Logo Przewdonik Katolicki

Wyzwanie celibatu

Ks. Krzysztof Różański
Fot.

Kościelny humor każe upatrywać źródła kapłańskiego celibatu w błędzie popełnionym przez starożytnego kopistę, który przepisując jeden z kodeksów dotyczących życia duchowieństwa, zapisał zasadę: żyj w celibacie zamiast pierwotnej zachęty żyj w celi, bracie. Jednak wobec toczącej się po raz kolejny w prasie dyskusji o zasadności kapłańskiej bezżenności żarty na bok!

Kościelny humor każe upatrywać źródła kapłańskiego celibatu w błędzie popełnionym przez starożytnego kopistę, który przepisując jeden z kodeksów dotyczących życia duchowieństwa, zapisał zasadę: „żyj w celibacie” zamiast pierwotnej zachęty „żyj w celi, bracie”. Jednak wobec toczącej się po raz kolejny w prasie dyskusji o zasadności kapłańskiej bezżenności – żarty na bok!

 

 

Na kanwie medialnego poszukiwania sensacji i domagania się zniesienia celibatu, wspieranego dzielnie przez autorytety naukowe, do mojej skrzynki mailowej trafił list następującej treści: „W odniesieniu do tych wszystkich ostatnio opublikowanych wyników badań socjologicznych dotyczących księży (…), według których stan, do jakiego Ksiądz należy, nie wypadł niestety wielce chlubnie (aby nie napisać dosadniej), chcę tylko powiedzieć tyle, że nigdy do tej pory nie zwątpiłam i nie zwątpię w kapłańską świętość ukrytą pod sutanną, wynikającą z posługi, jaką księża pełnią i do jakiej zostali powołani. Nie ustaję też w modlitwach za tych, którym trudno wytrwać na kapłańskiej drodze”.

 

 

Obligatoryjne zobowiązanie do bezżenności

W dobie posoborowego kryzysu kapłaństwa hierarchicznego w wielu Kościołach lokalnych, opuszczania szeregów kapłańskich na dużą skalę i głośnego wołania o zniesienie celibatu, papież Paweł VI w roku 1967 wydał encyklikę „Sacerdotalis caelibatus”, w której nazwał celibat kapłański „jaśniejącym klejnotem korony Kościoła”. Potwierdzając praktykę wiązania kapłaństwa w Kościele rzymskim z obligatoryjnym zobowiązaniem do bezżenności, Paweł VI podzielił się swymi dylematami: „Czy również obecnie mają być do tego surowego i uszlachetniającego ślubowania zobowiązywani ci, którzy pragną przyjąć wyższe święcenia? Czy raczej mamy uznać, że nadeszły czasy, w których należy rozwiązać węzeł łączący w Kościele celibat z kapłaństwem? Czemuż by raczej nie miało być dowolne dla każdego przestrzeganie tego trudnego prawa? Czy nie zyskałaby na tym posługa kapłańska i nie stałby się łatwiejszy dostęp niekatolików do nas? Jeśli zaś owo chlubne prawo świętego celibatu ma być również na przyszłość zachowane, to jakimi dziś argumentami mamy dowodzić jego świętości i stosowności? A następnie, w jaki sposób to prawo kultywować i z ciężaru w pomoc dla życia kapłańskiego przemienić?”.

Trzeba przyznać, że pytania te w różnych formach pojawiają się i w dyskusjach nam współczesnych. Po ich przedstawieniu encyklika drobiazgowo referuje zarzuty, jakie stawiają celibatowi przeciwnicy utrzymania jego obowiązkowości (poświęcając im aż 12 z 99 punktów dokumentu). Następnie zaleca, by sprawę rozpatrywać, oceniając „dary Boże z wiarą i gorliwością”.

 

Jak Jezus

Celibat kapłana jest wyzwaniem stawianym samemu sobie. Wobec doświadczanych trudności trzeba na nowo poszukiwać motywacji do codziennej wierności podjętemu w czasie święceń zobowiązaniu. Wówczas kandydat do diakonatu twierdząco odpowiadał na pytanie: „Czy na znak wewnętrznego oddania Chrystusowi Panu przyrzekasz zawsze zachowywać celibat ze względu na królestwo niebieskie, służąc Bogu i ludziom?”.

Wyzwanie, jakim jest celibat, nie skazuje kapłana na nieustanną walkę lub też na życie wbrew sobie. Święcenia nie są przecież prostym upoważnieniem do sprawowania posługi, ale sakramentalnym włączeniem w życie Chrystusa Pana. Ksiądz nie zostaje sam, a jego celibat jest wyrazem wiary i pragnienia poświęcenia życia dla Jezusa i braci. Najgłębszą motywacją dla życia w celibacie jest wszak naśladowanie bezżennego Mistrza z Nazaretu.

Także wspólnota Kościoła wspomaga przyjmujących święcenia, modląc się ustami biskupa, by „w ich obyczajach jaśniało zachowywanie Bożych przykazań, aby czystość ich życia pociągała lud Boży do naśladowania. Niech świadectwo czystego sumienia pomaga im mocno i niezachwianie trwać w Chrystusie”.

 

Dowód na istnienie Boga

Poświęcony kapłaństwu numer kwartalnika wydawanego przez lubelski Instytut Jana Pawła II zatytułowany został: „Kapłan w końcu wieku – sługa czy funkcjonariusz?”. Rozstrzygająca odpowiedź na postawione pytanie wydaje się także kluczem do odpowiedzi na pytanie o zasadność utrzymywania kapłańskiej bezżenności. Może wydać się to dziwnym, ale o napisanie artykułu dotyczącego celibatu duchowieństwa poproszono człowieka świeckiego, włoskiego publicystę Vittorio Messoriego. Mówiąc o specjalnym powołaniu do celibatu w kontekście antycelibatowej kampanii medialnej we Włoszech, napisał on: „Nie jest przesadą mówienie o «konkretnym dowodzie na istnienie Boga» w odniesieniu do wyboru sposobu życia będącego dzisiaj wyraźnie «skandalem i szaleństwem», które według św. Pawła charakteryzują Chrystusowe objawienie. Ten, kto stawia na prawdę słów Ewangelii, tak że bierze je na serio nawet tam, gdzie mówi ona o «staniu się eunuchem dla Królestwa Bożego», idzie w takim stopniu przeciw temu wszystkiemu, w co świat współczesny wierzy i czego pragnie, że daje świadectwo rzeczywistości niewidzialnej, ale realnej i potężnej.

I może właśnie to świadectwo (jeśli tylko jest autentyczne) jest dla współczesnych niewygodne, więcej nawet – nieznośne. Nasze zachodnie społeczeństwa oparte są na założeniu, że nie istnieje nic poza  tym  światem. Ten, kto przez sam swój sposób życia stanowi niemy krzyk, mówiący, że istnieje inne  życie, ze względu na które (i tylko ze względu na nie) w sposób wolny zrezygnował z korzystania z seksualności, nie może nie być trudnym do zniesienia wyrzutem, odmieńcem bez prawa obywatelstwa.

Dzisiaj również chrześcijanie mają skłonność do wybierania z Ewangelii tylko tego, co stoi w zgodzie z ich przesądami, a oczyszczają ją z tych wszystkich słów, które nie wydają się im wystarczająco «dialogiczne» i «respektujące wszystkich». A przecież to w tej Ewangelii jest napisane: «światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki» (J 3, 19). To całkowite oddanie się Chrystusowi, które jest rezygnacją – ze względu na Jego miłość – z tego, co zawsze było dobre, ale dziś uznawane jest za niezbędne, jest «światłem», które pociąga jednych, ale denerwuje innych. Czy można się zatem dziwić niektórym kampaniom przeciw celibatowi kapłańskiemu?” (Ethos 1997 nr 2-3). 

 

Kto może pojąć

Pośród racji przemawiających za zachowaniem celibatu pojawiają się argumenty na płaszczyźnie chrystologicznej, eklezjologicznej, eschatologicznej. Usystematyzował je Paweł VI w cytowanej już wcześniej encyklice.

Celibat nie wynika i nie może wynikać ani z negacji małżeństwa, ani też z niezdolności do jego założenia. Nie może wypływać z ucieczki czy lęku, ani też być wyrazem kontestacji. Bezżenność nie jest wyrazem męskiej dominacji w Kościele ani też niedoceniania piękna miłości małżeńskiej. „Kapłani, o których mówi się, iż kierowani nadprzyrodzonym umiłowaniem Chrystusa porzucają miłość, z jakiej inni ludzie, związani małżeństwem, korzystają w swoich rodzinach – w rzeczywistości przydają tej miłości wielkiego blasku. Powszechnie bowiem wiadomo, że ludzie zawsze składali Bogu dary godne bądź tych, którzy ofiarowują, bądź Tego, który je przyjmuje” („Sacerdotalis caelibatus”, 50).

Nauka o celibacie budzi kontrowersje i emocje nie od dziś. Już dla uczniów Jezusa nie było rzeczą łatwą pojąć i przyjąć ten znak królowania Boga między ludźmi. Wykładając apostołom prawdę o bezżenności dla królestwa Bożego, Chrystus Pan mówił, że „nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!” (Mt 19, 11-12).

Kiedy trudno mi pojąć Bożą rzeczywistość ziemskiego Kościoła, chętne wracam do pięknej pieśni eucharystycznej, której słowa przypominają mi, że nie wszystko muszę rozumieć: „wiarą ukorzyć trzeba zmysły i rozum swój”. A zatem, kto może pojąć, niech pojmuje!

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki