Logo Przewdonik Katolicki

Niemi świadkowie Pasji

Weronika Stachura
Fot.

Całun Turyński wraz z Drzewem Krzyża i chustą Weroniki należy do najczęściej wymienianych relikwii Męki Chrystusa. Nie jest to jednak pełna lista niemych świadków pasji.



 

 

Istniejące w świadomości wiernych od ponad dwóch tysięcy lat były nie tylko przedmiotem pobożnych praktyk religijnych. Bywało też i tak, że stawały się przyczyną wypraw krzyżowych. Zdobycie świadków cierpień Jezusa popychało do prowadzenia wojen, nierzadko władcy nie wahali się zaciągać astronomicznych kredytów, gdyż posiadanie ich nie tyle przysparzało splendoru miastu, co zapewniało im szczególną opiekę Stwórcy. Burzliwe dzieje Europy, w które siłą rzeczy zostały uwikłane pasyjne relikwie, uniemożliwiają prześledzenia rzeczywistej trasy ich pielgrzymowania. Szczątkowa dokumentacja często bardziej przeradza się w legendę a powszechna w pierwszych wiekach chrześcijaństwa praktyka dodawania części relikwii do kopii utrudnia stwierdzenie ich autentyczności. Nie oznaczy to jednak, że w kościołach rozsianych po całej Europie nie znajdziemy niemych świadków Pasji, co do których nie ma wątpliwości.

 

Narzędzia boleści

Jednym z nich jest święty gwóźdź, którego istnienie w jednoznaczny sposób wspomina w swojej Ewangelii św. Jan, przytaczając słowa św. Tomasza, nieobecnego podczas spotkania zmartwychwstałego Chrystusa z apostołami w Wieczerniku: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę” (J 20, 25). Zapowiedź narzędzia tortur znaleźć można i w Starym Testamencie, w Psalmie 22: „przebodli ręce i nogi moje, policzyć mogę wszystkie moje kości”.

Drobiazgowe badania Całunu Turyńskiego pozwoliły odszukać miejsca, w które wbito gwoździe: tzw. pole Destota – szczelinę między kośćmi nadgarstka, w którą wbito gwoździe. Już od przełomu IV i V w., gdy zostały odkryte wraz z innymi relikwiami przez św. Helenę, chrześcijanie otaczali trzy święte gwoździe szczególną czcią. Nie wiadomo jednak, jaki był ich dalszy los, ponieważ źródła historyczne nie są zgodne, czy cesarzowa wysłała wszystkie trzy pamiątki Pasji Chrystusa swemu synowi Konstantynowi Wielkiemu, który miał je umieścić w swoim hełmie i uprzęży konia, czy też najpierw zabrała je do Rzymu. Pewne jest, że trzeci z gwoździ pozostał w Wiecznym Mieście, w bazylice Santa Croce in Gerusalemme. Służył on jako pierwowzór dla kopii przechowywanych w europejskich katedrach w Mediolanie czy Siennie.

Choć wśród relikwii odnalezionych przez św. Helenę podczas prac w bazylice Grobu Świętego nie znalazła się korona cierniowa, to wiadomo, dzięki świadectwu świętego bp. Paulina z Noli, iż czczona była już od początku V w. Autentyczność relikwii przechowywanej nie jak pozostałe narzędzia boleści w bazylice Grobu Świętego, ale w najstarszym kościele świętego miasta – Jerozolimy w kościele Apostołów na Syjonie, stwierdził św. Grzegorz z Tours w 593 r. Ten jeden z najcenniejszych świadków Pasji Chrystusa jako pierwsi docenili cesarze bizantyńscy, którzy już w 1063 r. przewieźli koronę cierniową do Konstantynopola. Na dalsze jej losy ściśle wpłynęła ówczesna sytuacja historyczna. Dopiero w 1804 r. dzięki wsparciu Napoleona I została przekazana Kościołowi. Strzeżona przez kapitułę rycerzy Grobu pokazywana jest raz w roku, w Wielki Piątek, wiernym zgromadzonym w paryskiej katedrze Notre-Dame.

Korona cierniowa, mylnie przedstawiana w ikonografii, w rzeczywistości składa się z obręczy z sitowia oraz wplecionych w nią piętnastu lub szesnastu gałązek rośliny zwanej dziś spina Christi. Ciernie pochodzące z relikwii rozsiane są po całej Europie: m.in. w Austrii, Szwajcarii czy Belgii. Naliczono ich 139, co pozwala sądzić, że część z nich to relikwie wtórne, zetknięte z prawdziwymi kolcami.

Jedną z najcenniejszych świętych pamiątek jest włócznia legionisty. Pewna legenda głosi, że znalazła się ona w posiadaniu pierwszych chrześcijan za sprawą rzymskiego żołnierza – Longinusa, uzdrowionego przez krew i wodę, która wypłynęła z przebitego boku Jezusa. Pasyjna pamiątka zawładnęła wyobraźnią europejskich uzurpatorów, w tym Adolfa Hitlera, uchodząc za insygnium władzy nad całym światem.  

 

Nasączone Chrystusową krwią

O pasyjnych świadkach śmierci Chrystusa zwykło się mówić, że są przesiąknięte Jego Krwią. Dotyczy to zwłaszcza tkanin, które miał na sobie w godzinach Męki. Jednocześnie historia ich do dziś pozostaje tajemnicą. O tunice, która „nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu” wspomina w Ewangelii św. Jan. Odkryto ją w Trewirze w 1512 r. przyjmując, że relikwię pozostawiła w mieście św. Helena. Nieznane są również dokładne losy innej tuniki – tuniki z klasztoru w Argenteuil we Francji, którą to włożono Jezusowi po wyszydzeniu. Niezwykle trudno jest jednoznacznie stwierdzić jej autentyczność, gdyż w świecie chrześcijańskim wspomina się o czterech potencjalnych relikwiach szat. Badania przeprowadzona przez uczonego Andre Mariona wykazały jednak zgodność między śladami krwi z tuniki i Całunu Turyńskiego. Podobnie ma się z sudarium  - „chustą, którą była na Jego głowie” (J 20, 7), której ślad na Zachodzie udokumentował bp Pelagiusz w 614 r.

Chustę z Oviedo poddano szczegółowej analizie. Zaskakujące wyniki prac zespołów naukowców, m.in. zgodność grupy krwi z chusty i z Całunu Turyńskiego, jednakowe są również rany od cierni na ramionach, pomogły zrekonstruować kolejność powstania plam na sudarium, które zostały ogłoszone w październiku 1994 r. podczas I Międzynarodowego Kongresu poświęconego sudarium. Po raz kolejny okazało się więc, że „piąta ewangelia” – jak zwykło się nazywać płótno z Turynu stanowi wspólny mianownik dla pozostałych niemych świadków ostatnich godzin Męki Chrystusa.

 

Wiara – drogowskazem

W tym roku w dniach od 10 kwietnia do 23 maja można skorzystać z niebywałej szansy i na własne oczy obejrzeć odnowiony w 2002 roku Całun Turyński. Szacuje się, że ten „wymowny i wstrząsający wizerunek nieopisanej boleści i wyzwanie dla rozumu”, jak nazwał Całun Jan Paweł II, zobaczą w tym czasie 2 mln ludzi. Autentyczność Całunu jest wciąż kwestią nierozstrzygniętą dla nauki, co jednak nie przeszkadza jasno stwierdzić, że niewątpliwie stanowi on odzwierciedlenie ewangelicznych treści.

Średniowieczny człowiek tak silnie pragnął zbawienia, że nie zaprzątał sobie głowy dochodzeniem autentyczności świętych pamiątek. Współczesny człowiek domaga się najpierw naukowych dowodów, nim zdecyduje się uwierzyć. Czy niemi świadkowie ewangelizacji nie każą poruszać się nam jednak w obszarze misterium, gdzie drogowskazami jest jedynie lub aż wiara?

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki