Niepozorna ścieżka do świętości

Rozważanie na niedzielę 1 listopada, Uroczystość Wszystkich Świętych
Czyta się kilka minut

 

Uroczystość Wszystkich Świętych, którą na ogół mylnie utożsamiamy z państwowym Świętem Zmarłych, kojarzy się nam zwykle z cmentarzem i modlitwą za zmarłych.

 

Nic więc dziwnego, że i świętość kojarzy się nam tylko z tym, co po śmierci, z chwałą, jakiej zaznają w przyszłym życiu oficjalnie kanonizowani i beatyfikowani herosi świętości. Jakoś łatwiej i bezpieczniej lokować świętość w zaświatach niż na zie­mi. Jesteśmy pełni podziwu dla ich poświęcenia, bohaterstwa i wyrzeczeń, ale zazwyczaj na podziwie się kończy. Z trudnością kult świętych przemienia się i wyraża w naśladowaniu ich przykładu w naszym codziennym postępowaniu.

Jakoś nie mieści się nam w głowie, że i my moglibyśmy zostać świętymi. I to wcale nie z powodu pokory czy skromności, lecz z braku świadomości, że świętość jest obowiązkiem i powołaniem każdego chrześcijanina, a nie przywilejem dla nielicznych wybranych. I może dlatego fenomen świętości jest taki rzadki w naszym świecie.

Tymczasem świętość jest czymś codziennym i zwyczajnym, dostępnym dla każdego, kto tylko pokornie wierzy, ufa bardziej Bogu niż sobie i szczerze kocha bliźnich. Świętość nie polega na tym, co się dokonało – wielu grzeszników może się wszak poszczycić większymi osiągnięciami i sukcesami niż święci; lecz na tym, kim się jest. Święci zwykle nie robią wiele, ale wszystko co robią, robią w sposób wielki. A właściwie mały i niepozorny, ale za to z wielką pokorą i miłością. To właśnie ta pokora i miłość nadają tak wielką wartość wszystkim zwyczajnym uczynkom tych licznych, anonimowych świętych, którzy żyją pośród nas: bez aureoli, niekoniecznie z ciągle złożonymi do modlitwy rękami i pobożnymi deklaracjami na ustach.

Taką właśnie receptę na świętość pozostawił nam Jezus – osiem błogosławieństw. Nie ma tam słowa o spektakularnych sukcesach, o głośnym bohaterstwie, szczęściu czerpanemu z dobrych uczynków czy nawet pewności obranej drogi. W żaden sposób nie dałoby się przerobić tego tekstu na hymn pochwalny czy bojową pieśń. A jednak to właśnie słowa błogosławieństw zachęcały rzesze bezimiennych świętych, męczenników, wyznawców i świadków wiary, do codziennej służby, do podejmowania beznadziejnych nieraz wysiłków, do heroicznej wytrwałości i wierności. I w dodatku najczęściej nikt o tym nie wiedział, nie oklaskiwał ani nie chwalił, nie utrwalił w pomniku, nieraz bywało, że nawet nie postawił nagrobka. A jednak to do nich należy ostateczne zwycięstwo, tryumf i nagroda, choć może świat nigdy o tym nie usłyszy.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2009