Logo Przewdonik Katolicki

Kościół represjonowanych

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Rozmowa z dr. hab. Janem Żarynem, historykiem Instytutu Pamięci Narodowej i autorem najnowszej pozycji książkowej IPN "Kościół w PRL" Twierdzi Pan, że przez cały okres PRL-u polityka komunistycznych władz wobec Kościoła była stała i niezmiennie represyjna - Jestem zwolennikiem tej tezy, choć oczywiście istnieją tutaj pewne wyjątki - np. nie wszystkie narzędzia represji...

Rozmowa z dr. hab. Janem Żarynem, historykiem Instytutu Pamięci Narodowej i autorem najnowszej pozycji książkowej IPN "Kościół w PRL"


Twierdzi Pan, że przez cały okres PRL-u polityka komunistycznych władz wobec Kościoła była stała i niezmiennie represyjna…

- Jestem zwolennikiem tej tezy, choć oczywiście istnieją tutaj pewne wyjątki - np. nie wszystkie narzędzia represji były używane z taką samą intensywnością w całym okresie PRL-u.
Niewątpliwie system komunistyczny w latach 1947-1955 wytworzył wystarczająco dużo instytucji, struktur i narzędzi represji wobec duchowieństwa i Kościoła, które pomogły mu w następnych dekadach utrzymać pewien dystans Kościoła wobec życia publicznego i zastraszać tych, którzy chcieliby te realia burzyć.
W latach stalinowskich przez więzienia i obozy pracy przewinęło się około tysiąca księży rzymskokatolickich i greckokatolickich. Innych deportowano do Niemiec, a w ramach depolonizacji Kresów Wschodnich wielu księży trafiło w latach 1944-1945 na Daleki Wschód. W latach 60. i 70. w PRL-u tego typu masowe represje nie miały już miejsca, choć w stanie wojennym polityka władz była najbliższa rozwiązaniom z czasów stalinowskich.
Na pewno można powiedzieć, że duchowieństwo w porównaniu z innymi stanami czy zawodami przez cały okres komunizmu było relatywnie najbardziej represjonowane.
Służba Bezpieczeństwa z naprawdę nielicznymi przerwami stosowała w latach 1947-1989 permanentną inwigilację Kościoła. Zakładano TEOK-i - teczki ewidencji operacyjnej na księdza, TEOB-y - teczki ewidencji operacyjnej na biskupa i TEOP-y - teczki na parafię.
Z pewnością przez cały okres istnienia PRL-u władze komunistyczne dążyły do sytuacji, w której cała przestrzeń ideologiczna byłaby zajęta przez światopogląd marksistowski i ateistyczny. Z punktu widzenia pryncypiów partii komunistycznej był to nieprzerwany cel: izolacja Kościoła i zaprogramowanie społeczeństwa po nowemu.

Władza dysponowała całym wachlarzem środków represji.

- Najmniej bolesne było zapełnianie wspomnianych teczek ewidencji operacyjnej na duchowieństwo kolejnymi raportami i donosami. Większą uciążliwość powodowało zakładanie pt i pp - podsłuchu telefonicznego i podsłuchu pokojowego, a w konsekwencji np. stosowanie prowokacji telefonicznych, tzw. głupich rozmów itd.
Jeszcze innym - bardzo dotkliwym sposobem represji - był przymusowy pobór do wojska alumnów i kleryków w ramach dwuletniej zasadniczej służby wojskowej.
Represyjność tej formy - obok przerwania toku nauki - polegała również na tym, że w zamknięciu, pod pełną kontrolą władz wojskowych, dużo łatwiej było wywierać na nich nacisk ideologiczny. Łatwiej było też pozyskiwać alumna jako tajnego współpracownika.
Stosowano także w sposób celowy cały arsenał sankcji administracyjno-finansowych i nękające przepisy prawa, np. budowlanego. Dlatego właśnie budowanie świątyń czy erygowanie parafii wydłużało się w nieskończoność.
Nie zapominajmy także o zaborze mienia kościelnego, które przybrało szczególnie intensywne rozmiary w latach stalinowskich. Przykładowo w 1954 roku w ramach akcji odniemczania ziem zachodnich i północnych wyrzucono z domów klasztornych i pozbawiono ziemi prawie 1400 sióstr zakonnych z Opolszczyzny. Władze komunistyczne bezpodstawnie uznały, że owe siostry są Niemkami, w związku z czym należy je "rozśrodkować", czyli de facto powyrzucać z własnych klasztorów i wsadzić do obozów pracy. Na szczęście zostały z nich wypuszczone w 1956 roku.
Jeśli chodzi o najpoważniejsze represje - czyli aresztowania i długoletnie więzienie - to dotyczyły one zarówno tych kapłanów, którzy autentycznie działali w podziemiu niepodległościowym w latach 40. i 50., jak i narazili się władzy z racji pełnienia obowiązków kapelańskich w czasie wojny, w AK czy w NSZ.
Przykładowo na 15 lat więzienia skazano księdza Jana Stępnia, członka Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego, a jednocześnie takie same represje zastosowano wobec ojca Tomasza Rostworowskiego TJ, za to tylko, że do 1949 r. włącznie był moderatorem i opiekunem Sodalicji Mariańskiej.

Próbowano także rozbijać Kościół od środka.

- To również był element represji. Szczególną rolę odegrała tutaj formacja księży patriotów, budowana przez władzę mniej więcej od 1947 roku do początku 1950 roku.
W pierwszej połowie lat 50. był to widoczny i aktywny ruch, liczący kilkuset kapłanów.
Komunistom udało się to m.in. dzięki wykorzystaniu autentycznych napięć istniejących wewnątrz Kościoła.
Jednym z nich były tarcia pomiędzy kapelanami wojskowymi LWP - pozbawionymi biskupa polowego, który nie mógł wrócić do kraju - a ordynariuszami Kościoła hierarchicznego podzielonego na diecezje.
Drugi konflikt ideologiczny wynikał z dotarcia przez władzę do niektórych kapłanów z argumentacją, że konieczne jest zdemokratyzowanie Kościoła. Należy zatem wyrzucić żyjących w przepychu oraz w poczuciu własnej doskonałości wstecznych biskupów i obsadzić stanowiska kościelne klerem dołowym, który będzie już zdolny do komunikacji z postępowym państwem komunistycznym.
To też stało się sposobem na wykreowanie grupy księży patriotów. Ale oczywiście większość pozyskiwano na tzw. kompromitujące materiały, a zatem szantażem. W nagrodę otrzymywali oni możliwość odpoczynku w domach wczasowych, ułatwiano im budowę kościoła czy domu parafialnego, a więc pewien komfort funkcjonowania duszpasterskiego. Ale oczywiście za cenę daleko posuniętej lojalnej postawy wobec władz komunistycznych.
Księża patrioci mogli również liczyć - szczególnie po aresztowaniu Prymasa Wyszyńskiego we wrześniu 1953 roku - na lepsze stanowiska wewnątrz Kościoła. Oczywiście do czasu. Po 1956 roku wracający Prymas odsunął tę grupę od wpływów na pracę kurii, na niższe stanowiska kościelne czy też na przymusowe pobyty w zgromadzeniach zakonnych, klasztorach, w domach emerytów itd., co nie tyle miało ich upokorzyć, ale pomóc im w powrocie do rzeczywistego kapłaństwa.
Nie szafowano jednak ostatecznymi sankcjami m.in. z powodu obawy przed schizmą i powstaniem Kościoła narodowego.

Kluczową rolę w aparacie represji odegrał Departament IV…

- Departament IV powstał w 1962 roku jako osobny dział w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i od tej pory aż do 1989 r. zajmował się Kościołem. Oczywiście również wcześniej i za czasów MBP i w MSW istniały departamenty oraz w terenie wydziały i sekcje zajmujące się realizacją polityki wyznaniowej partii.
W 1973 roku w ramach pionu IV powołano tzw. grupę D, która od 1977 roku będzie się nazywała Wydziałem VI Departamentu IV.
Ta jednostka w odróżnieniu od pozostałych wydziałów nie musiała pracować według tego samego schematu biurokratycznego. Dlatego prowadziła pewne gry operacyjne i akcje antykościelne w sposób bardziej samodzielny i wyrafinowany, inaczej mówiąc pozaprawny.
Wydział VI stosował cały asortyment represji: od zabójstw - jak w przypadku księdza Jerzego Popiełuszki czy wcześniej ks. Romana Kotlarza - przez środki mniej radykalne, np. próbę podpalenia samochodu kard. Henryka Gulbinowicza czy przebijanie opon samochodów biskupów, aż do nieustających prowokacji i preparowania fałszywek, jak w przypadku Jana Pawła II czy Prymasa Stefana Wyszyńskiego; posługiwano się plotką, np. oskarżając i insynuując ukraińskie pochodzenie ordynariusza przemyskiego, co miało stawiać pod znakiem zapytania jego polskość.
Przykładowo w stosunku do księdza Adolfa Chojnackiego rozpuszczano - z powodu jego imienia - nieprawdziwe informacje, że jego rodzina była zwolennikiem Hitlera.
Wydział VI celował zresztą w bardzo prymitywnych i obrzydliwych działaniach jak np. włączanie się w szeregi Warszawskiej Pieszej Pielgrzymki, po to, by podrzucać tam materiały pornograficzne, zanieczyszczać śpiwory, przebijać opony towarzyszących peregrynacji samochodów czy wsypywać różne środki do napojów i posiłków, aby wywołać permanentną biegunkę.

Na ile bezpiece udało się zinfiltrować struktury Kościoła?

- Moja teza generalna jest taka, że agentura w Kościele istniała, ale była ona na tyle słaba, że nie zmieniła polityki Kościoła wobec państwa. To jest moim zdaniem ważne stwierdzenie, które wydaje mi się, potrafię udowodnić źródłowo.
Zdarzały się struktury opozycyjne, które były zinfiltrowane przez agenturę na tyle silnie, że traciły suwerenność i poddawały się w związku z tym woli władz komunistycznych. W przypadku Kościoła nie miało to większego znaczenia.

Jaka zatem była skala tego zjawiska?

- Według moich obliczeń dotyczy to 15 procent duchowieństwa parafialnego, diecezjalnego i zakonnego, które zdaniem Służby Bezpieczeństwa, było tajnymi współpracownikami. To jest bardzo ważne zastrzeżenie - znaczy to, że te 15 procent weszło w jakąś komunikację z bezpieką, która pozwoliła na wciągnięcie ich na listę agentów czy do ewidencji tajnych współpracowników. Natomiast żeby zobaczyć zakres i szkodliwość tej współpracy, trzeba zajrzeć do każdej teczki osobno. Niestety, jest to praktycznie niemożliwe ze względu na znaczne ubytki w tychże teczkach.

Czy wśród agentów byli hierarchowie kościelni?

- Ja nie mam stuprocentowego dowodu, by któryś z biskupów był tajnym współpracownikiem, natomiast z pewnością miały miejsce próby pozyskiwania hierarchów i znowu - zdaniem Służby Bezpieczeństwa - niektóre z nich były udane.

rozmawiał

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki