Logo Przewdonik Katolicki

Kościoły Złotowa

PK
Fot.

W Złotowie, przepięknym mieście na Krajnie, istnieją obecnie trzy kościoły katolickie, a czwarty od kilku lat jest w budowie. Przed wybuchem drugiej wojny światowej w mieście był jeden katolicki kościół parafialny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz kościół na cmentarzu św. Rocha. Poza tym swoje świątynie miały gminy: ewangelicka i żydowska. Byłam świadkiem...

W Złotowie, przepięknym mieście na Krajnie, istnieją obecnie trzy kościoły katolickie, a czwarty od kilku lat jest w budowie.

Przed wybuchem drugiej wojny światowej w mieście był jeden katolicki kościół parafialny pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz kościół na cmentarzu św. Rocha. Poza tym swoje świątynie miały gminy: ewangelicka i żydowska.

Byłam świadkiem
Synagoga została wyburzona przez Niemców w roku 1938. Wówczas, jako dziecko byłam świadkiem tego dramatycznego wydarzenia. Przed kilku laty na złotowskiej Górze Żydowskiej wzniesiono lapidarium ze zniszczonych nagrobków. Tak upamiętniono obecność Żydów w naszej miejscowości.

Po wojnie kościół poewangelicki wraz z parafialnym pw. WNMP przejęli Misjonarze Zgromadzenia Świętej Rodziny i administrują nim nadal. Kościół cmentarny w 1974 roku stał się świątynią utworzonej parafii pw. św. Rocha. Kościół poewangelicki niedawno przekazano nowo powstałej wspólnocie pw. św. Piotra i Pawła.

Największy, najstarszy
Największym i najstarszym kościołem miejscowym jest kościół pw. WNMP, wzniesiony na chwałę Bożą w XVII wieku. Fundatorem budowy był Andrzej Karol Grudziński, właściciel Złotowa, wojewoda poznański i pułkownik królewski. Kościół stanął na miejscu drewnianej świątyni św. Anny, spalonej podczas ostrzału miasta przez wojska szwedzkie. 25 VIII 1669 r. barokowy kościół został poświęcony przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Jacka Święcickiego. Kościół ma formę krzyża. Posiada dwie boczne kaplice oraz pięć ołtarzy. W głównym ołtarzu przedstawiono oczywiście scenę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Malował ją mistrz Paulus Hack. Niestety, inne cenne dzieła z wyposażenia pozostają najczęściej anonimami. Nie dowiemy się już nigdy, komu dokładnie zawdzięczamy piękno największego złotowskiego kościoła.

Modlitwa i śpiew w dwóch językach. Sztandar na poddaszu.
W okresie międzywojennym kościół i parafia służyły zarówno wiernym narodowości niemieckiej, jak i polskiej. Suma i nieszpory odbywały się na przemian w dwóch językach. Podobnie było z procesjami Bożego Ciała.

Przy kościele funkcjonowały dwa chóry: polski i niemiecki. Dyrygentem towarzystwa niemieckiego był nauczyciel Ohlenforst, natomiast polskim chórem św. Cecylii, powstałym w roku 1884 i nadal istniejącym, w latach 1921-1939 dyrygował mój ojciec – Roman Kołodziej, który był także organistą. Chór stanowił w tamtym okresie ostoję polskości. Skupiał m.in. śpiewaków z okolicznych wsi: Starej Świętej, Błękwitu, Klukowa, Stawnicy. Chór posiadał sztandar, poświęcony w 1927 roku. Na krótko przed wojną ojciec zdołał ukryć sztandar na poddaszu kościoła. Nikomu nie zdradził swej tajemnicy. W roku 1942 tata zginął w obozie koncentracyjnym Flossenbuerg. Dopiero po wielu latach, gdy remontowano kościelny dach, zabezpieczony sztandar odnalazł się. Wrócił oczywiście do rąk śpiewaków.

Św. Roch od gniewu przebłagania
Zabytkowy kościół pw. św. Rocha, znajdujący się na nieczynnym już cmentarzu, wybudowano w roku 1903 na miejscu starej kaplicy, którą wierni wznieśli jako wotum przebłagalne po katastrofalnej epidemii dżumy, panującej w okolicy w latach 1709-1711. Wówczas patronem nekropolii oraz kaplicy został św. Roch. Nad wejściem do kościółka widniał napis: „Świętemu Rochowi na przebłaganie gniewu Bożego”.

Inicjatorem budowy obecnego kościoła był słynny Ksiądz Patron – Bolesław Domański.

Od roku 1974 kościół stanowi odrębną parafię. Przed wojną słynął szczególnie z uroczystej celebry dekanalnego odpustu św. Rocha. Była to zawsze wielka manifestacja ludności polskiej, ściągającej do Złotowa z całej okolicy.

Świątynia posiada trzy ołtarze. W głównym znajduje się naturalnej wielkości figura św. Rocha, mającego po swych bokach św. Antoniego i św. Wawrzyńca. Boczne ołtarze poświęcone są Najświętszej Maryi Pannie oraz św. Józefowi z Dzieciątkiem Jezus. W ściany wmontowano m.in. tablicę z wotami przypominającymi o straszliwej dżumie.

Kościół był przez ostatnie dziesięciolecia kilkakrotnie przemalowywany, przez co wnętrze utraciło swój pierwotny wygląd. Odtwarzany jest on teraz na podstawie starych fotografii, uzyskiwanych od wiernych. Większość remontowych funduszy także pochodzi od złotowian.

Dzieło nadwornego architekta
Kościół pw. św. Stanisława Kostki był do roku 1945 kościołem ewangelickim. Budowniczym jest berliński profesor Schinkel, który w roku 1828 sporządził plan budowli. Schinkel był nadwornym architektem dworu Fryderyka Wilhelma III, mającego wówczas w Złotowie swe dobra, patronującego pracom, częściowo je finansując. Kościół wzniesiono w stylu neoklasycystycznym. Posiada czworokątną wieżę. Wystrój wnętrz jest prosty, surowy, pozbawiony malowideł. Niegdyś świątynia posiadała dwukondygnacyjne chóry, wyższe piętro zostało jednak zlikwidowane ze względów architektonicznego bezpieczeństwa. Po wojnie w ołtarzu umieszczono obraz przedstawiający św. Stanisława Kostkę, patrona młodzieży. Kościół, czasowo „wypożyczony” powstającej parafii pw. św. Piotra i Pawła, służył głównie młodym. Stąd złotowianie znają go pod potoczną nazwą „kościół szkolny”.

nadesłała Bernadeta Kowalska

Autorzy mówią: Dzieje tej ziemi to moja pasja…

Opisy złotowskich świątyń przygotowałam z potrzeby serca, z miłości do Boga i mojego ukochanego miasta, w którym, z wyjątkiem lat wojny, żyję już 76 lat. Aczkolwiek obecnie należę do parafii pw. św. Rocha, to kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jest mi szczególnie drogi, otaczam go ogromnym sentymentem. W nim zostałam ochrzczona, tutaj pamiętnego 17 września 1939 r., na tydzień przed wysiedleniem całej rodziny, przyjęłam pierwszą „wojenną” Komunię Świętą. Tutaj po wojnie zawarłam sakrament małżeństwa.

Złotowianką jestem z urodzenia. Moi rodzice: Roman i Maria z Welsandtów Kołodziejowie byli członkami Związku Polaków w Niemczech. Pięcioro swoich dzieci wychowali w duchu wielkiej pobożności i miłości do Polski. Chodziłam do polskiej ochronki i szkoły podstawowej. Hitlerowcy nie darowali takich postaw. Naszą rodzinę przymusowo wysiedlono – zawędrowaliśmy aż do Berlina. Wróciliśmy. Widziałam dramat tej ziemi, gorycz wojny, nadejście „wyzwolicielskiej” Armii Czerwonej. W lipcu 1945 r. przyjęłam posadę w administracji państwowej. Pracowałam do roku 1982. Dziś jestem wdową, matką dwóch córek, babcią czterech wnucząt. Dzieje własnej rodziny, ziemi złotowskiej to moja autentyczna pasja.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki