Kiedy idą święta, część z nich wyrusza, żeby się bawić. Najlepiej daleko...
Coś niezwykłego się wydarzyło, a właściwie nienormalnego. Nasze chrześcijańskie święta zagarniają, przywłaszczają sobie i, nie wiedzieć czemu, świętują dziś wszyscy - niewierzący i wyznawcy innych religii. A potem bezczelnie protestują przeciwko ich religijnej symbolice. Komuś coś się pomieszało.
Kiedy idą święta, część z nich wyrusza, żeby się bawić. Najlepiej daleko i tam, gdzie jest ciepło. Do Tajlandii lub Indonezji, na Sri Lankę i do Malezji. Wszystko to może się jednak zakończyć w mgnieniu oka...
Przeczytałem w tych dniach w jednej z gazet, że tragedia tsunami przypomniała zeświecczonym Szwedom o sacrum. Na co dzień ginie ono z pola widzenia w tym tzw. narodzie pogodnych racjonalistów i w społeczeństwie, które w dużej mierze pozbawione jest odruchów wspólnotowych. Gdy się jednak okazało, że w Europie właśnie ten niewielki naród stracił pod falami oceanu największą liczbę obywateli, w jednej chwili zachwiało się przekonanie o samowystarczalności. Okazało się, iż są problemy, których nie rozwiąże dobrze działające państwo. Co więcej, to właśnie obojętność i zachowawcza postawa rządu uświadomiły Szwedom całą bezduszność instytucji w obliczu ludzkiej tragedii. W mediach stał się nagle potrzebny głos duchownych, a ludzie przypomnieli sobie, że mają sąsiadów.
Potrzeba czasami wielkich tragedii i ludzkich dramatów, by człowiek na nowo zwrócił się w stronę Boga i zechciał posłuchać tych, co o Nim mówią. Jan Chrzciciel, o którym słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, wychodzi ze swym świadectwem na zewnątrz. Mówi o tym, co widział i kim jest dla niego Chrystus. Tak oto Bóg dzięki jego świadectwu odsłania nam siebie.
Patrząc na Jana Chrzciciela i myśląc o tragedii, która w jakimś stopniu stała się w ostatnich tygodniach udziałem nas wszystkich, warto odkrywać, w jaki sposób doświadczenie Boga i potrzeba solidarności z drugim człowiekiem konkretyzują się w obliczu różnych wydarzeń. W minione święta mówiło się bardzo wiele o usunięciu z życia ich Bożego wymiaru, zatarciu religijnego znaczenia. Aż tu nagle stanęliśmy wobec czegoś większego niż symbole. Usłyszeliśmy głośny płacz i wołanie, by Bóg się zmiłował i pocieszył. Czy to coś znaczy...? Niech każdy sam da sobie odpowiedź.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













