Życzenia noworoczne

Słuchałem w noc sylwestrową życzeń, które kierowały do mnie czołowe polskie kabarety. Czyniły to jako przerywnik w wielkim show telewizyjnym transmisji sylwestrowego balu na wrocławskim rynku. Jaki bal, takie życzenia. 140 tys. ludzi stłoczonych ciasno na placu słuchało tzw. gwiazd. Ich wybór, ich życzenie. O tym, że to ich wybór, a nie mój upewniłem się po jakichś dziesięciu...
Czyta się kilka minut

Słuchałem w noc sylwestrową życzeń, które kierowały do mnie czołowe polskie kabarety. Czyniły to jako przerywnik w wielkim show telewizyjnym – transmisji sylwestrowego balu na wrocławskim rynku. Jaki bal, takie życzenia. 140 tys. ludzi stłoczonych ciasno na placu słuchało tzw. gwiazd. Ich wybór, ich życzenie. O tym, że to ich wybór, a nie mój upewniłem się po jakichś dziesięciu minutach, wyłączając telewizor. Pierwsze zatem życzenie, które nie padło z ust kabaretów, a które pozwalam sobie wyrazić – by dać rzeczy odpowiednie słowo. Nie nazywajmy zatem gwiazdami i artystami przeciętnych i nudnych, choć pewnych siebie miernot. Nie nazywajmy wielkimi przebojami utworów, których nikt nie zapamięta (bo i po co?).

Noc sylwestrową – o czym doniosły media – świętowano hucznie we Włoszczowie. Z racji prezentu dla tego miasteczka od ministra Gosiewskiego w postaci zatrzymywania się na stacji kolejowej ekspresu. Może to i kuriozalne, ale…

Kolejne życzenie – by być bardziej wrażliwym społecznie, medialnie i karnie na takie zjawiska jak choćby Szmajdatown we Wrocławiu niż „Gosiewski Stadion” we Włoszczowie.

Życzyłbym sobie także, aby w nowym roku dać rzeczom odpowiednie słowo i by rzeczy miały znamiona normalności, by nie każdy ludzki gest był aferą, by nie mówić o nadużywaniu w przypadku używania itp. Przed świętami aferą, która wstrząsnęła Polską było (nad)użycie dwóch policjantów do zakupu posiłku z McDonalda dla koleżanki pana wiceministra podróżującej dalekobieżnym pociągiem bez Warsu. Nie wiem, dlaczego zestawiać tę przysługę wykonaną przez kręcących się na dworcu policjantów z użyciem samochodu służbowego dla przewiezienia pijanego urzędnika, co miało miejsce kilka tygodni wcześniej. Policjanci po dworcu wszak nie jeździli niczyim samochodem, urzędniczka była trzeźwa, a jedynie głodna… Najprościej byłoby dodać dalekobieżnym pociągom wagony restauracyjne, zatrzymywać ekspresy tam, gdzie dyktuje to mobilność pasażerów, słuchać na koncercie artystów, a nie miernot. Po prostu – żyć normalnie. Tego właśnie życzę.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 2/2007