Okiem sąsiada

Przeglądam w sobotni wieczór strony internetowe. Dominują w nich doniesienia ze sportu. Po wielu dniach biegania i ślizgania się bez większego efektu Polacy odnieśli sukces. Dwa medale brąz i srebro. Walczę z dużą pokusą napisania o tej olimpiadzie, ale... raczej zdołam się jej oprzeć. Dlaczego chciałbym pisać? Bo cóż na przykład znaczy to, co napisałem powyżej: ślizganie...
Czyta się kilka minut

Przeglądam w sobotni wieczór strony internetowe. Dominują w nich doniesienia ze sportu. Po wielu dniach biegania i ślizgania się bez większego efektu Polacy odnieśli sukces. Dwa medale – brąz i srebro. Walczę z dużą pokusą napisania o tej olimpiadzie, ale... raczej zdołam się jej oprzeć. Dlaczego chciałbym pisać? Bo cóż na przykład znaczy to, co napisałem powyżej: „ślizganie się bez większego efektu”? Taka pani Jagna ślizgała się efektownie, zataczając – wedle relacji prasowej – zakola wokół tyczek tak, „jakby omijała łukiem tiry na autostradzie”. Czyż to nie jest duży efekt? Dlaczego zatem jednym na tych igrzyskach przyznaje się medale za efekt, innym za szybkość? Nie jestem w stanie zrozumieć tej olimpiady.

Sięgam więc do chleba polityki. On jest zepchnięty w tło, wręcz blednie w cieniu olimpijskiego srebra. A odbyła się rzecz chyba niebagatelna. Głowa mojego państwa była z wizytą u głowy państwa francuskiego.

Rzecz w tym, że tę wizytę media relacjonują dość skąpo. Jeśli już to czynią, to – to nie poprzez własnych korespondentów (czyżby zabrakło funduszy, bo telewizja wyczerpała je, wysyłając komentatorów na curling i skeleton w Turynie?). Nie czynią tego przez komentatorów francuskich. Może oni też nie zauważyli niczego, gdyż pasjonowali się wyścigami niemieckich saneczkarzy… Jednak relacja jest. Obejmuje ona obszerne cytaty z niemieckiej prasy. Polski prezydent z oficjalną wizytą we Francji okiem niemieckiego dziennikarza. Cóż za… Europa!!

Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym nie zauważył dostrzeżonej mimo wszystko przez polskie media reakcji francuskiej (może dziennikarze oderwali się w przerwie przejazdu saneczkarzy, tym bardziej że nie jeżdżą oni z karabinkiem i nie strzelają, co znacznie osłabia wymowę sportową tej dyscypliny). Otóż „Le Monde” zauważa ponoć, iż „trudno wierzyć w dobre stosunki Francji z państwem, którego rząd sprzymierza się z populistami i integrystami”. Dodam więcej, jest to rząd, który nie prowadzi swojej otwartej polityki na ulicach z pomocą koktajli Mołotowa. Jest świadom tożsamości państwa i kontynentu. Taki zacofany i nieislamski, przepraszam, nieeuropejski chciałem napisać…

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 11/2006