Logo Przewdonik Katolicki

Jeden raz "TAK"

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

W chwili, kiedy piszę te słowa, berlińczycy decydują o przyszłości nauczania religii w swoich szkołach. To kolejna z całej serii europejskich potyczek cywilizacyjnych, na jakie już od dłuższego czasu zwracamy uwagę na łamach Przewodnika Katolickiego.

 


W chwili, kiedy piszę te słowa, berlińczycy decydują o przyszłości nauczania religii w swoich szkołach. To kolejna z całej serii europejskich potyczek cywilizacyjnych, na jakie już od dłuższego czasu zwracamy uwagę na łamach „Przewodnika Katolickiego”.

 

Ta sprawa od początku wzbudzała duże emocje w całych Niemczech. Kiedy bowiem w 2006 roku zdominowane przez lewicę władze Berlina wprowadziły w tamtejszych szkołach jako przedmiot obowiązkowy etykę, oznaczało to również, że religia automatycznie zostanie sprowadzona wyłącznie do roli przedmiotu fakultatywnego. Skutek nowych szkolnych porządków jest więc taki, że berlińskie dzieci mogą - choć nie muszą - uczęszczać na religię, ale odgórne dyrektywy nauczania nie pozostawiają żadnych złudzeń: zielone światło należy się obligatoryjnej etyce. To zaś budzi obawy, że lekcje religii prędzej czy później zostaną zupełnie wyrugowane ze szkół w stolicy Niemiec.

 

Gdzie tu demokracja?

Z taką sytuacją nie chciała pogodzić się część rodziców i samych uczniów. Błyskawicznie zawiązane stowarzyszenie obywatelskie „Pro Reli” zajęło się zbieraniem podpisów pod petycją domagającą się przeprowadzenia referendum w sprawie ponownego wprowadzenia obowiązkowej nauki religii do szkół i zrównania jej z lekcjami etyki. W dalszej perspektywie członkom stowarzyszenia zależy zaś na tym, aby uczniowie mieli wolny wybór między nauką etyki i religii.

Co ciekawe, akcja w obronie religii w berlińskich szkołach połączyła niemal wszystkie środowiska religijne. Poparły ją bowiem nie tylko Kościoły katolicki i ewangelicki, ale także miejscowa społeczność muzułmańska i żydowska. Dlaczego tak się stało, łatwiej zrozumieć, kiedy przytoczy się słowa kard. Karla Lehmanna, który zaraz po wprowadzeniu do szkół obowiązkowej etyki stwierdził, że lekcje religii sprzyjają tolerancji, ponieważ tylko ten, kto posiada własne przekonania religijne, może zrozumieć, co oznacza ich posiadanie przez innych. „Dla wyrobienia osobistego stanowiska wobec własnej religii czy wyznania uczniowie potrzebują konfrontacji z ich zasadami, a nie z podawanymi niezobowiązująco na ich temat informacjami. To jest możliwe tylko podczas katechezy, kiedy sam nauczający identyfikuje się z przekazywanymi uczniom wartościami” – stwierdził Lehmann.
Pozytywnie na temat referendum wypowiedzieli się także liderzy obu najważniejszych niemieckich partii politycznych - szef dyplomacji, socjaldemokrata Frank-Walter Steinmeier oraz kanclerz Niemiec, chadeczka Angela Merkel. Ta ostatnia stwierdziła, że nauczanie religii w szkole nie może ograniczać się tylko do przekazywania faktów, tak jak ma to miejsce w przypadku etyki. Jej zdaniem uczniowie powinni mieć także możliwość decydowania o wyborze nauki religii, jaką wyznają, a do tego potrzebne jest odpowiednie nauczanie.

Władza Pani Kanclerz kończy się jednak na poziomie federalnym. Bo mimo  że niemiecka ustawa zasadnicza wymienia religię, jako jeden z przedmiotów obowiązkowych, który może być zdawany na maturze na równi z etyką, to akurat w Berlinie ustalanie programów szkolnych leży w gestii władz tego kraju związkowego. Ustawa przewiduje bowiem wyjątki dla tych landów, w których 1 stycznia 1949 r. obowiązywały inne przepisy. A taka właśnie sytuacja ma miejsce w Berlinie.

 

Na wojennej ścieżce

Nierozwiązane problemy dotyczące nauczania religii sprawiają, że Berlin jako jeden z ostatnich niemieckich krajów związkowych nie ma podpisanej umowy konkordatowej ze Stolicą Apostolską. Z tego samego powodu nie wiadomo też, kiedy stolicę Niemiec odwiedzi Benedykt XVI. Burmistrz Berlina, Klaus Wowereit (notabene zdeklarowany homoseksualista), wyraża co prawda od kilku lata nadzieję na rychłą wizytę Papieża, ale strona kościelna odnosi się do tego zaproszenia raczej powściągliwie. Arcybiskup Berlina, kard. Georg Sterzinsky stwierdził wręcz, że choć Papież „w zasadzie” jest skłonny przyjechać do niemieckiej stolicy, to jednak „nie należy oczekiwać, że do wizyty dojdzie w najbliższym czasie”.

Im bliżej referendum, tym ostrzejsze padają słowa. W przededniu Świąt Wielkanocnych wpływowa lewicowa działaczka Petra Pau zarzuciła np. katolikom, że ich walka o przywrócenie religii, jako przedmiotu obowiązkowego, jest niczym innym jak tylko „nowym wydaniem wypraw krzyżowych”. Zdaniem deputowanej Partii Lewicy wierni weszli na „wojenną ścieżkę”, sam Kościół zaś „stawia na atak, a nie na oświecenie”.

Niemal natychmiast odpowiedział jej przewodniczący Konferencji Biskupów Niemieckich, abp Robert Zollitsch, który skrytykował po raz kolejny brak możliwości wyboru przez rodziców modelu nauczania ich dziecka. Zollitsch stwierdził też, że berliński senat ogłasza, czym jest etyka jedynie w oparciu o kryterium większości politycznej.

I choć sondaże od dłuższego czasu wskazują, że ponad połowa berlińczyków (a według niektórych danych nawet dwie trzecie) opowiada się za pełnoprawnym powrotem religii do szkół, to zwolennicy tego rozwiązania mogą jednak przegrać referendum. Wszystko przez to, że stowarzyszeniu „Pro Reli” nie udało się ostatecznie  przeforsować w berlińskim senacie propozycji zakładającej, że referendum odbyłoby się wraz z wyborami do Parlamentu Europejskiego. A tylko takie rozwiązanie gwarantowałoby odpowiednio wysoką frekwencję podczas głosowania. Dla ważności referendum wymagany jest bowiem udział w nim co najmniej jednej czwartej uprawnionych do głosowania mieszkańców Berlina (czyli nieco ponad 600 tysięcy osób). Ale to oczywiście nie leży w interesie rządzącej Berlinem lewicowej koalicji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki