Mit sowieckiej inwazji

Stan wojenny był próbą obrony fundamentów władzy komunistów nad krajem. Obawy o szanse powodzenia pacyfikacji społeczeństwa dokonanej własnymi siłami skłoniły władze PZPR do prób szukania militarnej pomocy Sowietów.



Od czasów Gomułki i Bieruta aż po lata 80. jedynym gwarantem utrzymania władzy PZPR nad Polską była potęga Związku Sowieckiego. Komuniści zdawali sobie sprawę...
Czyta się kilka minut

Stan wojenny był próbą obrony fundamentów władzy komunistów nad krajem. Obawy o szanse powodzenia pacyfikacji społeczeństwa dokonanej własnymi siłami skłoniły władze PZPR do prób szukania militarnej pomocy Sowietów.

Od czasów Gomułki i Bieruta aż po lata 80. jedynym gwarantem utrzymania władzy PZPR nad Polską była potęga Związku Sowieckiego. Komuniści zdawali sobie sprawę z tego, że nie mają realnego poparcia w społeczeństwie, a brak sowieckiego wsparcia szybko doprowadzi do obalenia ich władzy.

Tymczasem powstanie "Solidarności" stworzyło ośrodek rzeczywistej siły politycznej, wyłom w systemie, który był faktycznym wstępem do demokratyzacji systemu, czyli

śmiertelnym zagrożeniem dla dyktatury komunistów.

Strajki sierpniowe w 1980 roku spowodowały niezwłoczną intensyfikację działań mających na celu obronę władzy PZPR nad państwem. Już wtedy przystąpiono do rozbudowy przygotowań do zmasowanego uderzenia w społeczeństwo.

Rosjanie w sposób oczywisty byli zaniepokojeni osłabieniem nadzoru nad jednym z największym krajów satelickich. Już 25 sierpnia 1980 roku Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego powołało specjalną komisję do spraw Polski, która 3 września 1980 roku wyznaczyła PZPR zadanie, aby w sposób zdecydowany "przygotować kontrofensywę i odzyskać utracone pozycje w klasie robotniczej, w narodzie". Sowieci sprawowali stały monitoring tego, co dzieje się w Polsce, Generalny Sekretarz sowieckiej partii komunistycznej Leonid Breżniew co tydzień dzwonił do I Sekretarza KC PZPR.

Wojciech Jaruzelski, wówczas minister obrony, oraz Stanisław Kania, I Sekretarz KC PZPR, następca Gierka, byli przerażeni. Generał obawiał się, że bez sowieckiej interwencji nie uda im się skutecznie spacyfikować Polski, a wtedy dni władców PZPR byłyby policzone. "Co się tyczy tow. Jaruzelskiego, to oczywiście człowiek pewny - mówił Breżniew po rozmowach z nim w październiku 1980 roku - a jednak w tej chwili zaczyna mówić bez szczególnego zapału".

15 marca 1981 roku podczas narady ścisłych kierownictw polskich resortów spraw wewnętrznych i obrony narodowej określono trzy możliwe warianty rozwoju wydarzeń po planowanym wprowadzeniu stanu wojennego. Dwa przewidywały szansę samodzielnego opanowania sytuacji. Wariant trzeci był najbardziej pesymistyczny: zakładał, że "Solidarność" może zdołać uruchomić ogólnokrajowy strajk okupacyjny, a masowe demonstracje i protesty uliczne przekształcą się w otwarte starcia. W razie, gdyby siły MSW i wojska podporządkowane komunistom nie były w stanie opanować sytuacji, czyli ich władza w Polsce byłaby realnie zagrożona, uznano, że "nie wyklucza się pomocy wojsk Układu Warszawskiego". Uwzględniając te warianty jeszcze w tym samym miesiącu nadano ostateczny kształt przepisom wprowadzającym stan wojenny.

Problem w tym, że Rosjanie uważali, że nie stać ich na otwarty atak na Polskę. Jak ujawnił rosyjski historyk Władimir Bukowski, który w czasach Jelcyna otrzymał bezpośredni dostęp do dokumentów sowieckiego Biura Politycznego, nie ma najmniejszych wątpliwości, że "Moskwa nie przygotowywała żadnej inwazji, zaś Jaruzelski świetnie o tym wiedział. Co więcej, nie dowierzając zbytnio polskiej armii, pod koniec roku 1981 sam wielokrotnie prosił o wprowadzenie wojsk sowieckich, lecz otrzymał zdecydowaną odmowę".

W kwietniu 1981 roku na tajnym spotkaniu szefa sowieckiego ministerstwa obrony Dmitrija Ustinowa i szefa KGB Jurija Andropowa z Kanią i Jaruzelskim w wagonie kolejowym w Brześciu nad Bugiem, obaj Rosjanie naciskali na szybkie i samodzielne wprowadzenie stanu wojennego. Tymczasem zauważyli, że tzw. wydarzenia bydgoskie utwierdziły Jaruzelskiego i Kanię w obawach przed otwartym uderzeniem w społeczeństwo bez sowieckiego wsparcia. "Wystarczyło ledwie ruszyć dwóch członków "Solidarności" a natychmiast poderwał się dosłownie cały kraj, to znaczy "Solidarność" potrafiła szybko zmobilizować swoje siły" - raportował Ustinow m.in. Breżniewowi. "Pod naciskiem liderów "Solidarności" Jaruzelski kompletnie się rozkleił, a Kania w ostatnim czasie zaczął coraz częściej popijać" - dodawał Andropow.

Wciąż nie biorąc pod uwagę interwencji zbrojnej, Rosjanie postanowili wesprzeć swoich polskich protegowanych zupełnie innymi metodami. Uznano konieczność dalszej rozbudowy swoistej

psychozy sowieckiego zagrożenia inwazją.

Po spotkaniu w Brześciu komisja Biura Politycznego do spraw polskich podjęła uchwałę, szczegółowo nakreślającą zasady "psychologicznego wsparcia" polskich towarzyszy: "Maksymalnie wykorzystywać powstrzymujący kontrrewolucję czynnik, jakim jest obawa reakcji wewnętrznej [tj. "Solidarności" - MK] i imperializmu międzynarodowego [USA - MK], że istnieje możliwość wprowadzenia do Polski wojsk sowieckich. W oficjalnych oświadczeniach podkreślać zadeklarowane przez towarzysza Leonida Breżniewa na XXVI Zjeździe KPZS nasze zdecydowanie, by nie porzucać Polski w nieszczęściu i nie pozwalać jej krzywdzić".

Rosjanie już wcześniej konsekwentnie starali się wytworzyć atmosferę nacisku psychologicznego na polskie społeczeństwo. W tym celu Sowieci nie prowadząc żadnych faktycznych przygotowań do inwazji, szybko podjęli decyzję o organizacji w Polsce wielkich manewrów Układu Warszawskiego. Ruchy dywizji w kierunku granicy z Polską, ogłoszenie stanu gotowości bojowej w jednostkach, przedłużane manewry miały przekonać o gotowości do interwencji również wywiady państw zachodnich, skrupulatnie śledzące ruchy wojsk sowieckich. O tym, że działania były pozorowane, wiedziały jedynie najwyższe kierownictwa sowieckiej i polskiej partii.

Wadze PZPR miały świadomość skuteczności sowieckiego straszaka. Służba Bezpieczeństwa w całym kraju kompletowała informacje o krążących pogłoskach na ten temat i na bieżąco przekazywała je do MSW. Informacje o możliwości rosyjskiej interwencji opisywano już w 1980 roku. Na przykład w raporcie z 5 listopada 1980 r. SB-cy zarejestrowali, iż "rozpowszechniana jest plotka, że w stacji PKP Lublin [...] zostały wysadzone [!] przez kolejarzy dwa wagony z mundurami milicyjnymi, które kierowane były do ZSRR. W mundury te mieli być ubrani żołnierze Armii Radzieckiej na wypadek potrzeby interwencji w PRL w celu przywrócenia porządku". Na początku grudnia 1980 r. wśród załogi ZNTK z Nowego Sącza głośno mówiło się "o możliwościach interwencji z zewnątrz w Polsce. Zdania na ten temat są podzielone, część uważa, że do Polski wkroczą Czesi i Niemcy, natomiast druga część uważa, że wkroczą wojska radzieckie. [...] Krążą także pogłoski, że aktywni działacze "Solidarności", którzy nie uznają kierowniczej roli Partii, w przypadku interwencji wojsk sojuszniczych zostaną wywiezieni na Syberię". W efekcie obawy były tak silne, że nawet w kościołach modlono się o odsunięcie groźby najazdu. Np. 14 grudnia 1980 r. ksiądz Janikowski z Rabki nakazał modlitwę - "módlmy się, by nie interweniowali w Polsce tzw. nasi przyjaciele".

Na posiedzeniu sowieckiego Biura Politycznego 10 grudnia 1981 roku Andropow jeszcze raz mówił: "nie możemy ryzykować.

Nie mamy zamiaru wprowadzać wojsk

do Polski. Jest to stanowisko słuszne i musimy się go trzymać do końca. Nie wiem, jak rozstrzygnie się sprawa, ale nawet jeśli Polska dostanie się pod władzę "Solidarności", to będzie to tylko tyle".

Jednak 13 grudnia 1981 roku społeczeństwo i "Solidarność" były sparaliżowane strachem, a część internowanych - m.in. transportowanych na wschód do Załęża - była przekonana, że wywożą ich na Syberię. W powodzeniu tej operacji strach przed inwazją sowiecką odegrał zasadniczą rolę.

Paradoksalnie psychologiczna presja i sowiecka gra pozorów przetrwała komunizm i stała się dla Jaruzelskiego główną podbudową tezy o tym, że wprowadzając stan wojenny, ratował Polskę przed agresją z zewnątrz, a informacje o przygotowaniach i sowieckich żołnierzach w gotowości bojowej do dziś są przekazywane jako "dowody" gotowości do inwazji.

W rzeczywistości chodziło tylko i wyłącznie o obronę podstaw władzy komunistów w Polsce.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 52/2005