Logo Przewdonik Katolicki

Wiara: prywatna czy publiczna?

Wojciech Nowicki
Fot.

Co do tego, że wiara jest sprawą prywatną, nie miał wątpliwości Lenin. Komunizm walczył z obecnością Kościoła w życiu publicznym, dążył do rozdzielenia życia religijnego od życia społecznego czy zawodowego. Na szczęście nie udało się. Jednak lata indoktrynacji wywarły pewne piętno. Władzy ludowej udało się zakorzenić u wielu ludzi przeświadczenie, że wiara jest sprawą...

Co do tego, że wiara jest sprawą prywatną, nie miał wątpliwości Lenin. Komunizm walczył z obecnością Kościoła w życiu publicznym, dążył do rozdzielenia życia religijnego od życia społecznego czy zawodowego. Na szczęście nie udało się. Jednak lata indoktrynacji wywarły pewne piętno. Władzy ludowej udało się zakorzenić u wielu ludzi przeświadczenie, że wiara jest sprawą prywatną, a Kościół – instytucją a nie wspólnotą. Niestety po 1989 r. nic w tej kwestii się nie zmieniło, a nawet ten szkodliwy sposób myślenia utrwalił się: Bóg jest OK, Kościół w zasadzie też, ale moje życie, moje wybory moralne, moja wiara - to wszystko moja prywatna sprawa.
Absurd! To przekonanie, coraz powszechniejsze także wśród młodych chrześcijan, nijak ma się do wiary katolickiej, która już ze swej nazwy jest powszechna. Nie ma takiej dziedziny życia, która mogłaby być wyłączona z życia religijnego. Wszystko w naszym życiu powinno mieć znaczenie religijne. Chrześcijanin jest zobowiązany do dawania świadectwa w każdym czasie, w każdej sytuacji, słowem i czynem. Choćby ze względu na nakaz głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu, który Pan Jezus kieruje do każdego z nas. To jest właśnie misyjność Kościoła, o której, zdaje się, coraz mniej chrześcijan jeszcze pamięta.
Wiara jest nie tytko osobistym przeżywaniem Boga, ale także doświadczaniem Go we wspólnocie. Będzie ona zatem zawsze zjawiskiem głęboko indywidualnym, ale równocześnie bardzo publicznym. Boga nie da się poznać tylko własnymi siłami. Potrzebna jest jeszcze Jego łaska, której On udziela nam także przez innych ludzi – swoich świadków.
Wyobraźmy sobie, że odkryliśmy coś unikatowego, coś, czym moglibyśmy uszczęśliwić innych. Co byśmy z tym zrobili? Zachowali tylko dla siebie czy raczej podzielilibyśmy się z innymi? A przecież Chrystus jest nieskończenie cenniejszy od najbardziej wartościowych przedmiotów, wynalazków i pomysłów na tym świecie. Mimo to niechętnie się Nim dzielimy. Chrystus ma wyjątkowo mało świadków, nawet wśród swych gorliwych wyznawców.
Gdy w 2004 r. kompletowano skład Komisji Europejskiej, rząd włoski zaproponował do niej prof. Rocco Buttiglione. Spełniał on wszelkie wymogi formalne, znał kilka języków obcych. Komisarzem jednak nie został. Szanse na to stracił po wypowiedzi, w której przyznał, że uważa czyny homoseksualne za grzech. Powiedział też, że dla dzieci jest lepiej, gdy wychowują się w rodzinie złożonej z mężczyzny i kobiety. Wypowiedź włoskiego polityka, będąca świadectwem jego wiary, okazała się być niepoprawna politycznie. Wywołała burzę w europejskim establishmencie, a kandydaturę zaopiniowano negatywnie i w końcu wycofano. Był to konkretny przejaw dyskryminacji ze względu na wyznawaną wiarę. Poruszył chrześcijan we Włoszech i innych krajach, którzy zdecydowali się powołać ruch obrony wolności sumienia.
Mamy prawo do publicznego wyrażania naszej wiary i nikt z tego powodu nie może nas dyskryminować, a tym bardziej zmuszać, byśmy zamknęli się ze swoją wiarą w czterech ścianach naszych domów. Tu nie chodzi o to, byśmy zaczęli nagle na siłę manifestować naszą pobożność. Chodzi raczej o to, byśmy mogli żyć wiarą, wyrażać ją słowem, czynem, gestem, myślą. I by z powodu naszych poglądów nie odmawiano nam prawa do takiej czy innej pracy, jak to miało miejsce w przypadku prof. Buttiglione. Chodzi tu też o naszą odwagę do dawania świadectwa. Byśmy nie bali się przeżegnać, przechodząc koło kościoła (ilu z nas pamięta jeszcze o tym zwyczaju?), nie bali się przyznać, że uczęszczamy na Mszę św., zgodnie z nauką Kościoła odrzucamy antykoncepcję i jesteśmy przeciwko aborcji czy eutanazji. Mamy żyć godnie, w duchu Ewangelii.
 
Wojciech Nowicki
 

Obowiązek apostolstwa
 
Otrzymałeś skarb i niezwykły dar, którego nie możesz zatrzymywać jedynie dla siebie. Byłoby to zakopaniem skarbu. Ty masz ten bezcenny skarb przekazywać innym, masz się nim dzielić. Masz świadczyć o tym, czym zostałeś obdarowany, co odkryłeś, co kochasz i czego dokonał w tobie Duch Święty. Im bardziej będziesz uległy Duchowi Świętemu, tym bardziej On odtworzy w tobie obraz Chrystusa i pogłębiając w twoim sercu miłość do Kościoła sprawi, że będziesz wierny swojemu powołaniu do apostolstwa.
ks. Tadeusz Dajczer, „Rozważania o wierze”
Apostołowie z wielką mocą
 świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa,
a wszyscy oni mieli wielką łaskę.
[Dz 4, 33]

 

 

 

 
Osobisty czyli powszechny
 
Żałuję, że nie dostaję paru centów za każdym razem, kiedy słyszę, jak mój przyjaciel mówi: „Myślę, że wiara jest sprawą osobistą. Sądzę, że nie powinniśmy narzucać innym naszej wiary”. Kiedy pytam, co oznacza „narzucanie innym naszej wiary”, odpowiedź z reguły sprowadza się do stwierdzenia: „Mówienie o naszej wierze w jakikolwiek sposób”. Myśl, która stoi za tym poglądem, jest taka, że „osobisty” oznacza „subiektywny, prywatny, ezoteryczny i skierowany do wewnątrz”. […]
Osobiste sprawy, nie są prywatne, osobiste sprawy są powszechne. Kiedy tak naprawdę czujemy najgłębsze poruszenia naszego serca? Dokładnie wtedy, kiedy okazuje się, że jesteśmy powiązani z drugą istotą ludzką przez doświadczenie, które jest całkiem powszechne. Wspólny posiłek, opłakiwanie zmarłego przyjaciela, opowiadanie dowcipu, cieszenie się książką lub filmem, które oboje namiętnie pokochaliśmy, poczucie dumy, kiedy nasze dzieci wyrastają na dobrych chłopców i dziewczyny, oglądanie wschodu słońca, radość z pierwszego śniegu. To są te rzeczy, które odczuwamy najgłębiej i najbardziej osobiście. I nie są one rzadkie lub ezoteryczne, znane tylko wybranym, ale są rzeczami powszechnymi, dzielonymi przez wszystkich. To właśnie wtedy, kiedy spotykamy inną osobę, która pokochała i przeżyła (i doceniła!) tego typu rzeczy w swoim codziennym człowieczeństwie, coś w nas się raduje i wykrzykuje: „Ty też? Myślałem, że jestem jedyny!”. Kiedy spotykamy coś, co jest uniwersalne, spotykamy równocześnie coś, co jest najbardziej osobiste. To nie prowadzi nas ku samotnym szczytom mistycyzmu, ale na szeroką równinę rodziny ludzkiej.
Marek P. Shea, „Wiara publiczna”
„W drodze” nr 6/2003

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki