Wołanie o prawdę

Dwa lata po tragedii w Smoleńsku, w której zginęła oficjalna polska delegacja na obchody zbrodni katyńskiej na czele z prezydentem Rzeczypospolitej Lechem Kaczyńskim, staje się oczywiste, że odpowiedzialność za katastrofę samolotu Tu-154 ponoszą Rosjanie. Jednak dramat na lotnisku Siewiernyj okrył hańbą także rząd Donalda Tuska, który służalczo przyjął spreparowaną przez Moskwę wersję zdarzeń.
Czyta się kilka minut

fot. Bartlomiej Zborowski PAP

– Polska ma święty obowiązek uczynić wszystko, aby prawda o katastrofie smoleńskiej została ujawniona, niezależnie od treści tej prawdy – oświadczył Jarosław Kaczyński uczestnikom wysłuchania publicznego na temat katastrofy w Smoleńsku, które odbyło się 28 marca w siedzibie Parlamentu Europejskiego. To wezwanie musi być oczywiste dla każdego wrażliwego Polaka. Niepojętym paradoksem jest, że to polski rząd, ręka w rękę z Rosjanami stara się zacierać ślady i podtrzymywać kłamstwa dotyczące tej bezprecedensowej tragedii. Tymczasem w ciągu dwóch lat, które minęły od smoleńskiego dramatu, cały jego sfałszowany opis promowany przez Rosjan i ich polskich popleczników z pomocą potężnej machiny propagandowo-medialnej legł w gruzach. Nie było pijanego gen. Andrzeja Błasika w kokpicie pilotów, nie było żadnego uderzenia w brzozę, które jakoby urwało skrzydło prezydenckiego samolotu.

Odkłamywanie

Według Antoniego Macierewicza, szefa parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, w ciągu ubiegłego roku zostały zgromadzone dowody w sposób bezsporny stwierdzające, że w kokpicie Tu-154 podczas całej podróży nie rozpoznano głosu gen. Błasika i w ogóle nie stwierdzono tam jego obecności. Świadczy o tym ekspertyza Instytutu Ekspertyz Sądowych (IES) w Krakowie opublikowana przed czterema miesiącami. Według tejże ekspertyzy w ogóle nie odnotowano dźwięku uderzenia skrzydła o drzewo. W momencie, w którym Rosjanie odczytują w swojej interpretacji dźwięk uderzenia skrzydła o brzozę, IES stwierdza odgłos przemieszczających się przedmiotów oraz inny, niezidentyfikowany, który zaczął się wcześniej i później się skończył.  Zdaniem Macierewicza z tej ekspertyzy i symulacji naukowców wynika, że uderzenia o drzewo nie było. Co więcej, z badań przeprowadzonych przez prof. Wiesława Biniendę, polskiego naukowca pracującego w USA (eksperta ds. wypadków lotniczych takich instytucji jak NASA czy Boeing), wynika w sposób jednoznaczny, że gdyby w ogóle doszło do uderzenia skrzydłem w drzewo, to przecięte zostałoby drzewo, a skrzydło z punktu widzenia skuteczności nośnej samolotu – nienaruszone.

Biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych obalili też kolejną, szczególnie perfidną rosyjską tezę obciążającą winą za katastrofę polskich pilotów. Z komend i rozmów załogi w kokpicie Tu-154 odtworzonych przez krakowskich specjalistów wynika, że zarówno dowódca lotu kpt. Arkadiusz Protasiuk, jak i pozostali członkowie załogi reagowali prawidłowo i adekwatnie do sytuacji.

To był zamach

Co więc spowodowało zniszczenie prezydenckiego samolotu i śmierć wszystkich jego pasażerów? Pracujący w USA fizyk dr Kazimierz Nowaczyk ujawnił podczas wysłuchania publicznego w Parlamencie Europejskim, że bezpośrednią przyczyną katastrofy były dwie eksplozje odnotowane jeszcze przed zetknięciem się samolotu z ziemią. Jedna z nich miała miejsce na lewym skrzydle, w pobliżu jego środka, w efekcie łamiąc płat na dwie części. Druga, wewnątrz kadłuba, spowodowała jego rozległe uszkodzenia i rozczłonkowanie, jak również rozłączenie lewego skrzydła i kadłuba. – To jest hipoteza, która najlepiej może zostać sprawdzona poprzez badanie wraku i autopsję wszystkich ciał. Jest to, jak na razie, jedyna hipoteza, która by tłumaczyła układ rozbitego samolotu – tłumaczył dziennikarzom Nowaczyk po swoim wystąpieniu w europarlamencie. Tymczasem przy skandalicznej bierności polskiego rządu i prokuratury Rosjanie ani myślą oddać wraku Tu-154 naszym śledczym. O pomstę do nieba woła sprawa autopsji ciał ofiar katastrofy.

Profanacja ofiar

Sposób, w jaki Rosjanie potraktowali ciała ofiar tragedii i przyzwolenie na ten proceder przez rząd Donalda Tuska, można określić tylko jednym słowem: hańba. Po przeprowadzonej w końcu marca ekshumacji i ponownej autopsji ciał byłego wicepremiera Przemysława Gosiewskiego i prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki wyszły na jaw szokujące fakty. W ciałach ofiar zaszyte były rękawiczki, gaza, kawałki drewna, a nawet śmieci. Po otwarciu zaplombowanych przez Rosjan trumien okazało się, że nagie zwłoki ofiar katastrofy umieszczone były w szczelnie zamkniętych foliowych workach, na które położono ubrania. – Tak się nie traktuje nawet zwierząt – mówił o „sekcji zwłok” w wykonaniu rosyjskich patologów wstrząśnięty Andrzej Melak, brat Stefana Melaka, który zginął pod Smoleńskiem.

Polscy prokuratorzy nie dopuścili do udziału w autopsji ciał Przemysława Gosiewskiego i Janusza Kurtyki światowej sławy amerykańskiego patologa sądowego prof. Michaela Badena, mimo że wnioskowały o to wdowy po obydwu ofiarach. Dwa lata temu ówczesna minister zdrowia, obecna marszałek Sejmu Ewa Kopacz, rozpływała się nad fachowością i taktem rosyjskich patologów. Dziękowała publicznie za ich pracę. Według Kopacz sekcje zwłok ofiar katastrofy odbywały się przy udziale polskich lekarzy. Dziś temu zaprzecza. Na pytanie, dlaczego sekcji zwłok nie przeprowadzono w Polsce, ani marszałek Kopacz, ani premier Tusk nie potrafią przekonywująco odpowiedzieć.

Historia upadku

Sprawa smoleńska pokazała przerażające moralne skarlenie polskiej władzy uosabianej przez rząd Donalda Tuska. Oddanie śledztwa Rosji oraz natychmiastowe przyjęcie i rozpowszechnianie kremlowskiej wersji katastrofy, jako jedynie obowiązującej, to działanie na szkodę racji stanu Rzeczypospolitej. To oddanie suwerenności na rzecz obcego mocarstwa. Dramat w Smoleńsku uwidocznił skalę rosyjskich wpływów w Polsce. Okazało się, że ludzie na szczytach władzy są tylko marionetkami rozgrywanymi przez Putina i jego sztabowców. Kukiełkami w żenującym spektaklu o „historycznym polsko-rosyjskim pojednaniu”, który ma maskować narastającą dominację Moskwy w relacjach z Warszawą. To samo powiedzieć można o przeważającej części „elity” medialno-intelektualnej. Chór autorytetów zaślepiony nienawiścią do śp. prezydenta Kaczyńskiego od dnia katastrofy bezkrytycznie powtarzał wszystkie brednie podsuwane przez speców od manipulacji mas zza wschodniej granicy. Gdy tylko zakończyła się żałoba narodowa, z wściekłością uderzono w „demona polskiego patriotyzmu”, który z taką siłą podczas jej trwania się ujawnił. Po dwóch latach od smoleńskiego dramatu, kiedy coraz jaskrawiej widać, że prawda jest po stronie „oszołomów” z Krakowskiego Przedmieścia, medialni heroldowie nadal próbują ją zagłuszać.

Dwie Polski

Trzeba z goryczą przyznać, że praca owych pseudoelit, wspomagana medialnym walcem, przyniosła pożądany efekt wśród znacznej części społeczeństwa. Większość Polaków przyjmuje bezkrytycznie narrację smoleńską narzuconą przez telewizyjne autorytety. Inni reagują z wściekłością na najmniejsze wspomnienie o katastrofie. Wystarczy przejrzeć internetowe fora albo przywołać schamiałych profanów krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. Nawet zakładając udział w moderowaniu opinii przez rosyjską agenturę, porażający jest poziom agresji wobec tych, dla których to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., nie jest obojętne. To ci stanowiący tę drugą, ufam, lepszą Polskę. Ci, którym zależy na prawdzie w sprawie Smoleńska. Bo jeżeli zrezygnujemy z dochodzenia tej prawdy, pozostaniemy tylko konsumentami-niewolnikami. Zbiorowością całkowicie sterowalną, bez prawa do nazywania się narodem.

Tak jak z Katyniem

– Jeżeli ta katastrofa coraz bardziej wygląda na zamach, to oznacza to nową jakość w międzynarodowej polityce – przestrzegał uczestników spotkania w Brukseli na temat tragedii smoleńskiej Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem „tolerancja dla tej specyficznej nowej jakości może bardzo wielu bardzo drogo kosztować”. Marta Kaczyńska, córka poległej w katastrofie prezydenckiej pary, podczas tego samego spotkania apelowała o międzynarodowe śledztwo. W obecnym kształcie Realpolitik wydaje się, że jest to postulat całkowicie abstrakcyjny. Trudno sobie wyobrazić, żeby na międzynarodowe śledztwo w sprawie smoleńskiej zgodziła się dążąca konsekwentnie do zacieśnienia więzów z Rosją niemiecka kanclerz Angela Merkel czy mało zainteresowany europejskim teatrem prezydent USA Barack Obama. Na dodatek jedną z idee fixe Obamy jest reset w stosunkach z Rosją. Oczywiście nie zwalnia to nas ani na moment z obowiązku dążenia do prawdy. Prawda o zbrodni katyńskiej popełnionej z rozkazu Stalina też była przez 50 lat brutalnie zagłuszana, a mimo to nie udało się jej zdeptać.


KATASTROFA W SMOLEŃSKU – DNI, KTÓRE WSTRZĄSNĘŁY POLSKĄ

10 kwietnia

– o 8.41 pod Smoleńskiem rozbił się samolot Tu-154 z oficjalną polską delegacją na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim na czele. W katastrofie zginęli wszyscy pasażerowie samolotu (96 osób)

– obowiązki głowy państwa przejął marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Rosja zapowiedziała wyjaśnienie tragedii

– do Smoleńska poleciał brat Lecha Kaczyńskiego, szef PiS Jarosław Kaczyński wraz ze współpracownikami; na lotnisku zidentyfikował ciało prezydenta; modlił się na miejscu tragedii

– na miejsce tragedii udał się także premier Donald Tusk. Premier Rosji Władimir Putin osobiście zaprowadził Tuska na miejsce katastrofy

11 kwietnia

– do kraju sprowadzona została trumna z ciałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego

13 kwietnia

– sprowadzono także trumnę z ciałem małżonki prezydenta Marii Kaczyńskiej. Trumny z ciałami pary prezydenckiej zostały wystawione na widok publiczny w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego. W ciągu następnych czterech dni hołd Marii i Lechowi Kaczyńskim złożyło ok. 180 tys. osób

15 kwietnia

– przed Pałacem Prezydenckim harcerze i harcerki ustawili drewniany krzyż z napisem: „Ten krzyż to apel harcerzy i harcerek do władz i społeczeństwa o zbudowanie tutaj pomnika”. Przez następne miesiące pod krzyżem składają wieńce m.in. rodziny ofiar i władze PiS; gromadzą się ludzie

17 kwietnia

– na placu Piłsudskiego w Warszawie odbyły się państwowe uroczystości żałobne ku czci 96 ofiar katastrofy pod Smoleńskiem

18 kwietnia

– po uroczystościach żałobnych z udziałem wielu gości z zagranicy i setek tysięcy Polaków Maria i Lech Kaczyńscy spoczęli w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów katedry na Wawelu. O północy zakończyła się – trwająca 9 dni – żałoba narodowa.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 14/2012