kłamstwem...

Anna Walentynowicz udała się 10 kwietnia do Katynia, by uczcić symbolicznie także te wszystkie ofiary sowieckiego ludobójstwa, których grobów do dziś nie udało się odnaleźć. Zwierzała się wówczas najbliższym, że myślała cały czas o swoim bracie Andrzeju Lubczyku, który został zabrany przez Sowietów w1940 r. i ślad po nim zaginął. W naszej kulturze cześć i pamięć dla bliskich zmarłych objawia się prócz modlitwy dbałością o groby. Przecież troska o znalezienie miejsc, gdzie są pochowane polskie ofiary sowieckiego ludobójstwa od dziesięcioleci stała się głównym motywem katyńskiej epopei. To nas odróżnia od antycywilizacji oprawców z Bykowni, Charkowa, Miednoje. Dla żyjących właśnie wydobycie z anonimowości stanowiło od zawsze obowiązek  wobec tych, co odeszli. Szczególnie gdy zginęli w ojczystej sprawie. Gdy to stawało się niemożliwe, ta troska zrodziła idee Grobu Nieznanego Żołnierza. Każdy napis NN na nagrobku to wymowny symbol, z którym konfrontują się potomni. Anna Walentynowicz dziś dołączyła do tych NN. A to, że żyła, walczyła i zginęła w ojczystej sprawie, nie budzi wątpliwości. Musimy dowiedzieć się, gdzie jest jej ciało.  Patrząc na zdjęcie jej syna Janusza zrobione przed cmentarzem, wiem, że jemu i jego matce jesteśmy to winni. Biograf bohaterki – Sławomir Cenckiewicz – tak napisał o tym, co się stało: „Wierzę, że tak, jak 32 lata temu od Anny Walentynowicz zaczął się Sierpień ‘80 i Solidarność, tak dzisiaj przez nowe świadectwo jej ofiary, rozpocznie się rozpad kłamstwa smoleńskiego i otwarcie drogi do prawdziwej wolności i prawdy”. Podpisuję się pod tymi słowami.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki