Logo Przewdonik Katolicki

Pamięć a tożsamość

Michał Bondyra
Fot.

Mieli po kilkanaście lat. Jan Paweł II był dla nich synonimem słowa papież. Każdy z nich jego umieranie przeżywał inaczej. Po pięciu latach Kamil, Jan i Marysia kleryk, informatyk i księgowa znów zapalą swojemu papieżowi znicze.

 

Mieli po kilkanaście lat. Jan Paweł II był dla nich synonimem słowa „papież”. Każdy z nich jego umieranie przeżywał inaczej. Po pięciu latach Kamil, Jan i Marysia – kleryk, informatyk i księgowa znów zapalą „swojemu” papieżowi znicze.

 


 

Byli wtedy nastolatkami. Tamtego 2 kwietnia, kiedy umierał Jan Paweł II, każdy z nich robił coś innego. Żył własnym życiem. Byli jednak świadkami umierania człowieka, który był z nimi zawsze. – Planowaliśmy z kumplami obejrzeć w domu film na DVD. Pojechaliśmy do sklepu na zakupy. Typowe na taką okazję: chipsy, coca-colę. Już w sklepie słychać było bijące w całym Poznaniu dzwony. Po powrocie pod domem spotkałem siostrę. Szła już do kościoła. Odłożyliśmy zakupy i całą „szóstką” poszliśmy na czuwanie. Na modlitwę – wspomina Jan, informatyk, wtedy student. – Dzień wcześniej gościłam w domu znajomych, świętując swoje urodziny. Nietypowe było to świętowanie. Każdy, kto przychodził, był w takim niecodziennym, refleksyjnym nastroju. Również ja. Miałam włączone radio, ponieważ wszyscy w wielkim napięciu śledzili stan zdrowia papieża. Było wiele rozmów na jego temat, były także modlitwy… - spontaniczne i szczere – mówi z kolei Marysia, księgowa.

Najmłodszy z nich, Kamil, dziś kleryk warszawskiego seminarium, tamtego wieczoru był akurat przy komputerze: „To była chwila wolnego, byłem w trakcie przygotowywania zbiórki ministranckiej. Media na okrągło bombardowały informacjami o pogarszającym się stanie zdrowia Jana Pawła, co zgromadziło moją rodzinę przed telewizorem. Wtedy bardziej się zainteresowałem. Jednak nie sądziłem, że może dokonać się coś ostatecznego, coś, czym straszyli od paru tygodni rządni sensacji dziennikarze – śmierć”.

 

Godzina „W”

W końcu przyszła godzina 21:37. – Gdy wszystkie stacje w autentycznej żałobie ogłosiły zgon papieża Polaka stanąłem jak wryty: jak to, umarł papież? A gdzie kolejny cud? Przecież on już setki razy był bliski śmierci… – wspomina swoją reakcję Kamil. Podobnie jak on, reagowała większość. Zdziwienie, niedowierzanie. A w tle bijące dzwony. Krzyczące: „tak to prawda, umarł!”. Spontanicznie zaludniające się ulice miast. Ludzie, tysiące ludzi. Przygaszeni, płaczący. W zadumie, rozmodleniu, refleksji. Wśród nich oni, troje nastolatków.

– Wziąłem aparat fotograficzny i wraz z kolegą podjechaliśmy na ulicę im. Jana Pawła II oraz pod pomnik papieża przy poznańskiej katedrze, gdzie wykonaliśmy serię wyjątkowych zdjęć w absolutnie unikalnym krajobrazie płaczących ludzi oraz setek palących się i ciągle zapalanych świeczek i zniczy. Później, przez kilka kolejnych dni, w godzinie śmierci papieża spotykaliśmy się z mieszkańcami całego miasta na ulicy im. Jana Pawła II i zapalaliśmy tam znicze, zatapiając się w modlitwie. Umierał przecież nie tylko nasz wielki rodak, ale i głowa Kościoła – wspomina 24-letni Jan.

– Od razu wyszedłem do kościoła. Pojechałem do tego, w którym jest całodobowa adoracja Najświętszego Sakramentu. Było już mnóstwo ludzi. Płakało kilka kościelnych babek, większość jednak pogrążyła się w zadumie. Dołączyłem do nich. Nie wiedziałem, co myśleć. W ciągu ostatnich lat mojego życia nikt mi nie umarł. Bez niego nie wyobrażałem sobie przyszłości kościoła. Czułem, że coś się skończyło. W tej dziwnej atmosferze słyszałem spekulacje o końcu świata. Wydawały się one infantylne, ale tylko na początku. Rachunek sumienia, spowiedź, długa adoracja, która nie była już przegadaną paplaniną… – wraca do wspomnień sprzed pięciu lat Kamil. – Wieczorem pojechałam na czuwanie. To tam zastała mnie wiadomość o jego śmierci. Poczułam smutek, w oku zakręciła się łza. Nie było jednak paniki, nasz papież odszedł z wielką godnością… Przez myśli przeszło mi wiele refleksji. O życiu, jego pięknie, przemijalności, cierpieniu – dodaje Marysia.

 

Papież = Wojtyła

Gdy przychodzili na świat, on już był na stolicy Piotrowej. Jan Paweł II. – Dla mnie oczywiste było, że gdy ktoś mówił papież, to musi być Polak. Do dziś, gdy słyszę to słowo, myślę – Jan Paweł II – przyznaje młody informatyk. Trudno się dziwić. Pontyfikat Jana Pawła II trwał blisko 27 lat. Dziś najstarsza z całej trójki Marysia liczy ich sobie 25.

Dla ich roczników utkano określenie: Pokolenie JP2. Jedni mówią, że to marketing, inni, że nazwa realnie istniejącego socjologicznego bytu. – Ten, kto przekreśla pokolenie JP2, musiałby umieć spojrzeć w ich sumienia. Papież był wymagający, zatem bycie częścią jego pokolenia do czegoś zobowiązuje. Może dlatego łatwiej jest udawać, że to sztuczny twór. Wtedy łatwiej jest zagłuszyć sumienie. Warto jednak trzymać się pewnych ideałów i wartości, mimo popełnianych błędów… – mówi 25-letnia księgowa.

– Urodziłem się już za jego pontyfikatu, więc z tego tytułu zaliczam się do tego pokolenia, ale nie chcę być kojarzony z tą grupą ludzi, którzy wychwalając go, szybko zapominają o naukach i słowach, które głosił – przyznaje z kolei 24-letni informatyk. Ta nauka, te słowa, to tylko fragment spuścizny, którą zostawił im Karol Wojtyła. – To wiedza, wskazówki dla ludzi wierzących. Niewierzących zresztą też. Ale papież był także wielkim orędownikiem pokoju i pomocy bliźnim i prawdziwej, tak dziś nadinterpretowanej, tolerancji na ziemi – mówi.

 

Pięć lat po…

Jan ostatnio oglądał film o Janie Pawle II. Pokazując mi płytę, mówi o beatyfikacji, w intencji której czasem się modli. Kazań papieża dziś nie analizuje. – To kwestia pewnej duchowej dojrzałości. Dziś tego nie robię, ale gwarantuję, że będę jeszcze czerpał z jego nauk – mówi z pewnością w głosie. – Moje życie od tamtego czasu nie zmieniło się jakoś szczególnie. Żyję ze świadomością, że nieustannie trzeba nad sobą pracować. Obiecałam sobie po śmierci papieża częściej zaglądać do tekstów, które zostawił. Trochę zawiodłam, bo wychodzi mi to różnie. Ale z drugiej strony, myślę sobie, że papież nie chciał skupiać całej uwagi na sobie, a na Chrystusie. I o tym staram się pamiętać. Na tym się skupiać – mówi z kolei Marysia.

Ona, choć autentycznie wierząca, nie przeżyła spektakularnych nawróceń i uzdrowień. Diametralnej zmiany życia. Co innego 21-letni dziś Kamil. – Przyznać muszę, że za życia nie zastanawiałem się, kim on dla mnie jest, kim powinien być. W czasie adoracji po jego śmierci, miałem wrażenie, że w pewnym sensie coś przespałem… – wspomina. – Za życia dorobek Jana Pawła nie był doceniany ani nawet porządnie rozpropagowany. Także przeze mnie. Dopiero po jego śmierci wziąłem udział w konkursie wiedzy o Janie Pawle II, dzięki czemu nie tylko poznałem jego nauczanie, ale przede wszystkim przemedytowałem to, czym żył i co po sobie zostawił – mówi. Wtedy zrodziły się też inne myśli. Może by zostać księdzem? – Myśląc o kapłaństwie, miałem przed oczami postać papieża… Oglądając „Karola”, myślałem w duchu: jeśli mam być księdzem, fajnie byłoby być kimś takim jak on. Nie biskupem, papieżem. Po prostu dobrym księdzem – wspomina. Niedawno w warszawskim seminarium miał obłóczyny. Marynarkę i krawat zastąpił sutanną. Za kilka dni jako kleryk pomodli się. Zapali też znicz przed pomnikiem Jana Pawła II. Podobnie jak Jan i Marysia.

Oni – żyjący w blasku jego pontyfikatu. Oni – nastolatki przeżywający pięć lat temu jego umieranie. Oni - pokolenie JP2. Zdyskontują to co zostawił?

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki