Kolejna lekcja dla uczniów Jezusa: Kościół nie może stać się zamkniętą instytucją ani elitarnym klubem, dostępnym jedynie dla uprzywilejowanych.
A właśnie takie wyobrażenia i oczekiwania mieli apostołowie. Chcieli zarezerwować dla siebie monopol na dostęp do Jezusa i czynienie dobra w Jego imię, na różne przywileje, ulgi i uprawnienia. Tymczasem Chrystus nie chciał żadnego systemu uprawnień i przywilejów. Jedynym kryterium dostępu do Niego była żywa wiara. To ona jest podstawą przynależności do Jezusa, ale także punktem wyjścia w długim procesie nabywania dojrzałości i budowania coraz ściślejszej więzi ze wspólnotą Kościoła.
Chrystus wiedział, jak trudny jest pierwszy krok i dlatego nie chciał go dodatkowo utrudniać. Na początku wystarczyło, by ktoś nie był przeciw Niemu, by o Nim nie mówił źle. Właśnie to, co i jak mówimy o Jezusie i Kościele – a dziś najczęściej przekłada się to na to, co mówimy o księżach, biskupach i nauczaniu Kościoła – jest pierwszym warunkiem przynależności do wspólnoty wierzących. Zgodnie z tym elementarnym i prostym kryterium, wielu tzw. katolików nie może się szczycić mianem wierzących. Liczne, nieraz zupełnie fałszywe zarzuty, uprzedzenia, bezkrytycznie przyjmowane i rozpowszechniane plotki, dyskwalifikują wielu ludzi ze wspólnoty wiary.
Ale także i wspólnota Kościoła, zwłaszcza w swych przywódcach, czyli osobach duchownych, musi bardzo uważać, by sztucznych, instytucjonalnych i formalnych kryteriów nie stawiać ponad żywą wiarą. Wiara, wyrażająca się w ufności Bogu, spontanicznej modlitwie, otwarciu na Jego słowo i wolę, wrażliwości moralnej i elementarnej solidarności międzyludzkiej, jest ważniejsza niż różne religijne akty, wyznaniowe deklaracje i obrzędowe gesty, które mogą mieć nieraz tylko czysto zewnętrzny charakter. W postawach człowieka trzeba zawsze dostrzegać to, co w swej istocie jest zgodne z myślą Ewangelii i wykorzystywać to dalej do budowania dojrzałej wiary. Dlatego też nie można poprzestawać na satysfakcji, że ktoś jest jedynie sympatykiem, lecz trzeba konsekwentnie prowadzić go do Jezusa, Jego słowa i sakramentów, a potem do coraz większego oddania, posłuszeństwa i służby. Sami też powinniśmy nieustannie badać, czy na tej drodze robimy postępy.
Z drugiej strony musimy bacznie uważać, czy nie jesteśmy dla kogoś powodem zgorszenia. Zbytni instytucjonalizm, legalizm i formalizm religijny, przeakcentowanie drugorzędnych elementów, a co gorsza, ukrywanie fundamentalnej niewierności Chrystusowi pod pozorami religijnej poprawności może poważnie zachwiać czyjąś wiarę.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









