Jak niegdyś w Dąbiu biskupa witano

Obserwując współczesne wizytacje biskupów w parafiach, odnosi się wrażenie, że nie stanowią one wyjątkowego wydarzenia w życiu wspólnoty parafialnej. Owszem, członkowie wspólnot modlitewnych w parafii, a wraz z nimi duszpasterze z księdzem proboszczem na czele, rozumieją powagę sytuacji i są dobrze do wizytacji przygotowani, ale co z resztą parafii i parafian, np. władzami samorządowymi?...
Czyta się kilka minut

Obserwując współczesne wizytacje biskupów w parafiach, odnosi się wrażenie, że nie stanowią one wyjątkowego wydarzenia w życiu wspólnoty parafialnej. Owszem, członkowie wspólnot modlitewnych w parafii, a wraz z nimi duszpasterze z księdzem proboszczem na czele, rozumieją powagę sytuacji i są dobrze do wizytacji przygotowani, ale co z resztą parafii i parafian, np. władzami samorządowymi? Rzadko zdarza się, że wydarzenie takie odnotowuje lokalna prasa.

Co innego dawniej. Przykładem tego niech będą przygotowania do wizytacji biskupa Karola Mieczysława Radońskiego w Dąbiu nad Nerem w roku 1930. Na kilka tygodni przed przyjazdem ordynariusza do miasta założono "Ścisły Komitet przyjęcia w dniu 16 i 17 czerwca 1930 roku Jego Ekscelencji Księdza Biskupa w Dąbiu". Prezesem komitetu był ówczesny burmistrz miasta Zalewski, a członkami m.in.: księża Kajrukszto i Kopania, panie Gogelowa i Zapędowska oraz panowie: Chmielewski, Oliwiecki, Zdrojewski i inni.

Komitet miał skonkretyzowane plany wobec wizytacji biskupa w Dąbiu. Na spotkaniu 8 czerwca 1930 roku obradowano nad dziesięcioma podstawowymi elementami ugoszczenia pasterza diecezji. Pierwszym z nich było wybudowanie bram powitalnych, za co odpowiedzialni byli członkowie kółek rolniczych i straży pożarnych, a także majstrowie cechów działających w mieście.

Następnie omówiono ceremonię powitania biskupa na granicy parafii, czego w sposób szczególny miała dokonać banderia Towarzystwa "Sokół". Jednak główne uroczystości powitalne zaplanowane były przy pierwszej bramie. Tam biskupa ordynariusza oczekiwać mieli przedstawiciele Rady Miejskiej i Rady Gminnej, przedstawiciele kółek rolniczych, uczniowie szkoły powszechnej, handlowo-rolniczej, a także ochronka, wszystkie korporacje i dozór kościelny. W imieniu mieszkańców przemówienie poprzedzone odegraniem "Mazurka Dąbrowskiego" wygłosić miał prezes dozoru, a następnie dzieci z ochronki miały powitać pasterza diecezji kwiatami i wierszowaną mową. Nie mogło zabraknąć tradycyjnej, staropolskiej formy powitania chlebem i solą.

Przy drugiej bramie, przy dźwiękach marsza, oczekiwali dostojnika członkowie straży pożarnej, a przy trzeciej - przedstawiciele miejscowych cechów rzemieślniczych i chórzyści "Młodej Polski". Stąd w procesji udano się do kościoła parafialnego.

Świątynia została wspaniale udekorowana przez członkinie wspomnianego komitetu. Przy budowie tronu biskupiego pomogli mężczyźni, którzy również pobudowali wzniesienie (korzystając z bytności księdza biskupa w Dąbiu, dokonano poświęcenia dzwonu). Komitet wezwał mieszkańców do udekorowania domów i balkonów.

Tak wyglądały przygotowania i pierwszy dzień wizyty bp. Karola Radońskiego w Dąbiu nad Nerem. W drugim dniu w planie wizytacji było m.in. odwiedzenie przez niego magistratu, miejscowych szkół i ochronki. Według relacji mieszkańców (przekazywanych z pokolenia na pokolenie), na spotkanie w magistracie zaproszeni zostali także przedstawiciele innych wyznań i religii, wśród nich pastor i miejscowy rabin. W czasie spotkania bp Radoński miał się zwrócić do owego rabina w języku hebrajskim, a ten nie umiał mu odpowiedzieć. Takiej kompromitacji nie mogli mu wybaczyć członkowie dąbskiej gminy żydowskiej. Czy jest to prawda? Trudno dać wiarygodną odpowiedź. W każdym razie zaproszenie na spotkanie pastora i rabina było przejawem ducha ekumenicznego.

Po zakończonej wizycie ceremonialnie odprowadzono księdza biskupa do pierwszej bramy przy skwerze, gdzie pożegnano go przy dźwiękach hymnu narodowego. Następnie banderia sokolska odprowadziła pasterza diecezji do granicy parafii Pieczew.

Tak było ponad pół wieku temu. Czy jest szansa powrotu do takich tradycji? W dużej mierze zależy to od nas samych, od naszego zaangażowania. Tak czy inaczej - szanujmy wspomnienia...

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 7/2005