Logo Przewdonik Katolicki

Tematy dla katolickich dziennikarzy

Abp Stanisław Gądecki
Fot.

Przewodnicząca Międzynarodowej Katolickiej Unii Prasy, podczas Jubileuszu Dziennikarzy w2000 roku, pytała: Gdyby chrześcijańscy dziennikarze przestali istnieć, czy zmieniłoby to wjakikolwiek sposób sytuację na świecie?. Pytanie to zadajemy wciąż na nowo. Trudno przecenić wpływ mediów na dzisiejszy świat. Dla wielu doświadczenie życia...

Przewodnicząca Międzynarodowej Katolickiej Unii Prasy, podczas Jubileuszu Dziennikarzy w 2000 roku, pytała: „Gdyby chrześcijańscy dziennikarze przestali istnieć, czy zmieniłoby to w jakikolwiek sposób sytuację na świecie?”. Pytanie to zadajemy wciąż na nowo.


 

Trudno przecenić wpływ mediów na dzisiejszy świat. Dla wielu doświadczenie życia jest w znacznej mierze tożsame z doświadczeniem mediów (por. Papieska Rada ds. Środków Społecznego Przekazu, Aetatis novae, 2). Ta sytuacja powinna skłaniać chrześcijańskich dziennikarzy do zastanowienia się nad sposobem realizowania ich powołania.


Jest sprawą oczywistą, że odpowiedzialność pracowników mediów za głoszenie Ewangelii jest większa aniżeli innych ludzi ze względu na wyjątkowe możliwości głoszenia zbawczej prawdy Chrystusa. Możliwość przemawiania do tak szerokiego kręgu odbiorców nie istniała w najbardziej fantastycznych wyobrażeniach tych, którzy głosili Ewangelię przed wiekami. Ten zakres oddziaływania musi jednak rodzić coraz większe zatroskanie, by we właściwy sposób wypełniać powierzone zadania. Jak po to, by przygotować się odpowiednio do wykonywania zawodu, trzeba zdobyć odpowiednie kwalifikacje zawodowe, tak by być chrześcijańskim pracownikiem mediów, trzeba najpierw spotkać Chrystusa i rozwijać z Nim osobistą więź przez modlitwę, czytanie i rozważanie Słowa Bożego, Eucharystię, sakrament pojednania, studium chrześcijańskiej nauki, a potem również przez służbę innym. Jeśli ma to być autentyczne świadectwo, musi ono pozostawać w większej mierze dziełem Ducha Świętego niż samego człowieka.


Biorąc pod uwagę wydarzenia ostatniego czasu, warto zwrócić uwagę na dwie sprawy, które powinny stać się przedmiotem szczególnej troski dziennikarzy pragnących wypełniać swoją misję zgodnie z nauką Kościoła.


Manifest wizji nowego państwa


Pierwsza sprawa odnosi się do nowej wizji państwa, która została zaproponowana przez francuskiego prezydenta Sarkozy’ego podczas jego wizyty w Rzymie 20 grudnia 2007 r. Nie pochwalając w żadnej mierze osobistej postawy francuskiego prezydenta, jego przemówienie wygłoszone w Bazylice św. Jana na Lateranie (20.12.2007 r.) jest godne zastanowienia. Przedstawił on w skrócie manifest wizji nowego państwa, która wydaje się do zaakceptowania tak przez republikę laicką, jak i przez Kościół.


Poza odważną oceną historycznych relacji Francji do Kościoła, polegających na szczególnych więzach, które miały swoje ważne konsekwencje dla przyszłości Francji i chrystianizacji Europy, prezydent jasno potwierdził istotowo chrześcijańskie korzenie Francji, które przyniosły jej korzyści duchowe i moralne, literackie i artystyczne, a nade wszystko intelektualne.


Zwrócił uwagę na to, że laickość Francji nie może oznaczać negowania przeszłości; nie może odcinać Francji od jej chrześcijańskich korzeni. Duchowość jest naturalną tendencją wszystkich ludzi, polegającą na szukaniu transcendencji, a fakt religijny jest odpowiedzią religii na tego rodzaju fundamentalną aspirację. Naród, który neguje swoje dziedzictwo etyczne, duchowe, religijne, popełnia przestępstwo wobec własnej kultury. Wyrwać korzenie, tzn. stracić znaczenie, osłabić cement tożsamości narodowej i zatruć stosunki społeczne, które potrzebują znaków pamięci.


Przez długi czas laicka republika niedoceniała – zdaniem Sarkozy’ego – wagi aspiracji duchowych. Nawet po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych Francji ze Stolicą Apostolską była bardziej nieufna niż przychylna wobec religii. Za każdym razem, kiedy czyniła jakiś krok w kierunku religii – np. gdy chodziło o uznanie zrzeszeń diecezjalnych albo kwestię szkolną czy stowarzyszenia – sprawiała wrażenie, iż działa w ten sposób, ponieważ inaczej się nie da. Sądzę – twierdził prezydent – że tego rodzaju sytuacja jest niekorzystna dla kraju, bo człowiek, który wierzy, jest człowiekiem, który ma nadzieję. A w interesie Republiki jest, by jak najwięcej mężczyzn i kobiet miało nadzieję. Opustoszałe wiejskie kościoły, duchowa pustynia przedmieść wielkich miast, zanik społeczności parafialnych, brak księży – wszystko to bynajmniej nie sprawiło, że Francuzi stali się ludźmi szczęśliwszymi. Dlatego Francja potrzebuje katolików, którzy są w pełni chrześcijanami i chrześcijan, którzy są w pełni aktywni.


Republika jest zainteresowana tym, by rozwijała się refleksja moralna, inspirowana przez przekonania religijne. Przede wszystkim dlatego, że moralność laicka ciągle ryzykuje wyczerpaniem się albo przekształceniem w fanatyzm, jeśli nie jest oparta na nadziei, która przekracza miarę nieskończoności. Dlatego, że moralność pozbawiona więzi z transcendencją jest bardziej wystawiona na przypadkowość historyczną, a w ostateczności na kapitulację. Źródłem kryzysu kultury współczesnej Europy jest zasada, że miarą ludzkiego działania są możliwości człowieka. To, co umiemy zrobić, możemy zrobić. Jest to krok ku zniszczeniu etyki, która nie szuka już tego, co powinniśmy robić, ale zachęca do tego, by robić to, co jesteśmy w stanie zrobić.


Pragnę więc – mówił na koniec Sarkozy – realizacji laickości pozytywnej, czyli takiej, która czuwając nad wolnością myśli, nad wolnością wiary i niewiary, nie uważa religii za niebezpieczeństwo, lecz za atut. Trzeba szukać dialogu z wielkimi religiami Francji i raczej pomagać codziennemu życiu wielkich strumieni duchowych, aniżeli starać się je komplikować.


Tego rodzaju koncepcja „pozytywnej laickości”, choć dotyczy szczególnego przypadku Francji, wcale nie ogranicza się tylko do niej, może być wzorem dla każdego nowoczesnego państwa demokratycznego.


In vitro


Druga sprawa dotyczy debaty na temat ingerencji technicznych w przekazywanie życia ludzkiego, w szczególności metody in vitro. Istotnie, na całym świecie w znaczący sposób wzrasta skala niepłodności czy to z powodu chorób cywilizacyjnych, czy też z powodu mentalności antynatalistycznej, wywoływanej przez antykoncepcję. Nie trzeba jednak być szczególnie spostrzegawczym, by dostrzec, że cała obrona technik in vitro ogranicza się do następującego rozumowania: każdy ma prawo do posiadania dziecka; jeśli więc istnieją techniki pozwalające to pragnienie zrealizować, to można to uczynić. Chodzi zresztą nie tylko o prawo do posiadania dzieci przez pary małżeńskie, ale i o kobiety, które chcą mieć dzieci ze swoimi zmarłymi małżonkami. Ostatnio zaś chodzi o to samo prawo dla osób samotnych oraz par homoseksualnych. Na ile etyczna jest „produkcja dzieci na życzenie”, w przyszłości również o określonych przymiotach fizycznych, psychicznych i duchowych?


Dlaczego Kościół uważa tę technikę za moralnie niegodziwą, wskazuje dokument „Donum vitae” (Instrukcja Kongregacji Nauki Wiary o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godności jego przekazywania,

22 lutego 1987):


– najpierw dlatego, iż jest to działanie sprzeciwiające się jedności i wierności małżeńskiej oraz godności małżonków i mającego się narodzić dziecka. Wprowadza ono rozbicie między elementami biologicznymi, psychicznymi i duchowymi, na których jest oparta rodzina;


– dziecko powinno być owocem miłości rodziców. Godziwym miejscem przekazywania życia ludzkiego jest małżeństwo. Natomiast w sztucznym zapłodnieniu heterologicznym przynajmniej jedna strona sprzeciwia się wierności małżeńskiej, co słusznie porównuje się do aktu cudzołóstwa;


– w metodzie in vitro zostaje zerwany ponadto związek między dzieckiem a jego rodzicami i następuje pogwałcenie prawa dziecka do bycia poczętym, urodzonym i wychowanym przez swoich rodziców;


– odwrotnie niż w przypadku antykoncepcji, która z aktu małżeńskiego wyklucza płodność, w sztucznym zapłodnieniu, zmierzając do poczęcia istoty ludzkiej, dokonuje się wykluczenia samego aktu małżeńskiego;


– dodatkowe motywy wykluczenia wspomnianej metody to fakt, że dotychczas do sztucznego zapłodnienia pobiera się spermę przez masturbację, co jest aktem niemoralnym;


– metoda ta naraża liczne embriony nadliczbowe na śmierć i czyni je przedmiotem eksperymentów. Dokonując selekcji embrionów, słabsze skazuje się na śmierć, a zamrażając embriony, zagraża się ich zdrowiu i integralności;


– sztuczne zapłodnienie dokonuje się poza ciałami małżonków i poza aktem małżeńskim oraz stanowi raczej wynik techniki i produkt działania lekarza niż owoc osobowej miłości małżonków;


– dziecko winno być poczęte w akcie małżeńskim, a nie być dziełem techniki. Tymczasem jednak świat techniki wnika niepostrzeżenie w świat międzyludzki, i na tym samym poziomie mówimy o „produkcji” ludzi, trzody chlewnej, pasz zielonych oraz produkcji samochodów, telewizorów i komputerów. Prawo rzymskie rozróżnia tylko dwie kategorie: osoby i rzeczy. Dziecko poczęte przez zapłodnienie pozaustrojowe w praktyce jest traktowane jako rzecz, jako owoc procesu technologicznego, ponawianego do skutku;


– cele naukowe, użyteczność dla innych jednostek lub przyszłych pokoleń, ani panująca ideologia nie mogą usprawiedliwić używania żywego embrionu do eksperymentów naukowych;


– zapłodnienie in vitro nie jest z pewnością żadnym leczeniem bezpłodności. Argument zaś o pragnieniu dziecka, który się zazwyczaj wysuwa w takiej sytuacji, nie wystarcza, ponieważ o ile dziecko ma prawo do rodziców, to rodzice nie mają prawa do dziecka, gdyż dziecko nie jest jakąś rzeczą, którą można by posiadać według swojego upodobania.


Kościół przez swoje nauczanie nie rości sobie prawa do tego, by zastępować sumienie naukowców. Sumienie jest nie do zastąpienia w życiu moralnym człowieka. Kościół jedynie ofiaruje sumieniu naukowca, lekarza czy inżyniera światło, aby im pomóc i przestrzega naukowców przed bezkrytycznym stosowaniem się do prawa cywilnego w tych przypadkach, w których jest ono niezgodne z zasadami prawa moralnego. Kościół czyni to świadom klimatu, jaki obecnie przygniata ciężarem samowoli społeczeństwa ludzkie, szafując chwytliwym hasłem: „Zabrania się zabraniać”.


Kościół nie chce też zastępować prawodawcy. On tylko przestrzega prawodawcę przed szkodliwymi społecznie konsekwencjami, które mogłyby wyniknąć czy to z braku praw w dziedzinie biomedycyny, czy to z praw permisywnych.


„Darem jest powstanie życia i jego cudowny rozwój. I właśnie dlatego, że to życie jest darem, nie można uważać, iż się je posiada, czy traktować je jak prywatną własność, chociaż możliwości poprawienia jego jakości, jakimi dziś dysponujemy, mogłyby sugerować, że człowiek jest «panem» życia. Rzeczywiście, zdobycze medycyny i biotechnologii niekiedy mogą budzić w człowieku przekonanie, że jest stwórcą samego siebie, i sprawić, że ulegnie pokusie manipulowania «drzewem życia» (Rdz 3, 24).


Także tutaj trzeba z naciskiem podkreślić, że nie wszystko, co możliwe z punktu widzenia techniki, jest też godziwe moralnie” (Jan Paweł II, Orędzie na Wielki Post 2002).

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki