Żałoba na rozkaz?

Czy wy dziennikarze nie przesadzacie z tą żałobą? zapytała mnie znajoma ateistka dwa dni po tragicznym wypadku naszych pielgrzymów pod Grenoble. Stała się rzecz straszna, ale wy robicie z tego szopkę, przecież co tydzień na drogach krajowych ginie więcej osób, a każdy śmiertelny wypadek to porównywalna tragedia i nie da się każdej nagłośnić

Pracuję w regionalnej...
Czyta się kilka minut

Czy wy dziennikarze nie przesadzacie z tą żałobą? – zapytała mnie znajoma ateistka dwa dni po tragicznym wypadku naszych pielgrzymów pod Grenoble. Stała się rzecz straszna, ale wy robicie z tego szopkę, przecież co tydzień na drogach krajowych ginie więcej osób, a każdy śmiertelny wypadek to porównywalna tragedia i nie da się każdej nagłośnić…

Pracuję w regionalnej „trójce” – to przede wszystkim telewizja informacyjna. Wydarzenia, newsy, fakty i komentarze do nich śledzę nawet po kilkanaście godzin na dobę. Na co dzień szukamy wielu tematów, chcemy, by nasze serwisy były ciekawe, by prezentowały jak najszersze spektrum życia. Ale od momentu gdy w internetowych serwisach agencyjnych pojawiła się informacja o wypadku, inne tematy poszły w kąt, przestały być ważne, jakby przestały kogokolwiek obchodzić. Liczyło się tylko to, że tam, daleko, są nasi i że chcemy wiedzieć, co się z nimi dzieje.

Nam dziennikarzom nikt nie kazał tak konstruować dzienników, jakby świat nie istniał, nikt nie przysłał rozkazu o konieczności zmiany programu i nikt nikogo do niczego nie zmuszał. Każda stacja nadawała program według swoich upodobań i najlepszych chęci, a mimo to wszystkie serwisy były bardzo podobne – zrozpaczeni, modlący się ludzie, policjanci, prokuratorzy, lekarze z Francji, przedstawiciele polskich władz i nie tylko. I z godziny na godzinę coraz więcej szczegółów i coraz więcej znaków zapytania, ponad 26 ofiar śmiertelnych i drugie tyle rannych. Zawinił człowiek czy maszyna, co dalej z rannymi? Czy odnaleziono zaginionych? Ogłoszenie żałoby narodowej było dla nas prostą konsekwencją nagłaśnianych przez nas faktów – zginęli prości, niewinni ludzie, zapewne szlachetni i dobrzy, bo przecież wracali z pielgrzymki, a w taką trudną podróż raczej nie wybierają się ludzie wygodni i rzadko kiedy bogaci, więc tym bardziej chcemy być z ich bliskimi w tych dniach. Może w ten sposób my dziennikarze choć trochę komuś pomożemy. Czy było to żerowanie na ludzkiej tragedii? Czy przesadziliśmy?

Jestem pewna, że nie. I pokłócę się z każdym, kto będzie miał inne zdanie, tak jak posprzeczałam się o to z cytowaną na wstępie moją znajomą. Ją drażniły nasze rozmodlone i zapłakane newsy, bo ona nie zna nikogo, kto oszczędzałby cały rok, by pojechać nie na luksusowe wczasy, tylko na pielgrzymkę, w czasie której zwiedzał głównie kościoły i codziennie chodził na Mszę św. A my znamy. Jej nie przyjdzie do głowy, by iść do kościoła po to, by znaleźć pocieszenie w trudnych chwilach i by tam w ciszy, wśród podobnych sobie się wypłakać, więc drażni ją widok tych, którzy tak czynią. A nas nie, bo my mieszkamy w tym samym kraju, jak ci, którzy w autokarze runęli w przepaść i w zdecydowanej większości, jak oni, chodzimy co niedziela do kościoła, modlimy się i często marzymy, że choć raz w życiu pojedziemy w taką długą i uszlachetniającą podróż. Tak łatwo nam się z ich bliskimi utożsamić. Nas nie drażnił monotematyczny charakter „Wiadomości” czy „Panoramy” i deklaracje władz, że każdy poszkodowany dostanie niemałą sumę pieniędzy, choć pewnie wolelibyśmy, by sumę taką mogła dostać każda ofiara wypadku drogowego, bo wiemy, jak łatwo każdego z nas może spotkać ten sam los, a jak się przekonaliśmy, Pan Bóg nie daje polis ubezpieczeniowych nawet swym najwierniejszym sługom.

Czy naprawdę lepiej byłoby, gdyby telewizja nie przejęła się tym wszystkim, tylko sucho i oszczędnie relacjonowała podstawowe fakty, by nikogo, a szczególnie ateistów, nie drażnić? Wierzę, że większość rodaków podziela moje zdanie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 31/2007