Logo Przewdonik Katolicki

Oni zaraz tu będą

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Najpierw tak "majstrowano" przy preambule do Konstytucji UE, że po chrześcijańskich korzeniach pozostały jedynie dalekie wspomnienia. Teraz z kolei próbuje się rozszerzyć europejską "rodzinkę" o Turcję - kraj zamieszkiwany w 99 proc. przez wyznawców islamu w jego sunnickiej odmianie. Dziś mało kto już pamięta, że w intencji unijnych ojców-założycieli fundamentem Europejskiej Wspólnoty...

Najpierw tak "majstrowano" przy preambule do Konstytucji UE, że po chrześcijańskich korzeniach pozostały jedynie dalekie wspomnienia. Teraz z kolei próbuje się rozszerzyć europejską "rodzinkę" o Turcję - kraj zamieszkiwany w 99 proc. przez wyznawców islamu w jego sunnickiej odmianie. Dziś mało kto już pamięta, że w intencji unijnych ojców-założycieli fundamentem Europejskiej Wspólnoty miały być jej chrześcijańskie korzenie. Cała nadzieja w tym, że Europejczycy powiedzą w końcu dość.


Od kiedy pod koniec 2004 roku poinformowano publicznie, że negocjacje członkowskie z Turcją rozpoczną się w październiku tego roku, ten prawie 70-milionowy "koń trojański" spędza sen z powiek większości unijnych obywateli. Nie dostrzegają tego jedynie politycy...
Dlatego też od kilku tygodni obywatelska inicjatywa "Głos dla Europy" prowadzi ogólnoeuropejską kampanię pod hasłem "Bądź tolerancyjny, nie naiwny", której celem jest niedopuszczenie do rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych z Republiką Turcji.
Aktywiści ruchu chcą przez cztery miesiące zebrać milion podpisów obywateli europejskich z całej UE. To pierwsza tego typu inicjatywa w historii Wspólnoty. Na ulicach głównych miast krajów Unii będzie można podpisać petycję lub złożyć ją w Internecie na stronie organizacji www.glosdlaeuropy.org.
Przedstawiciele "Głosu dla Europy" tłumaczą, że ich inicjatywa jest odpowiedzią na działania rządów unijnych krajów, które przykładają większą wagę do politycznej poprawności niż do racjonalnej polityki gwarantującej bezpieczeństwo i ochronę europejskich wartości.

Wątpliwi krewni


Turcja z racji swojego położenia geograficznego nazywana bywa pomostem między Europą i Azją, ale tak naprawdę od wieków jest krajem na wskroś azjatyckim. Tym bardziej że geograficznie zaledwie 3 proc. Turcji leży w Europie, reszta stanowi obszar Azji Mniejszej. Nawet Stambuł - tureckie okno na Europę - mimo pozorów europejskości, po bliższym poznaniu jawi się jako typowa arabska metropolia.
Ale nie tylko geografia decyduje o oddaleniu Turków od spraw Starego Kontynentu.
Kraj ten jest bezpośrednim spadkobiercą złowieszczego imperium osmańskiego, które przez kilkaset lat stanowiło śmiertelne zagrożenie dla całej chrześcijańskiej Europy.
Skrajnie agresywne, prowadzące nieustanną politykę podbojów, stało się w wiekach XVI i XVII jednym z najpotężniejszych i najbardziej rozległych terytorialnie państw na świecie. W ciągu tych stuleci Wielka Porta podporządkowała sobie całą Europę Południowo-Wschodnią, arabskie kraje północnej Afryki oraz większą część Bliskiego Wschodu. Tamę tej gigantycznej islamskiej ekspansji położyła dopiero wiedeńska wiktoria Jana III Sobieskiego. W tym kontekście wyjątkowo śmiesznie brzmią argumenty o rzekomo nadzwyczaj silnych związkach historycznych Turcji z Europą. Niestety, taka wyjątkowa indolencja historyczna jest typowa dla europejskich polityków opowiadających się za akcesją Turcji do unijnych struktur.

Derwisz tańczy dalej


Pomimo gruntownej modernizacji kraju dokonanej po I wojnie światowej przez tureckiego przywódcę Ataturka, w świadomości przeciętnego Turka nie zmieniło się tak naprawdę nic. Nadal pozostaje on Azjatą o mentalności fanatycznego derwisza. Dlatego też w głębi kraju o wiele łatwiej spotkać pozostałości stylu życia sięgającego średniowiecza niż jakieś widoczne przejawy nowoczesności.
Zdaniem aktywistów "Głosu dla Europy", od lat 60., kiedy unieważniono artykuł konstytucji zabraniający tworzenia partii islamistycznych, można mówić również o ponownym wzroście znaczenia islamu w życiu publicznym Turcji.
Tam, gdzie islam zyskuje na znaczeniu, tam także normą staje się łamanie praw człowieka. Nie inaczej jest w Turcji. Jeszcze w latach 90. od 80 do 90 proc. więźniów politycznych w tym kraju było torturowanych i maltretowanych przez policję. Dziś jest tylko trochę lepiej. Według Human Rights Watch i Amnesty International, Turcja zajmuje nadal wysoką pozycję wśród krajów permanentnie naruszających prawa człowieka, w szczególności poprzez dyskryminację kobiet, przedstawicieli innych religii i mniejszości narodowych. W sposób szczególny doświadczyli tego Kurdowie, którzy stanowią ponad 10 proc. mieszkańców Turcji. Przez wiele lat kolejne tureckie rządy nie uznawały ich odrębności narodowej i odmawiały im prawa do używania własnego języka. Niedawno strasburski Trybunał uznał, że przeprowadzony w 1999 roku proces kurdyjskiego przywódcy Abdullaha Ocalana nie był uczciwy i powinien zostać powtórzony. Tymczasem w Turcji już odezwały się głosy, że rząd "nie powinien zginać karku pod naciskami zagranicznymi" i że "Turcja nie jest zobowiązana do automatycznego realizowania decyzji Trybunału w Strasburgu".

Desant już tu jest


Jeszcze do niedawna najważniejszym gwarantem i stabilizatorem tureckiej "demokracji" była armia. Ta sama armia, która uczestniczyła w pogromach Kurdów oraz w inwazji na północny Cypr, gdzie do dziś stacjonują okupanckie wojska tureckie. Trudno jednak wierzyć w deklarowaną turecką "poprawę", skoro nawet dziś Turcy próbują tuszować te i inne niewygodne fakty ze swojej historii.
Zwłaszcza jeśli chodzi o wydarzenia z lat 1915-1917, kiedy dokonano krwawej rzezi na mieszkańcach Armenii. W wyniku prześladowań, mordów, wysiedleń prowadzonych przez imperium osmańskie zginęło wówczas do 1,5 mln Ormian. Pomimo unijnych nacisków Turcja do dziś nie uznała tamtych wydarzeń za ludobójstwo...
I jeśli mimo tych wszystkich argumentów ktoś nadal chce bagatelizować problem turecki lub wmawiać sobie, że jest on melodią dalekiej przyszłości, ten powinien niezwłocznie udać się do któregoś z krajów Europy Zachodniej. Najlepiej pojechać do Niemiec i zobaczyć, ilu Turków i w jaki sposób żyje w tym kraju. W sumie w Unii Europejskiej przebywa dziś na stałe około 3 milionów tureckich imigrantów. Kolejni czekają już jednak na swoją kolej.
A jest jeszcze jeden bardzo interesujący element - geograficzne sąsiedztwo Turcji, m.in.: Syria, Iran i Irak. Wkrótce więc na Bliskim Wschodzie mogą stanąć nowe unijne słupy graniczne. Doprawdy trudno o "milsze" sąsiedztwo...

Jan Wójcik, przedstawiciel "Głosu dla Europy" na Polskę

- Na razie akcja zbierania podpisów przeciwko członkostwu Turcji w Unii Europejskiej ruszyła głównie w Polsce, w Czechach i na Węgrzech. W tym tygodniu rozpoczęli Niemcy, a w najbliższym czasie do protestu przyłączą się organizacje w Danii, Szwecji, we Włoszech i we Francji. Na Zachodzie zbieranie podpisów jest trudniejsze, ze względu na zamieszkującą te kraje liczną społeczność turecką. Tamtejsi Turcy bywają agresywni, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze podczas demonstracji w grudniu w Brukseli.
Jeśli zatem społeczeństwa zachodnie boją się już teraz, gdy Turków w Unii jest zaledwie kilka procent, to co będzie się działo po integracji?
Spójrzmy, jak żyją mniejszości tureckie w Europie: od lat tworzą dobrowolne getta, w meczetach nawołuje się zaś do walki z Zachodem. Niechęć do asymilacji jest wśród Turków powszechna. Pojawiają się coraz liczniejsze doniesienia o "honorowych zabójstwach", w Berlinie w ciągu ostatniego pół roku było ich siedem.
Z kolei najlepszą ilustracją "postępowego" charakteru aktualnego rządu tureckiego jest uchwała Islamskiej Konferencji Ministrów Spraw Zagranicznych, obradującej w Stambule w lipcu 2004 roku, która w punkcie 62. skrytykowała decyzję UE potępiającą kamienowanie jako karę śmierci i fakt nazwania niehumanitarnymi kar wymierzanych przez niektóre państwa członkowskie Konferencji, zgodnie z prawem szariatu.
Nie jesteśmy żadnymi rasistami czy też antyislamistami, ale siłą rzeczy mamy w pamięci wydarzenia z 11 września czy zabójstwo Theo van Gocha, reżysera z Holandii.
Jednocześnie w pełni popieramy demokratyzację Turcji, uważamy jednak, że o wiele korzystniejsza będzie dla obydwu stron sytuacja uprzywilejowanego partnerstwa z Unią czy szeroka pomoc finansowa niż pełne członkostwo.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki