Jednak zupełnie nieoczekiwanie do ich związku wdarły się, za sprawą osób trzecich, zwątpienie i niepewność, skutkujące pojawieniem się tytułowej rysy na portrecie ich małżeństwa. Wiadomość o nieznanej dotąd przeszłości współmałżonka sprawiała, że główni bohaterowie, a zwłaszcza Joanna, z filmu pt. „Rysa” w reżyserii Michała Rosy, staje przed dramatycznym pytaniem: czym w rzeczywistości kierował się jej mąż, prosząc ją o rękę – miłością czy też chciał w ten okrutny sposób zdobywać informacje dla UB?
Obraz ten przywołuje na myśl wracające co pewien czas zagadnienie denuncjacji, w polskiej świadomości wciąż palący problem naszej narodowej przeszłości. Zwłaszcza w ostatnich latach, za sprawą działającego od 1998 roku Instytutu Pamięci Narodowej, docierają do nas informacje o kolaboracji z przedstawicielami systemu komunistycznego osób z pierwszych stron gazet, które do tej pory mogły pochwalić się nieposzlakowaną opinią. Wydaje się, że temat ten został już szeroko przeanalizowany przez mass media, warto jednak zastanowić się, czy problem ten dotyczy jedynie przeszłości? I, co ważne, czy powinno się donosić?
Czarna owca
Donosiciel, szpicel, kapuś, kabel – to jedynie nieliczne z określeń osoby, która zajmuje się współpracą z różnego rodzaju tajnymi organizacjami. Na pierwszy rzut oka widać, że wszystkie mają wyraźne zabarwienie pejoratywne. Nie powinno to dziwić, gdyż spoglądając wstecz, wręcz nieświadomie denuncjatora kojarzymy z czasami wojennymi, a potem komunistycznymi, w których władza, nierzadko uciekając się do różnych form szantażu, zmuszała nawet zwykłych obywateli do donoszenia na członków swoich rodzin czy sąsiadów zaangażowanych w działalność konspiracyjną. Stąd też wciąż w naszej świadomości informator funkcjonuje jako czarna owca. Jak zauważają socjolodzy, chcemy się od tych trudnych kart z naszej historii odciąć, więc donos od 1989 roku nie jest już zjawiskiem tak powszechnym.
Zemsta na sąsiedzie
Co ciekawe, jeśli już słyszymy o różnego rodzaju donosach, to zazwyczaj dotyczy to osób, które z braku jakiegokolwiek zajęcia wręcz trudnią się pisaniem skarg, petycji, donosów. Zazwyczaj są one anonimowe i dotyczą w rzeczywistości błahych problemów, wynikających raczej z chęci zemsty, np. na znienawidzonym sąsiedzie. Nie brakuje i takich, które spowodowane są zwykłą zawiścią. Składając skargę, czujemy wręcz pewnego rodzaju satysfakcję, iż w ten sposób możemy komuś uprzykrzyć życie. Łatwiej jest bowiem donieść na kogoś straży miejskiej, zakładowi ubezpieczeń społecznych czy urzędowi skarbowemu, do tych bowiem instytucji najczęściej trafiają donosy, aniżeli osobiście wyjaśnić problem.
Obowiązek?
Zastanawiające jest jednak, że marginalne są skargi o charakterze porządkowo-administracyjnym. Widać to na co dzień. Dotyczy to zwłaszcza różnego rodzaju patologii, których ofiarami najczęściej padają ci, którzy nie mogą sami się obronić – dzieci. O przypadkach libacji alkoholowych włącznie z rękoczynami wiedzą wszyscy, chętnie też wypowiadają się o tym publicznie, ale dopiero po tragedii. Nikt nie chce zareagować, nikt „nie chce się wtrącać”, bo to „nie moja sprawa”. W przeciwieństwie do krajów zachodnich, gdzie prawie natychmiast sąsiedzi reagują na takie sytuacje, my wolimy o tym nie wiedzieć, nie zauważać problemu. Zaalarmowanie odpowiednich służb wciąż nas odstrasza. Wolimy, by ktoś inny wziął za to odpowiedzialność. Nie traktujemy tego, jako naszego obywatelskiego obowiązku, myśląc, że zajmie się tym ktoś inny. Nierzadko też wynika to z obawy przed poniesieniem konsekwencji.
Godność czy święty spokój?
Nie ulega wątpliwości, że na nasz stosunek do denuncjacji ma nasza historia. Może jednak przyszedł czas, by osoba, która rzeczywiście kieruje się obywatelskim obowiązkiem, przestała być traktowana jako przysłowiowa czarna owca. W życiu codziennym nie brakuje sytuacji, gdy decyzja o złożeniu skargi okazuje się tą właściwą. Pojawia się tylko pytanie, co jest ważniejsze: nasza godność czy święty spokój?
Weronika Stachura
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













