Logo Przewdonik Katolicki

Egzorta "papieskich" suflerów

Adam Suwart
Fot.

Już dawno żadna decyzja Stolicy Apostolskiej nie wywołała tyle szumu i gwałtownych komentarzy, co odwołanie ekskomuniki nałożonej w 1988 na tak zwanych lefebrystów.

 

Już dawno żadna decyzja Stolicy Apostolskiej nie wywołała tyle szumu i gwałtownych komentarzy, co odwołanie ekskomuniki nałożonej w 1988 na tak zwanych lefebrystów.

 

Przy okazji mogliśmy dowiedzieć się, jak wielu publicystów, i to ze środowisk, których nie podejrzewalibyśmy o bliskie związki z Kościołem, aspiruje do roli suflerów Benedykta XVI.

Sprawa wydaje się krótka i jasna: 21 stycznia 2009 roku kardynał Giovanni Battista Re, prefekt watykańskiej Kongregacji Biskupów, podpisał dekret, w którym poinformowano, że „Benedykt XVI - po ojcowsku uwrażliwiony na dolegliwości duchowe, okazywane przez zainteresowanych z powodu sankcji ekskomuniki oraz ufając zobowiązaniom wyrażonym przez nich we wcześniejszym liście, że nie będą szczędzić wysiłków, aby pogłębiać w toku niezbędnych rozmów z władzami Stolicy Apostolskiej otwartych jeszcze kwestii, aby móc osiągnąć wkrótce pełne i zadowalające rozwiązanie problemu, który legł u podstaw – postanowił rozważyć na nowo sytuację kanoniczną Biskupów Bernarda Fellaya, Bernarda Tissier de Malleraisa, Richarda Williamsona i Alfonso de Galarreta, spowodowaną ich sakrą biskupią”. Dalej wyrażono nadzieję, że „za tym krokiem nastąpi upragniona realizacja pełnej wspólnoty z Kościołem całego Bractwa św. Piusa X”. W konkluzji dekretu kardynał Re ogłosił w imieniu Papieża odwołanie wobec wymienionych biskupów ciążącej na nich ekskomuniki z 1988 roku.

 

Reakcja na prośbę biskupów

Biskupi doświadczyli tej kary na mocy prawa kanonicznego, przyjmując bez zgody Watykanu święcenia z rąk również ekskomunikowanego arcybiskupa Marcela Lefebvre’a, założyciela (1970 r.) Bractwa Kapłańskiego Piusa X, nieuznającego wielu reform Soboru Watykańskiego II. Ostatnio biskupi ci wystosowali do Ojca Świętego list, w którym zapewnili go o ich uznaniu dla Prymatu Następcy Piotra i o trwaniu w więzi z Kościołem katolickim. Poprosili jednocześnie o zdjęcie z nich ekskomuniki.

W liście do wiernych bp Fellay, informując o najnowszych decyzjach watykańskich, przypomniał, że taka była intencja modlitw, o które prosił on wiernych w ubiegłoroczną uroczystość Chrystusa Króla w Lourdes. Zaznaczył, że apelował o modlitwy, „aby za wstawiennictwem Matki Bożej wyprosić kres tej hańby, która ciążyła przez biskupów Bractwa, na wszystkich przywiązanych z bliska lub z daleka do Tradycji”. Biskup wezwał do dziękowania Maryi, „która natchnęła Ojca Świętego do podjęcia tego jednostronnego, życzliwego i odważnego aktu” i do gorących modlitw za niego. Biskup Fellay zapewnił, że jego wspólnota chce jeszcze bardziej pomagać papieżowi w stosowaniu środków zaradczych w obliczu bezprecedensowego kryzysu, przeżywanego obecnie przez świat katolicki i określonego przez Jana Pawła II jako „milcząca apostazja”. Wyraża również radość, że dekret uważa za konieczne dalsze rozmowy ze Stolicą Apostolską, które „pozwolą Bractwu przedstawić zasadnicze względy doktrynalne, leżące u podstaw obecnych problemów Kościoła”.

- Zniesienie ekskomuniki ciążącej na czterech biskupach z Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X to dopiero początek procesu dialogu z lefebrystami – stwierdził kardynał Jean-Pierre Ricard. Metropolita Bordeaux, który jest członkiem Papieskiej Komisji „Ecclesia Dei” oświadczył, że najważniejszym problemem w tym dialogu jest uznanie przez nich nauczania Soboru Watykańskiego II. Francuski biskup przypomniał ponadto, że przełożony generalny Bractwa, bp Bernard Fellay, uważał zniesienie ekskomuniki i przywrócenie możliwości odprawiania Mszy św. trydenckiej przez każdego księdza za warunki wstępne „dialogu z Rzymem”. Spełniając oba postulaty Benedykt XVI „zrobił wszystko, co mógł” dla wyciągnięcia ręki z zaproszeniem do pojednania. – Jako teolog i historyk teologii papież zna dramat, jakim jest w Kościele schizma. Rozumie pytanie, jakie często stawia się w dziejach schizm: czy naprawdę wykorzystano wszystkie środki, by uniknąć tej schizmy? – zaznaczył kard. Ricard.

 

Medialny atak

Tymczasem decyzja Benedykta XVI i postawa samych biskupów z Bractwa Kapłańskiego Piusa X wywołała wrzawę w mediach. Wydawało się, że gest, który zmierza do jednania i scalania Kościoła, oraz stara się naprawić zło rozłamu, może być przyjęty tylko dobrze, pod warunkiem godnej postawy obu stron tego procesu: Stolicy Apostolskiej i tak zwanych lefebrystów. Tymczasem sprawa wywołała wrzawę i wcale nie jednostkowe protesty bardzo wielu środowisk, wpływowych dziennikarzy z opiniotwórczych tytułów. Największym bowiem skandalem okrzyknięto fakt, że pośród biskupów, z których zdjęto ekskomunikę, znajduje się bp Richard Williamson, który wsławił się kilkunastoma wypowiedziami kwestionującymi zagładę Żydów podczas II wojny światowej, a konkretnie - negującymi istnienie komór gazowych w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau.

Na nic zdały się wyjaśnienia rzecznika Stolicy Apostolskiej oraz obszerne enuncjacje Radia Watykańskiego tłumaczące, że zdjęcie ekskomuniki nie ma nic wspólnego z aprobatą dla nagannych poglądów biskupa, które są jego wyłącznie prywatnymi przekonaniami, a nie stanowiskiem Bractwa Piusa X czy już tym bardziej Kościoła katolickiego. Trudno było o większe nieszczęście – większość mediów bowiem, mniej lub bardziej świadomie, w komentowaniu decyzji Stolicy Apostolskiej o zdjęciu ekskomuniki, z zapałem stosowało znany retoryczny chwyt pod nazwą pars pro toto. Jeden naganny casus – oburzających skądinąd przekonań biskupa Williamsona – okazał się najwyższym kryterium w ocenie całości decyzji Stolicy Apostolskiej, na której skupiły się teraz wszystkie wyładowania pretensji. Krzykliwe nagłówki: „Papież pod pręgierzem”, „Papież leczy dżumę cholerą”, „Niemiecki papież rozgrzesza antysemitów”, przysłoniły rzeczywiste znaczenie decyzji papieskiej, jakim jest przecież działanie dla jedności Kościoła.

 

Specyficzna „troska” o Kościół

To już jednak nikogo albo prawie nikogo nie obchodziło – prawie nikogo, bo tu i ówdzie pojawiły się analizy decyzji papieskiej, przeprowadzone w kategoriach „pdseudoteologicznych” i „pseudoeklezjalnych”. Pisano więc o „cofnięciu się Benedykta XVI do epoki przedsoborowej”, przekreśleniu osiągnięć Soboru Watykańskiego II i cofnięciu spraw w Kościele o całe stulecie. Zadziwiające, że epitety takie pojawiły się najczęściej w świeckich i lewicowych mediach, jak włoska „La Repubblica”, której dziennikarze okazali się nagle zadziwiająco gorliwi, a nawet – by użyć słynnego frazeologizmu – plus catholique que le pape (bardziej katoliccy od papieża) w rzekomej obronie Kościoła. Nie szczędzili więc owi „teologowie” świeckości państwa i przestrzeni publicznej, kierowanych pod adresem Papieża i Watykanu połajanek, pouczeń i egzort, wykazując nadspodziewaną troskę o pomyślność spraw Kościoła. A przecież, posługując się ukutą przez te laickie środowiska terminologią, należałoby stwierdzić, że sprawa lefebrystów i zdjęcie z nich ekskomuniki to „wewnętrzne sprawy Kościoła”. Czy więc ci, którzy na co dzień nawołują do zepchnięcia religii i wiary do krypty własnych przekonań jednostki nie powinni teraz wymownie zamilknąć, zamiast pouczać głowę Kościoła i publicznie dywagować na tematy zastrzeżone dla „wewnętrznych spraw Kościoła”?

Nie wiadomo, jakie będą ostateczne skutki zniesienia przez Benedykta XVI ekskomuniki, ciążącej od 20 lat na czterech biskupach. Wbrew wielu medialnym sugestiom akt ten nie jest tożsamy z przywróceniem pełnej jedności pomiędzy Kościołem katolickim a Bractwem, do której potrzeba jeszcze zapewne wielkiej pracy, a nade wszystko wielkiej i konsekwentnej modlitwy. Bo właśnie modlitwa, a nie niewybredne komentarze są potrzebne w każdej chwili Kościołowi i papieżowi. Tak przynajmniej powinni sądzić katolicy.

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki