Logo Przewdonik Katolicki

Dzieła średniowiecznych skrybów

Bernadeta Kruszyk
Fot.

Przepisywanie pergaminowych rękopisów było żmudne imonotonne, jednak trudniący się tym mnisi nie narzekali na swój los. Byli przekonani owyjątkowości iszczególnej mocy zapisywanych przez siebie kart. Kasjodor, założyciel klasztoru Benedyktynów w Vivarium, uważał, że każde przepisane przez kopistę słowo, to rana zadana szatanowi. Umiejętność...

Przepisywanie pergaminowych rękopisów było żmudne i monotonne, jednak trudniący się tym mnisi nie narzekali na swój los. Byli przekonani o wyjątkowości i szczególnej mocy zapisywanych przez siebie kart. Kasjodor, założyciel klasztoru Benedyktynów w Vivarium,  uważał, że każde przepisane przez kopistę słowo, to rana zadana szatanowi.




Umiejętność czytania i pisania była jedną z najbardziej cenionych w średniowieczu. Budziła powszechny szacunek, ułatwiała awans społeczny i gwarantowała przynależność do ponadstanowej grupy tzw. litterati, do której zaliczano m.in. książąt i biskupów. W miarę rozrastania się tej grupy rosło zapotrzebowanie na księgi. Ich kopiowaniem i powielaniem zajmowali się przede wszystkim mnisi, którzy byli do tego przygotowani nie tylko od strony intelektualnej, ale i technicznej.



Księga w cenie wsi




Dla wielu średniowiecznych zakonników przepisywanie i iluminowanie ksiąg było swoistą treścią i miarą życia. Każdego dnia spotykali się w widnym skryptorium i w milczeniu zapełniali pergaminowe stronice starannym, kaligraficznym pismem. Pracę nad każdą nową kartą rozpoczynano od poliniowania jej specjalnym ołowianym rysikiem. Skryba zostawiał miejsce na iluminacje i kreślił pierwsze słowa. Pisał zwykle odpowiednio naciętym ptasim piórem, które maczał w atramencie przechowywanym w wydrążonym bydlęcym rogu. Gdy skończył, do pracy przystępował iluminator. Malował ozdobny inicjał, wprawną ręką kreślił giętkie girlandy, a niekiedy zapełniał całą stronicę wielobarwnymi miniaturami będącymi graficznym komentarzem do tekstu. W średniowieczu nie numerowano stron. By ich nie pomylić, stosowano tzw. kustosze, czyli kolejne litery alfabetu, albo kustosze wyrazowe, czyli pierwsze wyrazy z nowej składki zapisywane

w ostatniej linii poprzedniego. Uporządkowane stronice zszywano baranimi strunami, przycinano do jednego formatu i oprawiano w okładkę sporządzoną z dębowych lub bukowych desek. Stąd przysłowie o czytaniu od deski do deski. Okładkę pokrywano wyprawioną skórą lub mocną tkaniną i nabijano metalowymi guzami, co miało ją dodatkowo chronić przed zniszczeniem. Tak wykonana księga miała sporą wartość. Pod koniec XIV wieku za podręczny brewiarz trzeba było zapłacić 8 grzywien. Dla porównania, za 12 grzywien można było wówczas nabyć 14 wołów albo 12 mórg ziemi. Nic dziwnego, że w wielu średniowiecznych bibliotekach co cenniejsze księgi przytwierdzano do pulpitów łańcuchami.



410 polskich słów


Na ziemie Polan pierwsze księgi trafiły wraz z chrześcijańskimi misjonarzami. Nie były może tak zdobne i kosztowne jak te przechowywane w skarbcach i bibliotekach (liczono się bowiem z ich utratą), niemniej miały sporą wartość. Jedną z dwóch takich ksiąg zachowanych w Polsce do naszych czasów jest Ewangeliarz karoliński datowany na ok. 800 rok. Obecnie można go oglądać w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie, gdzie trwa wystawa „Ars Scribendi”. To pierwsza tak duża ekspozycja najstarszych zabytków sztuki pisarskiej i miniatorskiej ze zbiorów polskich archiwów. Zaprezentowano na niej ponad 120 bezcennych eksponatów: bogato iluminowanych rękopisów, kościelnych i świeckich dokumentów oraz inkunabułów, czyli pierwszych ksiąg drukowanych i zdobionych ręcznie. Niektóre z prezentowanych dzieł to prawdziwe perły piśmiennictwa o nieocenionej wartości artystycznej i historycznej. Jednym z nich jest Bulla gnieźnieńska nazywana także Złotą bullą języka polskiego, którą w 1136 roku wystawił papież Innocenty II dla arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba ze Żnina. Dokument ten zawiera 410 polskich nazw miejscowości należących do arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, a także imion i nazwisk mieszkających w nich ludzi łącznie  z  powinnościami, jakie mieli względem arcybiskupstwa. Spisujący tę imponującą listę skryba musiał się niemało natrudzić, nazwy te bowiem zapisał alfabetem łacińskim, dostosowując go do polskiej fonetyki. Bulla o mało nie zaginęła w czasie II wojny światowej. Zrabowana przez Niemców trafiła w 1945 roku do Moskwy, skąd wróciła do gnieźnieńskiego Archiwum Archidiecezjalnego dopiero pod koniec lat 50. ubiegłego wieku.



Od pióra do czcionki


Godny szczególnej uwagi jest także prezentowany na wystawie tzw. Złoty Kodeks Gnieźnieński. Ewangeliarz ten, pisany złotem na pergaminie, podarował katedrze w Gnieźnie najprawdopodobniej Bolesław Śmiały. Interesujący jest także bogato iluminowany Ewangeliarz kruszwicki – dar Mieszka III Starego dla kolegiaty kruszwickiej. Wielką wartość historyczną ma Missale Plenarium z czasów Władysława Hermana, dokument powstały po najeździe księcia czeskiego Brzetysława na ziemie polskie. Najeźdźca wywiózł wówczas z Gniezna relikwie św. Wojciecha i kilka wozów kosztowności. Missale jest dowodem na to, iż kult męczennika mimo początkowego osłabienia jednak się odrodził.

Do końca XII wieku skrybowie zapisywali tekst zwykle w jednej kolumnie, zapełniając nim całą stronicę od marginesu do marginesu. Później dzielili kartę na pół i zaczęli zapisywać tekst w dwóch szpaltach. Zmieniła się także technika liniowania, do którego zamiast ołowianego rysika zaczęto używać czerwonego atramentu. Dla polskiego piśmiennictwa wiek XII był prawdziwym przełomem.

W połowie stulecia do Polski przybyli cystersi, którzy w krótkim czasie założyli kilkanaście opactw, a przy nich sprawnie działające skryptoria. To właśnie z tego okresu pochodzi prezentowany na wystawie w Gnieźnie dokument fundacyjny klasztoru Cystersów w Łeknie, wystawiony w 1153 roku przez rycerza Zbyluta z wielkopolskiego rodu Pałuków. Prócz niego zobaczyć można także dokumenty wystawione przez polskich książąt i monarchów opatrzone imponującymi królewskimi i książęcymi pieczęciami. Wiek XIII to początek używania w piśmiennictwie polskim mowy ojczystej. Wiek XV to intensywny rozwój i upowszechnianie się pisanej polszczyzny i druku. Ekspozycja w Muzeum Początków Państwa Polskiego prezentuje najstarsze polskie druki – inkunabuły, z ręcznie wykonanymi iluminacjami. Wśród eksponatów znajduje się także najstarszy drukowany żywot św. Wojciecha z drugiej połowy XV wieku. To jedno z tych dzieł, które zapowiadały nowy rozdział w dziejach książki.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki