Logo Przewdonik Katolicki

Polska - ziemia obiecana

Mateusz Wyrwich
Fot.

Erick Onepunga uważa, że w Polsce znalazł się dzięki Opatrzności Bożej. Zapewnia, że każdy dzień to potwierdza. Tu poznał przyszłą żonę, Urszulę, założył rodzinę. Tutaj urodził się ich syn, któremu nadano biblijne imię Jonatan. Erick ma tutaj też swoją drugą matkę, jak mówi o teściowej, i drugiego ojca... księdza werbistę. Kongijczyk z Kinszasy, Onepunga,...

Erick Onepunga uważa, że w Polsce znalazł się dzięki Opatrzności Bożej. Zapewnia, że każdy dzień to potwierdza.

Tu poznał przyszłą żonę, Urszulę, założył rodzinę. Tutaj urodził się ich syn, któremu nadano biblijne imię Jonatan. Erick ma tutaj też swoją „drugą matkę”, jak mówi o teściowej, i drugiego ojca... księdza werbistę. Kongijczyk z Kinszasy, Onepunga, kończył w Maroku studia prawnicze, kiedy w jego kraju wybuchła wojna. Postanowił, że nie wróci do ojczyzny. Jego rodzice, pięciu braci i dwie siostry wyemigrowali do RPA. O Polsce wiedział tylko tyle, że z tego kraju pochodzi Papież Jan Paweł II i że w 1982 roku polska reprezentacja grała w piłkarskich mistrzostwach świata. Wydedukował więc, że skoro stamtąd pochodzi papież, to ludzie muszą być bardzo religijni, a więc dobrzy, i nic złego nie może go w tym kraju spotkać. Sądził też, że kraj ten musi być bardzo interesujący, skoro uprawiana jest tu z takim powodzeniem jego ulubiona dyscyplina sportowa.

„Dlaczego nie?”
Z dyplomem ukończonych studiów prawniczych, paszportem i kilkudziesięcioma dolarami w kieszeni wysiadł w pierwszym roku XXI wieku na lotnisku w Warszawie. – Poproszono mnie o bilet i paszport i zapytano, dlaczego przyjechałem do Polski – wspomina Erick Onepunga. „A dlaczego nie?” – odpowiedziałem, więc mnie zatrzymali. Nie było to najlepsze powitanie, ale nie byłem nim zaskoczony. Podczas studiów odwiedzałem inne kraje Europy i różnie mnie przyjmowano. Kiedy więc zatrzymano mnie na lotnisku w Warszawie, od razu poprosiłem o azyl. Usłyszałem jednak, że to niemożliwe i pierwszym samolotem odeślą mnie do Maroka. Po trzech dniach z aresztu deportacyjnego zaprowadzono mnie na lotnisko. Okazało się jednak, że nie ma miejsca. Odprowadzano mnie aż trzy razy, bo za każdym razem brakowało miejsc. Czyż to nie jest zasługą Opatrzności?

Tu jest moje miejsce
Już wtedy Erick stwierdził, że Polska jest miejscem, które wskazał mu Pan Bóg. Po trzech nieudanych próbach odprawienia go z powrotem do Maroka został w końcu zawieziony do podwarszawskiego obozu dla azylantów w Dębaku. I tu, jak podkreśla Onepunga, stał się kolejny cud. Spotkał werbistę, ojca Edwarda Osieckiego, którego do dziś traktuje jak swojego drugiego ojca. Wszystko zaczęło się podczas niedzielnej Mszy św., gdy zaczął śpiewać afrykańskie pieśni religijne. Wkrótce dołączyły do niego dziewczęta z Ruandy, która w tym czasie toczyła wojnę z jego krajem. – To spotkanie zmieniło wszystko. Zaczęliśmy niebawem śpiewać poza kaplicą, nie tylko dla azylantów. Odwiedzaliśmy seminaria duchowne, śpiewaliśmy również dla świeckich, początkowo a cappella. Po jakimś czasie o. Osiecki podarował nam bębny. Jeszcze w ośrodku dla uchodźców utworzyłem „Africana”, pierwszy zespół śpiewający muzykę afrykańską.

Dzięki o. Osieckiemu i gronu życzliwych przyjaciół zespół wydał płytę „Brzechwa Afrikashow”, która zdobyła dużą popularność w Polsce. Do tekstów Jana Brzechwy muzykę skomponował Marek Kobyliński. Artyści rozpoczęli koncerty w całym kraju. Prezentowano ich muzykę w radiu i telewizji. – Jak mam nie lubić Polski – pyta Erick – skoro wszystko, co dobre spotkało mnie tutaj? Kiedy słyszę, że mówi się o Polakach „rasiści”, to głośno protestuję. Bo jacy to rasiści, kiedy jesteśmy tak serdecznie wszędzie przyjmowani? Ludzie bardzo chętnie nas słuchają, pytają o nasze ojczyzny. Pamiętam pewne wydarzenie. W jakimś małym miasteczku skończyliśmy bardzo późno koncert. Pojechaliśmy do sklepu nocnego po zakupy. Była niewielka kolejka. Nam pozwolono zrobić zakupy poza kolejką, rozdawaliśmy autografy – opowiada z przejęciem muzyk. – A jeśli ktoś mówi, że jest rasizm, bo ludzie oglądają się za czarnym, czy mówią czasem „Murzyn”, to jeszcze nic nie znaczy. Polacy przecież nie mieli swoich kolonii, rzadko kiedy więc widzieli czarnego człowieka. Czy ja mam się obrażać, kiedy jakaś starsza kobieta zapyta, czy może dotknąć mojej ręki, bo nie wie, czy ja jestem pomalowany, czy naprawdę mam czarną skórę? Mnie to po prostu wzrusza! Nie wykluczam, że jacyś ludzie zachowują się niegodnie wobec obcokrajowców, ale to marginalne przypadki – podkreśla Erick.

Centrum Kultury Afrykańskiej
Erick Onepunga zapewnia, że lubi wszystko, co polskie. Szczególnie polskie jedzenie, kulturę i obyczaje, zwłaszcza te związane z religią katolicką. Wzrusza go zwłaszcza świętowanie Wigilii. Stara się nawet jeść ryby, których dotychczas unikał. Lubi Polaków przede wszystkim za to, że mają poczucie humoru i inteligencję. Uważa, że są słowni, punktualni i pracowici. – Polacy długo obserwują obcokrajowców i nie wypowiadają pochopnie o nich sądów – opowiada Onepunga. – Na ogół ich akceptują i obdarzają wielką serdecznością.

Erick Onepunga przed kilkoma tygodniami, dzięki pomocy o. Osieckiego, żony i, jak każe podkreślić, „mojej mamy, nie teściowej” oraz grona przyjaciół zapoczątkował w Warszawie działalność Centrum Kultury Afrykańskiej. Można tu zdobyć ciekawe informacje o Afryce, prowadzona jest nauka języków afrykańskich czy gry na afrykańskich bębnach. – Chciałbym, żeby dzięki Centrum Polacy poznali Afrykę, a Afrykanie Polskę – wyjaśnia.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki