Kujawska Częstochowa

Strudzony wędrowcze, jeśli zbłądzisz kiedyś na kujawską ziemię, nie zapomnij odwiedzić Markowic. W cieniu klasztornych murów znajdziesz wytchnienie, a uśmiech Pięknej Madonny doda ci otuchy i ukoi serce. Tak można by reklamować sanktuarium maryjne w Markowicach, gdyby reklama była mu potrzebna. Ale nie jest. Miejsce to bowiem i bez niej przyciąga rzesze wiernych z całej Polski, a przede...
Czyta się kilka minut

Strudzony wędrowcze, jeśli zbłądzisz kiedyś na kujawską ziemię, nie zapomnij odwiedzić Markowic. W cieniu klasztornych murów znajdziesz wytchnienie, a uśmiech Pięknej Madonny doda ci otuchy i ukoi serce. Tak można by reklamować sanktuarium maryjne w Markowicach, gdyby reklama była mu potrzebna. Ale nie jest. Miejsce to bowiem i bez niej przyciąga rzesze wiernych z całej Polski, a przede wszystkim z archidiecezji gnieźnieńskiej.

Kościoła i klasztoru przeoczyć nie sposób. Masywne budowle otoczone zielenią stoją tuż przy trasie Strzelno-Inowrocław, w samym środku niewielkiej, liczącej sobie nieco ponad 600 mieszkańców wioski. Świątynia jest w chwili obecnej remontowana. Jej wnętrze ma odzyskać dawny, barkowy wygląd. Proboszcz parafii o. Aleksander Doniec OMI zapewnia, że to już finisz trzyletnich prac i że pod koniec tego roku wierni będą się modlić w odnowionym kościele, przed cudownym obliczem swojej opiekunki, Królowej Miłości i Pokoju, Pani Kujaw.

,,Uparta” Madonna

Historia figury Matki Bożej Markowickiej jest długa i zaskakująca. Rzeźba wykonana została najprawdopodobniej pod koniec XV wieku w jednym z warsztatów śląskich. Pierwotnie należała do sióstr boromeuszek z Trzebnicy k. Wrocławia. Później trafiła do klasztoru sióstr norbertanek w Strzelnie, które przekazały ją swojemu spowiednikowi ks. Michałowi Widzińskiemu w dowód wdzięczności za jego długoletnią posługę albo w chwili, gdy opuszczały klasztor, uciekając przed epidemią cholery. Która hipoteza jest prawdziwa, nie wiadomo, pewnym jest jednak, że w 1630 roku ks. Widziński przywiózł rzeźbę do Markowic i ulokował ją w kaplicy pałacu właścicieli wsi, państwa Bardzkich. Ich córka Marianna ciężko wówczas chorowała. Zrozpaczeni rodzice złożyli ślub, iż jeśli dziecko wyzdrowieje, wybudują w swoich dobrach kościół ku czci Matki Bożej. I tak się stało... W kronice zapisano, iż dziewczynka została przywrócona do zdrowia, a wieść o tym obiegła całą okolicę. Nękana epidemią cholery ludność Kujaw zaczęła zjeżdżać do Markowic, by szukać ratunku u Tej, za której wstawiennictwem cud się dokonał. Według kronikarskich zapisków, ponad 130 osób wyprosiło łaskę uzdrowienia. Badająca poszczególne przypadki komisja biskupia uznała 32 spośród nich za cudowne, resztę zaś zaliczyła do znaków szczególnej łaski Bożej. Komisja rozpatrzyła też pozytywnie prośbę sióstr norbertanek, dotyczącą zwrócenia im cudownej figury Matki Bożej. Miała ona wrócić do klasztoru w Strzelnie. Nigdy jednak tam nie dotarła. Tych, którym zlecono przewiezienie rzeźby, za każdym razem dopadała niemoc i choroba. Ludzie rozprawiali, że Matka Boża tak ukochała Markowice i tutejszy lud, że nie chce go opuścić. O Jej pozostaniu w wiosce zadecydował ostatecznie abp Maciej Łubieński, a właściwie pożar trawiący biskupie zabudowania podczas burzy, którego ugaszenie uprosił hierarcha u markowickiej Madonny. Niebawem zaczęto budować dla Niej drewniany kościół, w miejscu, gdzie ponoć słyszano tajemnicze śpiewy, a świece podczas nawałnicy nie gasły. Gdy okazał się za mały, wzniesiono drugi, murowany, który stoi do dziś.

Energiczni księża oblaci

Jeszcze raz w dziejach Markowic ,,uparta” Madonna nie pozwoliła się wywieźć z wioski. Było to w czasie II wojny światowej. Kościół i klasztor, nad którym pieczę od czasów międzywojnia sprawowali misjonarze oblaci, zajęli Niemcy. W pierwszym urządzono magazyn, w drugim szkołę dla Hitlerjugend. Cudowną figurę okupanci chcieli przewieźć do muzeum w Berlinie. Uratowało ją dwóch braci zakonnych, którzy z narażeniem życia ukryli rzeźbę najpierw na strychu, a potem w wiosce, gdzie przechowywana była w piwnicach, kopcach ziemniaków, pod węgłami i słomą. W końcu, za zgodą władz kościelnych, postanowiono wywieźć ją z Markowic. Jak niegdyś, przeszkodziła w tym choroba… W dniu akcji brat Stanisław Latosi, który podjął się przewiezienia figury, trafił do szpitala. Później stwierdził, że wypadek ten dał mu do zrozumienia, że Matka Boża Markowicka nie chce opuszczać swojego ludu, który mimo jego surowego charakteru, tak bardzo ukochała.

Po wyzwoleniu oblaci powrócili do klasztoru i z zapałem zabrali się za usuwanie zniszczeń. Do sanktuarium ściągały rzesze wiernych. Pierwszy powojenny odpust zgromadził blisko 25 tysięcy pielgrzymów. W 1957 roku przy klasztorze utworzono Niższe Seminarium Misjonarzy Oblatów, którego wychowankowie pracują dziś w najbardziej odległych zakątkach świata m.in. na Madagaskarze i w Kamerunie. Kwitł także kult Matki Bożej. W czerwcu 1965 roku, na mocy decyzji papieża Pawła VI, Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński dokonał koronacji markowickiej Madonny i nadał Jej tytuł Królowej Miłości i Pokoju. W uroczystości uczestniczyło ponad 30 tysięcy wiernych i wielu dostojników kościelnych, wśród których był także syn kujawskiej ziemi, przyszły kardynał i Prymas, ks. Józef Glemp.

Warto zobaczyć

Dziś Markowice to jedno z największych i najbardziej znanych sanktuariów maryjnych w Wielkopolsce i na Kujawach. Każdego roku odwiedza je kilka tysięcy pielgrzymów. To także tętniąca życiem parafia, której mieszkańcy, ludzie twardzi – jak mówi o. Aleksander Doniec – nie zapominają o swoich korzeniach i historii. Gdy się do czegoś przekonają, oddają temu całe serce. Na ich zaangażowanie i ofiarność proboszcz więc nie narzeka. W parafii działa prężnie kilka stowarzyszeń, m.in.: Kościół Domowy, Żywy Różaniec Rodzin, grupa Przyjaciół Misji Oblackich, KSM. Wydawana jest także gazetka ,,Kujawska Madonna”, którą redaguje młodzież. W sieci natomiast znaleźć można stronę internetową: www.markowice.parafia.info.pl, która w interesujący i co najważniejsze wyczerpujący sposób informuje zarówno o dziejach, jak i o „dziś” sanktuarium i skupionej wokół niego wspólnoty.

Dlaczego warto pojechać do Markowic? Ojciec Doniec mówi krótko: bo to miejsce wyjątkowe, przez niektórych nazywane Kujawską Częstochową. Z całą pewnością warto zwiedzić tutejszy, osiemnastowieczny kościół, który po remoncie odzyska dawny, barkowy blask. Warto również pospacerować wokół klasztoru i zerknąć na dwa ogromne kamienie ustawione przy wejściu na stary cmentarz, na których umieszczono wota i tablice upamiętniające pobyt w Markowicach Jana III Sobieskiego. Trzeba się też koniecznie pokłonić Matce Bożej Markowickiej, Królowej Miłości i Pokoju, od przeszło czterech stuleci otaczającej opieką kujawską ziemię i wsłuchującej się w prośby wszystkich, którzy do Niej przyjeżdżają.

Kolejną prezentowaną parafią będzie parafia pw. Świętej Trójcy (fara) w Gnieźnie

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 31/2006