Jak Ksiądz Kanonik przywitał nowy rok?
- Cicho, w samotności i domowym zaciszu. Jednym słowem, bardzo spokojnie.
Nie było szampana?
- Był, ale na długo przed północą. Wypiłem lampkę przy kolacji, na której gościłem kilku przyjaciół i współpracowników. Resztę sylwestrowego...
Rozmowa z księdzem kanonikiem Janem Kasprowiczem, proboszczem parafii katedralnej w Gnieźnie
Jak Ksiądz Kanonik przywitał nowy rok?
- Cicho, w samotności i domowym zaciszu. Jednym słowem, bardzo spokojnie.
Nie było szampana?
- Był, ale na długo przed północą. Wypiłem lampkę przy kolacji, na której gościłem kilku przyjaciół i współpracowników. Resztę sylwestrowego wieczoru spędziłem na przeglądaniu terminarza, porządkowaniu papierów i robieniu małych podsumowań.
I jak te podsumowania wypadły?
- Ogólnie dobrze... Jedynym minusem był chyba notoryczny brak czasu. Obliczyłem, że w ciągu ostatnich pięciu miesięcy, a więc od momentu, gdy zostałem mianowany
proboszczem parafii katedralnej w Gnieźnie, miałem tylko dwa wolne popołudnia. A to niewiele...
W parafii farnej było łatwiej?
- Nie tyle łatwiej, ile inaczej. Teraz mam po prostu więcej obowiązków, którym - jak sądzę - potrafię należycie sprostać. Wymaga to jednak sporego zaangażowania i tym samym czasu. Mnogość zadań zawsze mnie jednak dopingowała i uskrzydlała. Podobnie zresztą jak nowe wyzwania. A tych, przyznam szczerze, nie brakuje.
Zdradzi Ksiądz Kanonik szczegóły?
- O szczegółach nie chciałbym na razie mówić. Wyjawię tylko, że dotyczą one między innymi zainstalowania w katedrze ogrzewania, zamontowania w nawie głównej ławek oraz kontynuowania rozpoczętych prac konserwatorskich i restauratorskich. Na realizację tych ostatnich mamy zamiar przeznaczyć środki, które być może uda się pozyskać z Unii Europejskiej. Tyle, jeśli chodzi o inwestycje i sprawy natury technicznej. Co do innych natomiast, to chciałbym, by w katedrze częściej niż dotąd odbywały się koncerty i wieczory poetyckie oraz by część jej kaplic została otwarta i udostępniona zwiedzającym. Ponadto chciałbym przywrócić kult wizerunku Chrystusa Ukrzyżowanego, który w czasie wojen szwedzkich uchodził za cudowny. Związana jest z nim zresztą ciekawa historia, którą być może nie wszyscy znają. Otóż 29 kwietnia 1656 roku, w czasie Mszy Świętej sprawowanej na prośbę hetmana Stefana Czarnieckiego, na oczach modlącego się rycerstwa, duchowieństwa i ludu z oblicza Ukrzyżowanego zaczęły spływać krwawe łzy. Wydarzenie to uznano za cud. Rok później, powracający z wygnania król Jan Kazimierz poprosił Kapitułę Prymasowską, by wypożyczyła mu pasyjkę do jego ołtarza polowego. Kapituła wyraziła zgodę i krucyfiks towarzyszył monarsze do 1660 roku, czyli do podpisania pokoju w Oliwie. W chwili obecnej jest on poddawany gruntownej konserwacji. Mam nadzieję, że do 1 lutego, kiedy przypada rocznica konsekracji katedry, prace zostaną zakończone i pasyjka wróci na swoje dawne miejsce, czyli do kaplicy Pana Jezusa.
Porozmawiajmy o pracy duszpasterskiej... Mówi się, że polski proboszcz to duszpasterz, budowniczy, księgowy, psycholog, a nierzadko także animator parafialnego życia kulturalnego w jednej osobie. Zgadza się Ksiądz Kanonik z tym stwierdzeniem?
- Owszem. Nie należy jednak zapominać, że pierwszym i najważniejszym zadaniem proboszcza jest sprawowanie duchowej opieki nad powierzonymi mu wiernymi. Winien on być nie tylko sprawnym organizatorem, administratorem i ekonomistą, ale przede wszystkim dobrym kapłanem. Winien słowem i przykładem życia świadczyć o Chrystusie. To jest najistotniejsze. Jeśli posiada dodatkowe umiejętności, zdolności, talenty, to bardzo dobrze. Niech je wykorzystuje jak najlepiej. Nie musi jednak znać się na wszystkim. Ja na przykład do dziś nie umiem obsługiwać komputera i przyznam szczerze, że nie jestem pewny, czy kiedykolwiek się tej trudnej sztuki nauczę.
Zatem dobry proboszcz to...
- ...to człowiek kochający Pana Boga, posłuszny Kościołowi i z pasją wypełniający swoje duszpasterskie obowiązki.
Od jak dawna Ksiądz Kanonik je wypełnia?
- Niebawem minie szesnaście lat. Piętnaście z nich spędziłem w gnieźnieńskiej parafii farnej, gdzie wcześniej byłem także wikariuszem. Kapłanem natomiast jestem od ponad trzydziestu lat. W tym roku minie dokładnie trzydziesta czwarta rocznica przyjęcia przeze mnie święceń kapłańskich.
Co zdecydowało o wyborze tej właśnie drogi życiowej?
- Nie jestem w stanie dokładnie powiedzieć. Powołanie to tajemnica i przyznam szczerze, że jego odczytywanie zajęło mi trochę czasu. To był dość długotrwały proces. Pamiętam jednak, że o wstąpieniu do seminarium pomyślałem po raz pierwszy w wieku szesnastu, siedemnastu lat. Wcześniej nie byłem nawet ministrantem. Zawsze jednak aktywnie uczestniczyłem w życiu rodzinnej parafii w Mogilnie. Nie bez znaczenia była tu postawa mojego ówczesnego proboszcza, śp. ks. prałata Dobromiła Ziarniaka, który organizował spotkania i rekolekcje dla młodzieży. Dzielił się też z parafianami swoimi wrażeniami ze spotkań z ks. kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Ukazywał Kościół w szerszym wymiarze, mówił o zachodzących w nim przemianach i postanowieniach Soboru Watykańskiego II, który się wówczas odbywał. To było fascynujące. Pamiętam, że o swej decyzji pójścia za głosem Chrystusa przez długi czas nikomu nie wspominałem. Pierwsza domyśliła się mama. Zapytała: Kim zamierzasz być? Odpowiedziałem, że księdzem. Była zaskoczona i powiedziała: W naszej rodzinie nigdy nie było księdza. Czy zdajesz sobie sprawę, jaka to odpowiedzialność? Odrzekłem, że życie pokaże, jak będzie i poprosiłem, by nic nikomu nie mówiła. Moja rodzina nie była bogata. Nikt też nie miał okazji się kształcić. Ojciec liczył, że jako najstarszy z rodzeństwa pójdę do pracy i pomogę w utrzymaniu domu. Decyzji jednak nie zmieniłem. Tuż po maturze zgłosiłem się do seminarium. Nie zabrałem żadnych dokumentów. Ówczesny wicerektor poinstruował mnie, jakie należy przywieźć. Wróciłem z całym plikiem i zostałem przyjęty.
Wspomina Ksiądz Kanonik czasami lata spędzone w seminarium?
- Oczywiście, że tak. Zjawiłem się w nim w 1965 roku. Uczyliśmy się wówczas i mieszkaliśmy w starym budynku, pełnym starych mebli i różnorakich poniemieckich sprzętów. Przyznam szczerze, że warunki socjalne były nie najlepsze. Do dziś pamiętam nasze kąciki czystości. Stawialiśmy na stelażach miednice, obok blaszane dzbanki, a na ścianie wieszaliśmy malutkie lusterka, przed którymi się goliliśmy. Sami też przynosiliśmy wodę. Bywało różnie, czasami ciężko, ale czas ten wspominam z wielkim sentymentem. Pamiętam też, że na początku było nas dwudziestu trzech, a do święceń wytrwało tylko dwunastu.
Nie miał Ksiądz Kanonik wątpliwości? Chwil wahania?
- Nie. Nigdy nie wątpiłem w to, że wybrałem właściwą drogę. Miałem jednak dość poważne problemy z głosem i to mnie trochę denerwowało. Przyznam, że przełamanie wewnętrznych oporów kosztowało mnie sporo wysiłku. Ale pracowałem nad sobą, dużo ćwiczyłem i jakość się z tym uporałem. Nie przeczę jednak, że zdarzało mi się narzekać.
Dziś też się Księdzu Kanonikowi zdarza?
- Czasami tak, ale rzadko.
A na co?
- Głównie na brak czasu. Mam go zdecydowanie za mało...
Ale śmieje się Ksiądz Kanonik często?
- (śmiech) Chyba tak. Staram się pogodnie podchodzić do życia, choć nie ukrywam, że często jest to bardzo trudne. Zwłaszcza, gdy wokół widzi się tyle ludzkiej krzywdy, biedy i bezradności... Wówczas trudno się nawet uśmiechać. Wierzę jednak w Boską Opatrzność i ludzką życzliwość. Z nimi wszystko można przezwyciężyć i łatwiej podnieść się z upadku. I tej wiary chciałbym w tych niełatwych czasach życzyć wszystkim, szczególnie tym, którzy z różnych powodów ją utracili.
A czego życzyłby Ksiądz Kanonik sobie i parafianom w nowym roku?
- Sobie, bym wreszcie mógł rozpocząć prace remontowe w kościele na naszym parafialnym cmentarzu i uładził się ze wszystkimi długami. Parafianom zaś oraz wszystkim, którzy przybędą do gnieźnieńskiej katedry, by u Grobu Świętego Wojciecha doznawali wielu duchowych przeżyć i wracali do domostw wzmocnieni i napełnieni otuchą.
Dziękuję za rozmowę
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













