Czy potrafimy ze sobą rozmawiać: w małżeństwie, rodzinie, szkole, w parafii, o rzeczach trudnych i bolesnych? Czy słuchamy, czy tylko słyszymy? Na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy warsztatów i paneli dyskusyjnych, które odbyły się w...
Człowiek ma dwoje uszu i tylko jedne usta, winien zatem więcej słuchać, niż mówić. Zwykle jednak robi dokładnie odwrotnie.
Czy potrafimy ze sobą rozmawiać: w małżeństwie, rodzinie, szkole, w parafii, o rzeczach trudnych i bolesnych? Czy słuchamy, czy tylko słyszymy? Na te i inne pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy warsztatów i paneli dyskusyjnych, które odbyły się w ramach tegorocznego VI Zjazdu Gnieźnieńskiego. Wnioski, do jakich doszli, zaskoczyły nawet ich samych.
Do tanga trzeba dwojga
Zanim otworzysz usta, pomyśl, co tak naprawdę chcesz powiedzieć - taką radę usłyszeli uczestnicy warsztatu zatytułowanego ,,Dialog w małżeństwie i rodzinie" od Ireny i Jerzego Grzybowskich - animatorów ,,Spotkań Małżeńskich". Ich zdaniem w rodzinie powinien obowiązywać niepisany kodeks, według którego więcej mamy słuchać, niż mówić, bardziej rozumieć, niż oceniać, raczej się dzielić, niż dyskutować, a nade wszystko przebaczać. Dialog - jak przekonywał Jerzy Grzybowski - to nie wymiana informacji czy "przerzucanie się" słowami, ale otwarcie się na drugiego człowieka, połączone z chęcią zrozumienia jego racji. Owa gotowość podjęcia dialogu, trwania w postawie ,,wyciągniętej ręki" to pierwszy krok na drodze osiągania porozumienia, nawet wtedy, gdy ktoś odwraca się do nas plecami. Postawa taka wymaga jednak wysiłku, na który niełatwo się zdobyć. - W prowadzeniu dialogu przeszkadza nam przede wszystkim własny egoizm - stwierdziła Lucyna Montusiewicz z Drogi Neokatechumenalnej. - Nie lubimy rezygnować z własnych przekonań, a tym bardziej przyznawać się do błędów, obstajemy więc przy swoim, a to nieuchronnie prowadzi do tak zwanych cichych dni albo kłótni. Jak temu zapobiec? Państwo Grzybowscy mają na to tylko jedną odpowiedź - rozmawiać, ale nigdy w gniewie. Tylko wtedy, gdy obie strony są na to gotowe, gdy mają dla siebie wystarczająco dużo czasu, gdy potrafią mówić nie tylko o rzeczach złych, ale także o dobrych i gdy są przygotowane na uczynienie wspólnych postanowień.
Księża - świeccy, dwa światy?
Czy zasady głoszone przez państwa Grzybowskich mogą i powinny obowiązywać także w relacjach księża - świeccy? Zdania uczestników warsztatu pt. ,,Dialog w parafii" były w tej kwestii podzielone. Według wątpiących, problem tkwi przede wszystkim w odczuwanym przez wielu wiernych podziale na dwa światy: nasz, czyli świeckich, i ich, czyli duchownych. - W polskich parafiach rzeczywiście istnieją bariery, które odgradzają jednych od drugich - potwierdziła uczestnicząca w dyskusji prof. Elżbieta Firlit, socjolog religii. - W przekonaniu wielu świeckich księża są jedyną grupą ludzi, której nie zagraża bezrobocie. Są lepiej wykształceni, bardziej obyci w świecie i często lepiej sytuowani. To budzi onieśmielenie, niechęć, a niekiedy i frustrację - tłumaczyła. - Z drugiej strony księża często separują się od świeckich i nie wychodzą im naprzeciw. Tak powstaje dystans i podział na te dwa światy.
Czy zatem dialog w parafii w ogóle jest możliwy? W tej kwestii uczestnicy warsztatu byli zgodni - dialog jest konieczny, w przeciwnym bowiem razie będzie ona przypominała instytucję, w której księża pełnią rolę urzędników, parafianie zaś petentów. By go ułatwić i uczynić bardziej otwartym, potrzebna jest dobra wola, szczerość i wzajemne zaufanie. Świeccy powinni bardziej angażować się w życie wspólnoty oraz działalność ruchów i stowarzyszeń kościelnych, które są pomostami łączącymi ich z Kościołem. Księża natomiast, chcąc zachęcić wiernych do współpracy, nie powinni wszystkiego robić sami ani też ograniczać się tylko do wydawania poleceń. Powinni współdziałać z wiernymi i razem z nimi realizować podejmowane w parafii przedsięwzięcia. Bo jak przypomniał ks. Kojło z Kościoła prawosławnego, duchowni z ludzi zostali wzięci i dla ludzi ustanowieni.
W co wierzy niewierzący?
A jak rozmawiać z niewierzącymi? Czy taki dialog można w ogóle prowadzić? Uczestnicy panelu poświęconego temu tematowi byli jednogłośni. Nie tylko można, ale wręcz trzeba. - Nasz dialog z niewierzącymi nie jest zdradą Ewangelii - tłumaczył uczestniczący w dyspucie ks. Jerzy Bagrowicz, dziekan Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. - Prowadzenie go jest obowiązkiem Kościoła, bo to jedna z form głoszenia Dobrej Nowiny. Zatem jako chrześcijanie jesteśmy do dialogu wezwani, a nie do obrażania się i zamykania w sobie. Prowadząc go jednak winniśmy zrezygnować z przypinania etykietek i myślenia stereotypami, bo jak tłumaczył prawosławny metropolita Mołdawii i Bukowiny abp Daniel Ciobotea, trudno jednoznacznie określić, czy ktoś jest wierzący, czy niewierzący. - Nie jesteśmy w stanie zajrzeć do wnętrza tego człowieka - dodał. - Czasami ten, który deklarował się jako niewierzący, stawał się nagle dobrym chrześcijaninem i dlatego trzeba powstrzymać się od ocen i pochopnych sądów.
Zdaniem uczestniczących w panelu ogromne znaczenie w dialogu wierzących z niewierzącymi ma świadectwo wiary, które dajemy. Słowa to za mało! Potrzeba wyraźnej postawy, która potwierdzałaby, że żyjemy prawdami, w które wierzymy. Jak powiedziała pracująca w krajach islamskich siostra Zofia ze Zgromadzenia Małych Sióstr Jezusa, misjonarz udający się na misje nie jedzie po to, by nawracać, ale po to, by być świadkiem miłości Boga i tym samym pokazać, że Bóg kocha każdego człowieka, bez względu na to, czy jest on chrześcijaninem, muzułmaninem, czy też deklaruje się jako niewierzący. Dialog jest zatem jednym z przejawów życia wiarą, a skoro tak, to należy go prowadzić ze wszystkimi, nawet z tymi, którzy nie wiedzą, w co wierzą, lub mówią, że nie wierzą w nic.
Czy syty rozumie głodnego?
Na to z kolei pytanie próbowali odpowiedzieć uczestnicy panelu zatytułowanego ,,Dialog biednych i bogatych. Czy jesteśmy bezradni wobec biedy?". Ich dyskusja była jednak raczej monologiem, bo jak zauważyła siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona wspólnoty ,,Chleb życia", ludzie biedni w niej nie uczestniczyli. - Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że boimy się bezpośredniego kontaktu z nimi - przyznał Wojciech Zarzycki z fundacji ,,Barka", dodając, że łatwiej nam działać na rzecz niż współuczestniczyć. I to chyba jeden z powodów, dla którego o problemie ubóstwa dyskutują z reguły ci, których ono nie dotyczy. Dzieje się tak zarówno na szczeblu lokalnym, jak i globalnym, i na obu tych szczeblach dyskusja utyka zwykle w tym samym miejscu - co robić? Zdaniem uczestników gnieźnieńskiego panelu pomoc doraźna nie jest w stanie wyrwać milionów ludzi z biedy. Konieczne jest prowadzenie długofalowych działań strukturalnych obejmujących m.in. tworzenie nowych miejsc pracy. Działania te jednak spełzną na niczym, jeśli ich inicjatorom zabraknie wyobraźni miłosierdzia. - Nasza cywilizacja jest w stanie kryzysu - mówił Bogusław Kania, twórca internetowego portalu ,,Dobre informacje". - Ubodzy stają się coraz ubożsi i coraz liczniejsi. Zakrojone na dużą skalę akcje pomocowe ONZ czy organizacji pozarządowych nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, a wszystko dlatego, że brak w nich miłości do drugiego człowieka. Dlatego tak ważne jest - zdaniem siostry Chmielewskiej - by ubogim nie tylko pomagać, ale po prostu z nimi być. Są przecież - jak przypomniała - jednym z trzech ziemskich ,,adresów" Chrystusa obok Kościoła i Eucharystii.
Przesłanie uczestników VI Zjazdu Gnieźnieńskiego
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













