Logo Przewdonik Katolicki

Nie tylko rozrywka

Jan Pospieszalski
Fot.

Wygrała baba z brodą to najczęstsze podsumowanie zwycięstwa w konkursie Eurowizji Tomasa, który wystąpił jako Conchita Wurst. Większość mediów uznała, że ten występ i nagroda to ciekawostka, chwilowa sensacja, medialny weekendowy news. Jestem jednak zdania, że nagroda Eurowizji dla geja-transwestyty, to coś o wiele więcej.

Wygrała baba z brodą – to najczęstsze podsumowanie zwycięstwa w konkursie Eurowizji Tomasa, który wystąpił jako Conchita Wurst. Większość mediów uznała, że ten występ i nagroda to ciekawostka, chwilowa sensacja, medialny weekendowy news. Jestem jednak zdania, że nagroda Eurowizji dla geja-transwestyty, to coś o wiele więcej.

Wygrywając największy europejski telewizyjny festiwal piosenki Thomas / Conchita wpisuje się w historię ofensywy kulturowej prowadzonej od lat. To kolejny krok na drodze cywilizacyjnej zmiany, której konsekwencje na razie możemy tylko prognozować.

 

Jak kiedyś w cyrku

Za sprawą konkursu piosenki po raz pierwszy w tym samym czasie miliony telewidzów w całej Europie zostały postawione wobec problemu, który domaga się odpowiedzi. Rzeczywistość, która do tej pory istniała gdzieś na marginesie, przebojem wdarła się do głównego nurtu kultury masowej. Thomas Neuwirth pod postacią Conchity Wurst (z niem. „kiełbasa”) jako zdobywca Grand Prix wielkiego międzynarodowego muzycznego show otwiera „z kopa” drzwi, wchodzi do naszych domów i ogłasza, że odtąd będzie nam towarzyszył, że staje się mieszkańcem – domownikiem naszej wyobraźni. Wchodzi nie jako sezonowa atrakcja, dziwoląg – wybryk natury. Wchodzi jako konsekwencja rewolty obyczajowej i narzędzie jej kolejnego etapu. Nie ukrywa tego, nie udaje, że pomalowany, upozowany, w błyszczącej sukience  przyszedł nas zabawić czy rozśmieszyć. Nic podobnego. Przychodzi jako rewolucjonista. Proklamuje dumnie manifest zawarty w słowach wypowiedzianych tuż po ogłoszeniu wyników konkursu: „Nic nas nie zatrzyma!” Wniosek z tego, że nie przyszedł tu sam, że jest reprezentantem jakiejś grupy, społeczności, że mówi w jej imieniu. Rzuca wyzwanie, informując, że on i jemu podobni są w drodze, że mają przed sobą cel i że zamierzają go osiągnąć.

 

Więcej niż subkultura

Informacje w mediach o Eurowizji z jednej strony wyrażają akceptację i uznanie dla werdyktu, który dowodzi tolerancji i otwartości głosujących, z drugiej strony dają  odczuć lekceważenie, że takie cuda to już pokazywano dawno temu, w średniowiecznym cyrku i dla kasy obwożono po jarmarkach. Była jeszcze grupa opinii tych, którzy próbowali zupełnie poważnie koncentrować się na walorach artystycznych, wokalnych, zachwycali się piosenką i wykonaniem. Jednak obserwując reakcje środowiska gejowskiego widać nieskrywaną satysfakcję. Zjawisko, które stanowiło element niszowej subkultury, dziś triumfuje w przestrzeni kultury masowej, w dodatku za sprawą powszechnego głosowania. Patrząc na polskie media, można było zauważyć, że ci sami dziennikarze, którzy kilka dni wcześniej z namaszczeniem relacjonowali uroczystości kanonizacyjne św. Jana Pawła, teraz cieszą się występem Conchity, z afirmacją donoszą o wygranej i wyśmiewają krytyczne głosy. Czy to zbyt wiele, by wymagać od telewizyjnych celebrytów elementarnej wiedzy o tym, że ten, przed chwilą podziwiany przez nich święty, jest autorem takich prac jak Miłość i odpowiedzialność i Mężczyzną i kobietą stworzył ich? Że żaden inny papież przedtem, tak jak Jan Paweł II, a wcześniej Karol Wojtyła, potrafił odpowiedzieć na problem, kłopot, chorobę, których emanacją jest przemiana Thomasa Neuwirtha w Conchitę? Dla wielu komentatorów „Baba z brodą” to śmiały rewolucjonista w obszarze płciowości i seksualności. Problem, z którym wielu sobie nie radzi, młody Austriak odważnie rozwiązuje na oczach całej Europy. Wbrew naturze wybierając kobiecą postać, swoje ciało czyni przestrzenią zmiany. Jak sam pisze w swojej biografii, „czując się dyskryminowany jako nastolatek, pragnął w ten sposób wyrazić swoje wołanie o tolerancję i akceptację”.

 

Szóste zostało

Jest taka stara anegdota o Mojżeszu, który schodzi z góry Synaj. Taszcząc dwie ciężkie tablice, zdyszany, ogłasza tłumnie czekającym na dole Izraelitom, że ma dla nich dwie wiadomości – jedną dobrą, drugą złą. – Od której zacząć – pyta. – Dawaj tę dobrą! – krzyczą. – Utargowałem do dziesięciu. – W tłumie słychać wyraźny pomruk zadowolenia, ale zaraz pada pytanie: A ta zła? – Szóste zostaje. Uporządkowanie sfery seksualności, obudowanie ludzkiej pożądliwości systemem reguł, zakazów i nakazów, jakie wnosi wywodzące się z Prawa Mojżeszowego chrześcijaństwo, stało się fundamentem łacińskiej cywilizacji. Ukierunkowanie na monogamiczne, nierozerwalne małżeństwo i rodzinę tej wielkiej motorycznej siły jaka tkwi w seksualności, dało dynamikę naszej kulturze. To napięcie też przysparzało wielu kłopotów. Mimo niezliczonych dramatów nie podważano jednak normy. Choć ludzie niestety łamali je od zawsze, to jednak dla wszystkich, albo dla zdecydowanej większości, było jasne, co jest dobre, a co złe, które zachowania są właściwe, a jakie naganne. Religia, obyczaj, prawo, kontrolna funkcja wspólnoty, konserwowały porządek rzeczy. Nawet zwolennicy najbardziej wyuzdanych i nieobyczajnych praktyk, dawali upust swoim namiętnościom w skrytości, nie zamierzając burzyć norm. Wydawało się jasne, że społeczny gmach zbudowany jest na trwałej rodzinie. Innej rzeczywistości większość nie znała. To była naturalna przestrzeń życia.  Od oświecenia, które jawiło się jako ruch zmierzający do wyzwolenia człowieka, zaczynają się próby uwolnienia jednostki z „ciasnego gorsetu” norm religijnych, obyczajowych i prawnych.

 

Trochę historii

Zanim zaczęła się rewolucja seksualna, poprzedziły ją eksperymenty psychologiczne. Michael Jones, z którym w ubiegłym roku miałem okazję przeprowadzić wywiad, w obszernej pracy zatytułowanej Libido Dominandi pokazuje drogę, jaką przebyli „wyzwoliciele”. Rewolucjoniści okresu oświecenia nie stworzyli żadnego nowego świata. Nie stworzyli też  nowego człowieka. Odwrócili znaczenie słowa „wolność”. To co dla nich miało być wyzwoleniem, stało się tak naprawdę zniewoleniem. Chcąc uwolnić się od panowania, ludzie popadli w panowanie własnych namiętności. Św. Augustyn pisał, że człowiek ma tylu panów, ile przywar, wad i słabości. Uwolnienie się i rozbicie norm religijnych wywołało próżnię, którą natychmiast trzeba było zapełnić kontrolą nad społeczeństwem. Wyznawcy wolności pojmowanej jako nieograniczona możność zaspokajania własnych namiętności i pragnień pozostają całkowicie nieświadomi, że niezwykle łatwo jest nimi manipulować. Michael Jones dowodzi, jak seks może stać się narzędziem kontroli społecznej.

Thomas (czy jak kto woli Conchita) pokazał, że nie tylko normy moralne, obyczajowe można podporządkować swoim namiętnościom, ale w imię zaspokojenia własnych pragnień można wypowiedzieć wojnę własnej naturze. Proponuję prześledzić, czym grozi taki eksperyment. Zaledwie w ciągu kilku pokoleń widzimy skutki, jakie wywołało podporządkowanie natury ludzkim namiętnościom oddzielającym seks od prokreacji.

 

Nieprzewidziane skutki

Najpoważniejszą konsekwencją jest depresja demograficzną. Ludność wielu krajów europejskich, w tym Polski kurczy się. Zaczęło się niewinnie. Za pomocą chemicznych, mechanicznych i hormonalnych wynalazków ludzie, owszem, mogli zaspokajać popęd bez konsekwencji, ale wystarczyły dwie, może trzy dekady a zaczęły się problemy: fala rozwodów, odwlekanie zawarcia małżeństwa, luźne związki, bycie singlem itd. Tzw. wolna miłość nie przyniosła więcej miłości, ale spowodowała ogromny zamęt i cierpienie. Konsekwencją są rozbite rodziny, konkubinaty i miliony dzieci skazanych na brak miłości, które nie mając doświadczenia dojrzałych relacji, powtarzają w dorosłym życiu błędy rodziców. W imię wolności likwiduje się pojęcie wstydu. Pod hasłami walki z pruderią następuje demontaż kolejnych ograniczeń w sferze seksu. Nie było do tej pory tak masowego dostępu do pornografii – i to pornografii, która ewoluuje, stale zaostrzając przekaz. Droga od wizerunków nagich kobiet, kupowanych sekretnie spod lady, do przekazów w sieci, do których każde dziecko może dotrzeć przez kilka kliknięć myszką komputera, zajęła dwa dziesięciolecia. Społeczne skutki tak powszechnego, łatwego dostępu są alarmujące. Pornografia na masową skalę upowszechnia patologiczne relacje. Człowiek stał się obiektem seksualnym. Dzieci wchodząc w ten świat, czerpią z chorych wzorców, stają się niezdolne do prawidłowego odkrywania i przeżywania własnej płciowości i seksualności. Pierwsze doświadczenia i wzorce seksualne odgrywają ogromną rolę w kształtowaniu się naszej osobowości. Wielu chrześcijańskich psychologów właśnie w ten sposób tłumaczy stale rosnące statystyki patologii dewiacji, zaburzeń. Ale o czym ja piszę! Przecież zaburzenia i dewiacje, jak widzimy po werdykcie konkursu Eurowizji, stają się normą. Są estetyczne, zabawne, radosne, nowoczesne. Imponują śmiałością, bezkompromisowością, mają modny, wręcz rewolucyjny wydźwięk. Są akceptowane przez prawo międzynarodowe, państwo, systemy edukacyjne, nową naukę i kulturę. Dla mnie Pan Kiełbasa nie jest zabawną babą z brodą. To ofiara, ale i narzędzie rewolucji, która niszczy naszą kulturę. To groźny emisariusz świata, który popełnia powolne samobójstwo. Czy zdążymy mu zapobiec?

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki