Po trzech latach od pamiętnego 10 kwietnia pojawia się coraz więcej wątpliwości dotyczących katastrofy smoleńskiej. Można oczywiście twierdzić, że zadawanie jakichkolwiek pytań w tej sprawie to jedynie brudna gra partyjna. Tylko czy od tego znaki zapytania nagle znikną?
W trzecią rocznicę tragedii smoleńskiej parlamentarny zespół ds. zbadania przyczyn katastrofy Tu-154M, kierowany przez Antoniego Macierewicza (PiS), przedstawił nowe ustalenia poczynione w tej sprawie. „Jedno jest pewne: do katastrofy smoleńskiej doszło w wyniku wybuchu, a rząd Donalda Tuska ukrywa te informacje” – stwierdził Macierewicz. I nawet jeżeli nie oznacza to wprost, że w Smoleńsku doszło do zamachu, to pojawia się długa lista nowych pytań bez odpowiedzi. Wystarczy wymienić pierwszy z brzegu zarzut jednego z członków zespołu, Stanisława Pięty (PiS), który w rozmowie z portalem Fronda.pl stwierdził: „To pierwsza katastrofa lotnicza na świecie, w której wrak samolotu nie jest dowodem”.
Remont pod rosyjskim nadzorem
130-stronicowa trzecia część raportu zespołu Macierewicza (dwie pierwsze części zostały zaprezentowane w sierpniu i we wrześniu ub.r.) podzielona została na trzy rozdziały: System bezpieczeństwa i tragedia smoleńska, Katastrofa i Podstawy prawne badania katastrofy smoleńskiej. Najwięcej niespodzianek znajduje się w części pierwszej, opisującej wydarzenia poprzedzające tragedię. Autorzy raportu piszą w niej: „Prezentowane przez nas ustalenia muszą wstrząsnąć każdym Polakiem. Okazuje się, że system bezpieczeństwa państwa pod rządami Donalda Tuska był kontrolowany przez służby rosyjskie, które decydowały, jakie firmy i w jakim zakresie będą przeprowadzały remonty najważniejszych polskich samolotów”.
Ostateczna teza raportu jest więc taka, że to Kreml decydował o tym kto, gdzie i w jaki sposób ma remontować polskie Tu-154M – w tym także maszynę, która rozbiła się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem. Na ten fakt zwracał szczególną uwagę podczas prezentacji dokumentu szef parlamentarnego zespołu Antoni Macierewicz, stwierdzając, że choć „wiele rzeczy widział w służbach specjalnych” to wpływ od początku do końca służby wywiadu rosyjskiego na remont tupolewa jest dla niego nowością i wielkim wstrząsem.
Wszystko to stało się możliwe dzięki specjalnej dyrektywie Prezydenta Federacji Rosyjskiej z 16 stycznia 2009 r. o zakazie dostaw uzbrojenia do Gruzji, która pozwalała Federalnej Służbie Współpracy Wojskowo-Technicznej Federacji Rosyjskiej wskazywać konkretnego rosyjskiego wykonawcę remontu, a także nadzorować i kontrolować każdy etap planowanego i realizowanego przetargu oraz remontu. Ostatecznie zostały nimzakłady „Aviakor” z Samary, które przeprowadziły remont m.in. feralnej maszyny nr 101, w tym jej najbardziej newralgicznej części, czyli silników.
Ujawnione informacje same w sobie o niczym jeszcze nie świadczą, jednak ujawniają – w najlepszym przypadku – wyjątkową nieudolność, brak wyobraźni i niedostatek nadzoru ze strony odpowiednich organów naszego państwa – przede wszystkim tych, które były ustawowo zobowiązane do zapewnienia bezpieczeństwa przetargów i remontów. W tym kontekście autorzy raportu wymieniają m.in. ówczesnych szefów SKW i ABW. Pamiętajmy wszak, że mówimy o samolotach, którymi podróżować mieli najwyżsi przedstawiciele naszego państwa. Śmiało można więc powiedzieć: Rosjanie wcale nie musieli dokonać zamachu, ale teoretycznie mieli ku temu wszelkie możliwości techniczne.
Dwa wybuchy
Raport po raz kolejny podważa także oficjalny scenariusz katastrofy, głoszący, że doszło do niej z powodu zderzenia ze słynną „pancerna brzozą”. Eksperci zespołu parlamentarnego, posiłkując się m.in. opisem miejsca katastrofy dokonanym przez rosyjskich prokuratorów w dniach 10-12 kwietnia 2010 r., ustalili, że fragmenty wraku Tu-154M zostały odnalezione na terenie jeszcze przed brzozą, a zatem destrukcja samolotu musiała nastąpić wcześniej. Na potwierdzenie tej tezy autorzy dokumentu powołali się m.in. na zapisy polskiej skrzynki parametrów lotu produkcji ATM, odnotowującej objawy awarii silników: „Pierwsze symptomy zaczęły się na 0,5 sekundy przed miejscem gdzie rośnie brzoza. Dane te pokrywają się z odczytami czarnej skrzynki wykonanymi przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna i potwierdza je rozrzut szczątków samolotu opisany przez rosyjskich prokuratorów” – stwierdził Antoni Macierewicz.
Podczas prezentacji raportu pokazano także satelitarne zdjęcia z 11 i 12 kwietnia 2010 r., na których uwieczniono ślad pierwszego uderzenia samolotu w ziemię. Zdaniem eksperta komisji, prof. Kazimierza Nowaczyka z Uniwersytetu Maryland, gdyby tupolew rzeczywiście spadał pod kątem, jaki został przyjęty w raportach rosyjskiego MAK-u oraz polskiej rządowej komisji Jerzego Millera, wówczas nie miałby możliwości pozostawienia takich bruzd.
Z kolei prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu Akron w amerykańskim Ohio po raz kolejny zakwestionował rzekomą nadzwyczajną wytrzymałość brzozy z lotniska Siewiernyj, porównując ją do właściwości duraluminium. Na dowód przedstawił zdjęcie prezentujące zniszczenia, jakich dokonały samoloty po uderzeniu w nowojorskie wieże World Trade Center. Inną ważną poszlaką, zdaniem Biniendy, jest fakt, że krawędzie skrzydła tupolewa w miejscu, w którym miało ono uderzyć w drzewo, nie są zniszczone. Natomiast kształt dziury w skrzydle można łatwo wytłumaczyć, jeżeli przyjmie się, że doszło do niej na skutek eksplozji.
I to jest właśnie kluczowe założenie autorów raportu. Ich zdaniem na pokładzie samolotu doszło do dwóch wybuchów. „Tragedia zaczęła się zapewne w odległości około kilometra od pasa lotniska około 1 sekundy przed miejscem, gdzie rosła tzw. pancerna brzoza. Kolejno destrukcji ulegały kluczowe mechanizmy i części samolotu (…). Kiedy samolot znalazł się na wysokości 17–15 metrów nad ziemią, doszło do całkowitej awarii systemu zasilania. Ostatnie eksplozje nastąpiły już nad samą ziemią” – napisał w dokumencie poseł Macierewicz.
W opinii ekspertów parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy tezę o eksplozji potwierdzają także wyniki analizy ułożenia ciał ofiar i rozrzutu poszczególnych części samolotu, ocena rodzaju zniszczeń a także analiza zdjęć satelitarnych. Zespół nie przesądził jednak w raporcie „co do szczegółów tych wydarzeń, liczby i miejsca eksplozji, a także wszystkich ich skutków”.
„Pull” bez „up”
Autorzy raportu stwierdzili także, że materiały dotyczące sposobu badania katastrofy pokazują „przerażający obraz prawnego krętactwa na szkodę Polski”. Wskazali tutaj przede wszystkim na rezygnację prokuratury i Komisji Badania Wypadków Lotniczych z realizacji takich podstawowych obowiązków jak dokonanie zabezpieczenia i oględzin wraku, czarnych skrzynek oraz przeprowadzenia sekcji zwłok. Co więcej, według parlamentarnego zespołu nie chodzi tylko o zaniechania, ale o celowe przekłamania: zarówno strona rosyjska, jak i komisja Millera „sfałszowały liczne materiały dowodowe, a w szczególności zapisy rozmów w kokpicie, zaniechały zbadania i uwzględnienia odpowiednich zapisów systemów TAWS, FMS, skrzynki parametrów lotu, odczytu CVR dokonanego przez IES, a także prokuratorskich opisów miejsca zdarzenia i układu ciał ofiar” – czytamy w raporcie.
Podczas prezentacji dokumentu, profesor Kazimierz Nowaczyk mówił, że zachodzi m.in. podejrzenie przekazania stronie polskiej zmanipulowanego zapisu nagrań z kokpitu Tu-154M.
Jako przykład takiej manipulacji podawał, że w zapisach z kokpitu ostatni komunikat głosowy systemu TAWS brzmi „PULL”, podczas gdy automatyczne nagranie brzmi „PULL UP”. „Jest to nagranie automatyczne i nie może się zatrzymać w połowie” – przekonywał Nowaczyk.
Z kolei poseł Macierewicz przypominał, że nikt z komisji Millera ani z prokuratury wojskowej nie zmierzył brzozy, która miała być „rzekomą przyczyną katastrofy”. Nikt więc tak naprawdę nie wie, ile owa brzoza ma metrów. Podobnych nieścisłości wskazanych w raporcie parlamentarnego zespołu jest oczywiście znacznie więcej. I choć nie wyjaśniają one prawdy na temat katastrofy smoleńskiej, to nie pozwalają także spokojnie zasnąć. A jest przecież jeszcze informacja przekazana w ostatnich dniach przez Antoniego Macierewicza, jakoby trzy osoby mogły przeżyć katastrofę. Szef zespołu mówił o tym m.in. w Radiu Wnet: „Wątek nie był do końca wyjaśniony, ale potwierdzam, że mamy świadectwa trzech niezależnych osób, że trzy osoby przeżyły katastrofę i zostały odwiezione karetkami do szpitala”…