Logo Przewdonik Katolicki

Miasto pierwsze pośród równych

Monika Białkowska
Fot.

Przeciwnicy powrotu tytułu prymasa do arcybiskupa gnieźnieńskiego szafują argumentami: że Gniezno to małe, powiatowe miasteczko, gdzież mu do Warszawy i roszczenia sobie pierwszeństwa.


 

 

Mówią też, że relikwie św. Wojciecha owszem, są ważne – ale przecież w Krakowie są relikwie św. Stanisława, w Warszawie – grób kardynała Wyszyńskiego czy ks. Jerzego Popiełuszki, a duchową stolicą Polski i tak najczęściej nazywa się Częstochowę. Za argumentacją taką stoi myślenie kryteriami współczesnego świata, dla którego ważniejsza jest materialna potęga, władza i wpływy. Tymczasem Bóg wybiera to, co w oczach świata jest małe. Bez tego „powiatowego miasteczka” nie byłoby ani św. Stanisława Kostki, ani Warszawy, ani Jasnej Góry. Gniezna ze św. Wojciechem nigdy nie da się ustawić w szeregu pośród wielu innych, równorzędnych wydarzeń z historii Polski. Może inne były większe i bardziej spektakularne, ale Gniezno było pierwsze.

 

Jak Rzym

Legenda mówi, że Gniezno założył Lech, kiedy wraz z braćmi Czechem i Rusem przedzierali się przez puszcze. Gdy zobaczyli wzgórze z samotnym dębem, na którym w gnieździe siedział orzeł, Lech postanowił zostać w tym właśnie miejscu. Jego brat Czech poszedł dalej na południe, a Rus – na wschód. 

Tyle legenda. Historia uczy nas, że już w X wieku Gniezno stanowiło jeden z grodów stołecznych państwa Piastów i formalną jego stolicę. Zbudowane zostało na siedmiu wzgórzach, dawniej wyraźnie rozdzielonych mokradłami i jeziorami, dziś już prawie niezauważalnych. Wzgórza św. Wawrzyńca, św. Michała, św. Piotra, Franciszkańskie, Farne i św. Krzyża wraz ze zbudowanymi na nich kościołami otaczają centralne wzgórze Lecha i stojącą na nim bazylikę. Widoczne w tym układzie podobieństwo do Rzymu zauważano już dawno temu, pisząc: „Tu z Gniezna, rozłożonego podobnie jak Rzym na siedmiu wzgórzach, św. Wojciech panować będzie nad Kościołem polskim, jak św. Piotr nad całym światem katolickim. Ubi sepulchrum s. Adalberti, ibi Primatis locus!”.

 

Jak Betlejem

Betlejem nie było najważniejszym spośród miast Judy, ale w nim narodził się Jezus, i odtąd już nigdy nie zostanie ono zapomniane. To do Betlejem właśnie porównywali Gniezno dziewiętnastowieczni historycy, pisząc, że tu dziecina polska po raz pierwszy oficjalnie ujrzała światło Chrystusowe.

Prawdopodobnie to właśnie w Gnieźnie w Wielkanoc 966 roku książę Mieszko wraz ze swoim dworem przyjął chrzest. Wkrótce potem zaczęto stawiać pierwsze kościoły i uczono podstawowych modlitw. Był to początek chrześcijaństwa na ziemiach polskich – ale również początek polskiej niezależności od cesarstwa niemieckiego, nauki czytania i pisania po łacinie, dostępu do łacińskiej cywilizacji i kultury, pierwszy krok wprowadzający Polskę do rodziny narodów chrześcijańskich.

 

Pierwsza metropolia

Nie minęło dwadzieścia lat od chrztu, jak w Gnieźnie zjawił się biskup Wojciech. Miał już za sobą lata posługi w Pradze i lata spędzone w ciszy benedyktyńskiego klasztoru – teraz udawał się na misje do Prusów. Bolesław Chrobry przyjął go serdecznie na swoim dworze, nie wiedząc jeszcze, że dzięki męczeństwu tego człowieka spełnią się jego największe pragnienia.

Bolesław Chrobry marzył bowiem o całkowitej niezależności Polski od cesarstwa niemieckiego, co oznaczało również niezależność od arcybiskupa w Magdeburgu. Kiedy pod koniec kwietnia 997 roku dotarła do niego wiadomość o śmierci biskupa Wojciecha, kazał wykupić jego ciało i pochować je w Gnieźnie. Decyzja ta pociągnęła za sobą szereg wydarzeń. W 1000 roku przybył do Gniezna cesarz Otton III, przyjaciel św. Wojciecha i ówczesnego papieża Sylwestra II, przychylnego marzeniom Bolesława. Podczas tego właśnie zjazdu założono w Gnieźnie pierwszą polską metropolię, której Wojciech został patronem, a jego brat Radzym – arcybiskupem. Świątynię wybudowaną wcześniej przez Mieszka wyniesiono do rangi katedry. W czasach przed Mieszkiem było tu centrum wierzeń pogańskich – teraz kościół z relikwiami św. Wojciecha stał się opoką wiary katolickiej w Polsce.

 

Twierdza wiary

Gniezno miało lata swojej świetności. W 1025 roku było świadkiem koronacji Bolesława Chrobrego na pierwszego króla Polski. Widziało również koronację Mieszka II, Bolesława Śmiałego, Przemysła II i Wacława II. W 1038 roku na gród najechał czeski książę Brzetysław, niszcząc i grabiąc miasto oraz katedrę. Podania mówią, że w ruinach katedry pasały się wówczas dzikie zwierzęta. Zniszczenia były tak duże, że Kazimierz Odnowiciel przeniósł stolicę państwa do Krakowa. Miasto zaczęło tracić swoją rolę polityczną, ale nigdy nie kościelną. Sumienia Polaków nie pozwalały zapomnieć miejsca, które dla wszystkich było duchowym domem.

Grób św. Wojciecha stał się opoką dla Kościoła w Polsce, a Gniezno główną twierdzą wiary w narodzie. We wszystkich sprawach polskiego Kościoła Stolica Apostolska nadal odnosiła się do Gniezna. Arcybiskupi gnieźnieńscy otrzymali tytuł prymasa i prawa praktycznie równe prawom królewskim. Niektórzy historycy podają łacińską formułę z 1448 roku, według której każdy biskup nominat składał przysięgę swojej podrzędności arcybiskupowi gnieźnieńskiemu. „Ja N.N. biskup N., od tej chwili zawsze wiernym i posłusznym będę św. Wojciechowi, męczennikowi i sławnemu Biskupowi świętego Kościoła metropolii gnieźnieńskiej oraz Panu mojemu N., najprzewielebniejszemu tegoż gnieźnieńskiego kościoła Arcybiskupowi i Prymasowi, tudzież wiernym będę św. Piotrowi i Kościołowi Rzymskiemu oraz Ojcu Świętemu N.”.

 

Nie odcinać od korzeni

W 1997 roku Papież Jan Paweł II mówił na Wzgórzu Lecha: „Wojciechowy zasiew krwi przynosi wciąż nowe duchowe owoce. Czerpała z niego cała Polska u zarania swej państwowości i przez następne stulecia. Zjazd Gnieźnieński otworzył dla Polski drogę ku jedności z całą rodziną państw Europy. U progu drugiego tysiąclecia naród polski zyskał prawo, by na równi z innymi narodami włączyć się w proces tworzenia nowego oblicza Europy. Jest więc św. Wojciech wielkim patronem jednoczącego się wówczas w imię Chrystusa naszego kontynentu. Święty Męczennik tak swoim życiem, jak i swoją śmiercią kładzie podwaliny pod europejską tożsamość i jedność. (...) Bez Chrystusa nie można budować trwałej jedności. „Nie można tego robić, odcinając się od tych korzeni, z których wyrosły [narody i kultury] Europy i od wielkiego bogactwa kultury duchowej minionych wieków". Jakże można liczyć na zbudowanie „wspólnego domu” dla całej Europy, jeśli zabraknie cegieł ludzkich sumień wypalonych w ogniu Ewangelii, połączonych spoiwem solidarnej miłości społecznej będącej owocem miłości Boga? O taką rzeczywistość ubiegał się św. Wojciech, za taką przyszłość oddał swoje życie”.

Nie można budować, odcinając się od korzeni. W Gnieźnie wszyscy Polacy i cały Kościół w Polsce ma swój początek. Dlatego nie ma znaczenia, że Miasto Prymasów jest dziś niewielkim powiatowym miasteczkiem, bez wielkiego znaczenia na gospodarczo-politycznej mapie kraju.

Nie o taką wielkość przecież chodzi.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki