Logo Przewdonik Katolicki

To będzie piękny mecz

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Zprof.dr.hab. Waldemarem Łazugą, rektorem Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych iDziennikarstwa, organizatorem konferencji Stańczycy iOrganicznicy, rozmawia Łukasz Kaźmierczak. Kraków wymieniany jest najczęściej wjednej parze zPoznaniem przy okazji dowcipu traktującego otym, skąd wziął się drut. Tymczasem Pan Profesor,...

Z prof. dr. hab. Waldemarem Łazugą, rektorem Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa, organizatorem konferencji „Stańczycy i Organicznicy”, rozmawia Łukasz Kaźmierczak.




Kraków wymieniany jest najczęściej w jednej parze z Poznaniem przy okazji dowcipu traktującego o tym, skąd wziął się drut. Tymczasem Pan Profesor, jako organizator konferencji „Stańczycy i Organicznicy” zamierza poszukiwać o wiele głębszych analogii niż tylko nasze rzekome skąpstwo…


– Pan zaczął od anegdoty, ja na wstępie zwrócę uwagę na coś zupełnie innego. Otóż tylko dwa regiony, dwie krainy naszego państwa mają w nazwie Polskę – właśnie Wielkopolska oraz Małopolska. Jeszcze lepiej brzmi to po łacinie: Polonia Maior i Polonia Minor. I nie jest to kwestia przypadku. Te dwie najstarsze polskie dzielnice stworzyły podstawy naszej państwowości, a zatem mają szczególny tytuł do tego, by przez ich pryzmat spojrzeć na dzieje całej Polski.

Poznań i Wielkopolska kojarzone są w kulturze politycznej z organicznikostwem. Czymś podobnym dla Krakowa, Małopolski i Galicji jest niewątpliwie stańczykostwo. Mam tu na myśli ów słynny realizm polityczny stańczyków, który sprawił, że Galicja mogła cieszyć się w swoim czasie tak wielką autonomią. I po dziś dzień Kraków ma w sobie coś z tamtej stańczykowskiej aury, tamtego przywiązania do wysokiego poziomu debaty publicznej, do pewnego rodzaju intelektualizmu i szczypty rozwagi oraz spokoju.

O ile Warszawa łączona jest więc powszechnie z insurgentem – powstańcem, to Poznań i Kraków kojarzone są nadal z organicznikiem i stańczykiem. Nasza konferencja jest zaś próbą spojrzenia na historię Polski właśnie poprzez te symbole.



Śledząc program konferencji, nietrudno zauważyć, że poszczególne jej części zostały ułożone w pary. Mamy więc organiczników i stańczyków, św. Wojciecha i św. Stanisława, poznaniaków i krakusów itd. itd.


– Cała uroda tego projektu polega właśnie na owych duetach. Program konferencji zakłada bowiem, że o podobnych kwestiach mówić będą reprezentanci obu miast. Weźmy choćby tę jej część, która poświęcona jest św. Wojciechowi i św. Stanisławowi. Jak wiadomo, Wielkopolska chrześcijańska zaczęła się od św. Wojciecha, pierwszego męczennika. Potem Małopolska także zyskała swojego męczennika – św. Stanisława. Jednocześnie zaś rozpoczęło się w historii Polski coś, co prof. Gerard Labuda nazwał później rywalizacją hagiograficzną: Kraków dowodził, że Stanisław idzie przed Wojciechem, a Poznań, że prymat należy się temu drugiemu. I ta rywalizacja hagiograficzna w jakimś stopniu trwa nadal.

Dlatego zależało mi bardzo, żeby o św. Wojciechu i św. Stanisławie opowiedziało dwóch hierarchów Kościoła – jeśli się tak można wyrazić – praktyków, nie zaś uczonych zajmujących się tą tematyką teoretycznie. I wydaje mi się, że takie spojrzenie będzie znacznie ciekawsze. Kraków reprezentować więc będzie bp Tadeusz Pieronek, a niejako po naszej stronie wystąpi metropolita gnieźnieński abp Henryk Muszyński.



O stańczykach i organicznikach również będą opowiadać praktycy, tyle tylko, że poruszający się po meandrach współczesnego życia publicznego…




– W tym wypadku dość długo szukałem duetu takich polityków, którzy byliby w najwyższym stopniu utożsamiani ze swoimi miastami. Ostatecznie do mojego projektu zaprosiłem z jednej strony Jana Rokitę, niedoszłego „premiera z Krakowa”, z drugiej zaś europosła Marcina Libickiego, mającego w sobie potężny ładunek poznańskości i powszechnie kojarzonego z grodem Przemysława.



Tegoroczna konferencja jest jednak wyjątkowa przede wszystkim z tej racji, że będzie to pierwsze w ogóle spotkanie dwóch tak potężnych ośrodków akademickich…




– Przyznaję, że do niedawna nie byłem tego w pełni świadom. Skądinąd jednak od wielu lat nosiłem się z ideą zorganizowania takiej konferencji, która byłaby czymś więcej niż tylko kolejnym, zwykłym spotkaniem akademickim. Od początku myślałem raczej o swego rodzaju naukowym meczu pomiędzy dwoma potęgami naukowymi w dziedzinie historii, w którym wzięłyby udział prawdziwe legendy profesorskie. I tutaj jestem wdzięczny Krakowowi, że zapalił się do tego pomysłu i rzeczywiście wystawił znakomitą reprezentację, bo zarówno prof. Stanisław Grzybowski, prof. Andrzej Mączyński czy prof. Stanisław Grodziski są niezwykle charyzmatycznymi postaciami w grodzie Kraka. Nie gorzej prezentuje się jednak i Poznań z profesorami Lechem Trzeciakowskim i Andrzejem Kwileckim na czele.

Zapowiada się więc wyjątkowa konferencja, z pewnością jedna z najciekawszych, w jakich kiedykolwiek brałem udział.



Tym bardziej że nie ma chyba dwóch innych ośrodków, pomiędzy którymi występowałoby tak wiele historycznych analogii, jak w przypadku Krakowa i Poznania…




– Wystarczy tylko spojrzeć na to, jak mocno oba środowiska naukowe związane są ze swoimi miastami. To jest związek trwalszy i o wiele starszy niż choćby w Szczecinie, Gdańsku czy Wrocławiu.

Szukanie rozmaitych małopolsko-wielkopolskich powiązań jest zresztą nadzwyczaj ciekawe i prowadzi do wielu zaskakujących odkryć. Mało kto w Krakowie np. wie, że Michał Bobrzyński, ostatni stańczyk i uosobienie krakowskości, poślubił Zofię Cegielską, córkę naszego wielkiego organicznika Hipolita. Co więcej, tenże stańczyk umarł w Poznaniu w 1935 roku i to niedaleko domu, w którym urodził się kolejny organicznik, Karol Marcinkowski.

Inny przykład – bracia Stanisław i Jan Koźmianowie. Pierwszy to stańczyk, drugi – ideolog pracy organicznej, który założył „Przegląd Poznański” na 20 lat przed tym, zanim jego starszy brat stworzył „Przegląd Polski”, późniejszy organ stańczyków. Tymczasem powszechnie znany jest tylko ten pierwszy. Nawiasem mówiąc, Stanisław był mężem córki Dezyderego Chłapowskiego, przedstawiciela jednego z najbardziej znanych wielkopolskich rodów.

I takich wzajemnych krakowsko-poznańskich wątków jest dużo, dużo więcej.



Zamierzeniem konferencji jest jednak także pokazanie, w jak dużym stopniu wydarzenia historyczne wpływają na teraźniejszość…




– Gołym okiem widać, że mimo postępującej globalizacji występuje dziś także tendencja do coraz większej regionalizacji. Mam tu na myśli owo szukanie i odkrywanie małych ojczyzn. Nasza konferencja także wpisuje się w ten nurt. I bynajmniej nie chodzi tu wcale o wykazywanie przewagi jednego regionu nad drugim, bo to ma równie mały sens, jak dowodzenie wyższości Świąt Wielkanocnych nad Bożego Narodzenia, ale raczej o wskazanie, że są takie regiony, które odegrały kapitalną rolę dla wykształcenia polskiej polityki historycznej i w ogóle całej naszej kultury politycznej.

Jeżeli w Wielkopolsce poziom konfliktów jest niższy niż gdzie indziej, co można z łatwością udowodnić, bo tu każda partia łącznie z lewicowymi jest przesunięta z lekka na prawo – nie w znaczeniu ideologii prawicowej, ale pewnego takiego umiaru, „konserwatyzmu” i zachowawczości – to rzecz jasna jest to wynikiem pewnych historycznych doświadczeń.

Umiar był bowiem najlepszym doradcą w twardym boju z Niemcami. A więc nie rewolucja zbrojna, ale konkurowanie na polu prawnym czy gospodarczym. To zaś w rezultacie wykształciło widoczny po dziś dzień solidaryzm wielkopolski. Inną jego konsekwencją jest natomiast fakt, że Wielkopolska nie ma specjalnego talentu do wyłaniania liderów, ponieważ bohaterstwo było tutaj przeważnie udziałem ogółu. Za fenomen może uchodzić fakt, że nie mamy tak naprawdę bohaterów ani Sierpnia’80, ani Czerwca’56 i w ogóle żadnych bohaterów XX wieku, a ci XIX-wieczni herosi są bohaterami „niebohaterskimi”, a na pewno – w naszych oczach – pozbawionymi charyzmy.  To sensowni przywódcy organicznych działań, wokół których nie udało się  zbudować takiej legendy,  jaką stworzono np. wokół Traugutta. I tak się dzieje do dzisiaj. Wielkopolska tworzyć legend nie umie i o swoich walorach przeważnie zapomina.

O tych wszystkich współczesnych analogiach i odniesieniach znacznie szerzej traktować będzie zresztą druga część konferencji, która ma się odbyć jesienią tego roku w Krakowie. A więc czeka nas mecz i rewanż. I to według tych samych zasad.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki