Z tą samą odwagą, jak podczas strajków, kobiety zaangażowały się także w działalność...
Kobiety. To dzięki nim możemy dziś mówić o "Solidarności". One to bowiem w Stoczni Gdańskiej 1980 roku doprowadziły do drugiej części strajku. Także podczas 16 miesięcy legalnej działalności NSZZ "Solidarność" ich rola była nie do przecenienia. Stanowiły w związku blisko trzydzieści procent.
Z tą samą odwagą, jak podczas strajków, kobiety zaangażowały się także w działalność podczas stanu wojennego. Jedną z nich była Ewa Tomaszewska, poetka, malarka, całkowicie oddana ludziom. Polityczną aktywność rozpoczęła w 1968 roku. W dwanaście lat później, po podpisaniu porozumień 1980 roku, rozpoczęła legalną działalność, tym razem już w Zarządzie Regionu Mazowsze. Tam spotkała ludzi znanych jej z działalności na uniwersytecie w 1968 roku. Pracowała w ZR jako konsultant, mediator. Wówczas jeszcze nie myślała, że walczy o niepodległość. Jedynie o wolny i niezależny związek zawodowy. - Te szesnaście miesięcy "Solidarności" to wielka życzliwość, uśmiech, podawanie sobie ręki - wspomina miniony czas Ewa Tomaszewska. - Nigdy nie zapomnę, że kiedy były ogromne problemy z chlebem, któregoś dnia dwóch węgierskich studentów przedostało się przez zieloną granicę i z plecaków wysypali kilkanaście bochenków chleba i swoją bibułę. To było niesamowite.
Działalność w podziemiu Ewy Tomaszewskiej to internowanie i aresztowanie w 1983 r. podczas uroczystości wmurowania tablicy upamiętniającej zamordowanych w kopalni "Wujek". Rok później - brutalne pobicie przez nieznanych sprawców. Podziemna codzienność to kolportaż prasy, książek, drukowanie. W 1986 r. podjęła jawną działalność w Komisji ds. Interwencji i Praworządności, której przewodniczył Zbigniew Romaszewski.
Trzy lata później, mimo zastrzeżeń do Okrągłego Stołu, Ewa Tomaszewska rozpoczęła działalność w ponownie legalnej już "Solidarności". Weszła w skład ZR Mazowsze. Później do Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", w której pracuje do dziś. Przez pięć lata zasiadała w jej prezydium. Posłowała również z listy AWS. Była też radną. Od początku pracy w "Solidarności" Tomaszewska negocjowała z kolejnymi rządami. W 1992 roku doprowadziła do wynegocjowania czterech ważnych ustaw: o utworzeniu funduszu gwarantowanych świadczeń pracowniczych; o funduszu świadczeń socjalnych; zmian w kodeksie pracy; prawo o układach zbiorowych. Jej zasługą jest też m.in. doprowadzenie do podpisania przez polski rząd Europejskiej Karty Socjalnej.
Jestem dumna
Małgorzata Bocheńska jest drobną i dynamiczną kobietą. Jakiej Polski nie chciała, dowiedziała się już w 1968 roku. - Zyskałam wówczas świadomość, że jest to Polska zniewolona. Ta świadomość pogłębiła się w latach siedemdziesiątych. Jako redaktor w Teatrze Telewizji, szybko zorientowała się, że nie można mówić prawdy o teraźniejszości, bo nie pozwala na to cenzura.
Miała doświadczenia z pracą w telewizji, jak również za sobą pierwsze przeczytane bezdebitowe książki, wysłuchanych kilkaset godzin audycji RWE. Wyjechała z Polski wiosną 1980 roku na naukowe stypendium z przekonaniem, że jest to wyjazd na emigrację. - Ale nie mogłam zostać za granicą, kiedy zaczęła się prawda, czyli Sierpień 1980 roku - podkreśla dziś Małgorzata Bocheńska. - Wróciłam i był to najlepszy czas mojego życia. Wówczas rozpoczęła się wielka działalność "Solidarności" w telewizji, głównie za przyczyną ludzi z techniki: oświetlaczy, dźwiękowców, montażystów, no i operatorów, także naszych dziennikarek, m.in. Niny Makowieckiej, Katarzyny Kętrzyńskiej czy Basi Rogalskiej, wyrzuconych z telewizji w stanie wojennym.
Początek czasu stanu wojennego to jednak dla Bocheńskiej skupienie się nad nowo narodzonym pierwszym dzieckiem. I bardzo rzadkie kontakty z kolegami z telewizji. Niebawem przyszło następne niemowlę i kolejny urlop macierzyński. - Generalnie nie wyobrażałam sobie powrotu do telewizji. Póki co, nie mogli mnie zwolnić - wspomina Bocheńska. - Później sama odeszłam i jeździłam za granicę na saksy. Zbierałam winogrona, przycinałam drzewka. Z tego dało się wówczas żyć.
Ciąża i wychowywanie dzieci nie zwalniały Małgorzaty Bocheńskiej od działalności w podziemiu. Uważała bowiem, że najważniejszym dla niej teraz zadaniem jest dokumentowanie stanu wojennego. Gdzie tylko mogła, fotografowała, filmowała. Była na niemal każdej manifestacji czy wydarzeniu kulturalnym organizowanym przez środowiska podziemne. W 1984 roku założyła niezależną grupę filmową "Index". - Miałam kamerę podarowaną mi przez dominikanina ojca Józefa Bocheńskiego. Robiłam nie tylko filmy dokumentalne z Polski lat osiemdziesiątych, realizowałam też raporty dla Komisji Helsińskiej - opowiada po latach Małgorzata Bocheńska. - Filmowałam z ukrytej kamery albo robiłam zdjęcia "na bezczelnego", jak podczas manifestacji w Radomiu 1988 roku. Służbie Bezpieczeństwa po prostu nie przyszło do głowy, że ktoś będzie miał taki tupet jak ja.
Jako pierwsza z polskich dziennikarzy podziemnych nagrała wywiad z Normanem Daviesem. Największe jednak wrażenie zrobiło na niej dokumentowanie, na prośbę Wojciecha Ziembińskiego i mecenasa Olszewskiego, miejsca zbrodni, jaka została dokonana na księdzu Niedzielaku, w kilka godzin po morderstwie duchownego. Instynktownie czuła jeszcze obecność morderców. Z materiałów powstał dramatyczny obraz filmowy "Nieznani sprawcy", wyświetlany niemal we wszystkich kościołach w Polsce.
Drugim niezwykłym dla Małgorzaty Bocheńskiej wydarzeniem stanu wojennego były spotkania z filozofem, myślicielem, twórcą światowej sowietologii ojcem Józefem Bocheńskim w szwajcarskim Fryburgu. Czas spędzony na rozmowach z dominikaninem uważa do dziś za najlepiej wykorzystany. - Spotkania z ojcem Bocheńskim zaowocowały znakomitą korespondencją, ale przede wszystkim ojciec pokazał mi, że najważniejsze są działania elitarne - wspomina po latach.
W 1986 roku organizuje więc na Saskiej Kępie niepodległościowy salon. Jej nazwisko zaczęto kojarzyć z ulicą "Saska 101", gdzie bywali luminarze polskiej kultury, również goście znani na świecie, m.in.: o. Bocheński, Bukowski, Besancon, Kasparow. - Były to takie czasy, że kiedy do Polski przyjechał ojciec Bocheński, ktoś mnie zapytał, czy jest to uzgodnione z Adamem Michnikiem - mówi Małgorzata Bocheńska. - Może to zabawne dziś, ale tak było. Ja jednak byłam w takiej sytuacji, że nie musiałam z Michnikiem uzgadniać czegokolwiek.
Po 1989 r. dla Bocheńskiej znalazło się miejsce w telewizji. Najpierw była w Studiu "Solidarność", później w redakcji katolickiej. Następnie, w 1992 roku, objęła stanowisko redaktora naczelnego publicystyki. Jak mówi dziś, miała wtedy swoje "pięć minut". Wówczas powstało wiele programów na żywo, między innymi pierwszy pokazujący korupcję wśród władz RP, zatytułowany "Dziennikarze ujawniają". - Poczułam zimno na plecach - opowiada dziś Małgorzata Bocheńska. - Pojawił się rodzaj cenzury idący od nowej grupy interesów. Rozdzwoniły się telefony. Z Sejmu, Senatu, Belwederu, od urzędników rządowych. Tymczasem dziennikarze w tych programach mówili o aferze Art "B", alkoholowej, nikotynowej.
W końcu Bocheńska została zmuszona do odejścia z telewizji. Najpierw wprawdzie została tylko "przesunięta" na stanowisko szefa Telewizji Polonia, a później… - Wyrzucał mnie człowiek, którego sama wprowadziłam - opowiada była szefowa Polonii. - I wówczas po raz drugi poznałam, co to znaczy solidarność. Wsparło mnie ponad 130 pracowników telewizji i to był dla mnie wielki prezent, mimo że i tak zostałam zwolniona z pracy.
Dzisiaj Małgorzata Bocheńska ma pół etatu w śródmiejskim domu kultury w Warszawie i nie narzeka. Ciągle aktywna realizuje program "Księga Trzeciego Tysiąclecia", w której zamierza zebrać przemyślenia ludzi z całego świata wykonujących różne profesje. Jak wyjaśniła we wstępie do niej "…księga będzie żywą biblioteką przemyśleń, marzeń i inicjatyw, odkryć i deklaracji…".
Oceniając "Solidarność" po ćwierć wieku i niepodległość po piętnastu latach, Małgorzata Bocheńska czuje się dumna z tego, że jest Polką, że jej dzieci są wolne. - Czuję się dumna, mimo że jest korupcja, a Jaruzelski nie zdejmuje pagonów, chociaż powinien - mówi Małgorzata Bocheńska. - Jestem dumna, że kształtuje się pojęcie honoru, choć jednocześnie jest lęk przed rządami prawa. Nawet przy braku pracy, przy znieczulicy, jaka istnieje między ludźmi, nie oddałabym tej trudnej Polski za jeden dzień Polski zniewolonej przez PRL.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!











