Logo Przewdonik Katolicki

''Alejami z paradą mieli iść''

Mateusz Wyrwich
Fot.

Skromna, ale porażająca w swej wymowie jest ekspozycja fotogramów w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Mieści się ona naprzeciwko Ministerstwa Sprawiedliwości, a przed pół wiekiem słynącego z okrucieństwa - Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. "Alejami z paradą mieli iść" - tak zatytułowana jest wystawa zorganizowana przez Muzeum Powstania Warszawskiego, pod patronatem prezydenta...

Skromna, ale porażająca w swej wymowie jest ekspozycja fotogramów w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Mieści się ona naprzeciwko Ministerstwa Sprawiedliwości, a przed pół wiekiem słynącego z okrucieństwa - Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.


"Alejami z paradą mieli iść" - tak zatytułowana jest wystawa zorganizowana przez Muzeum Powstania Warszawskiego, pod patronatem prezydenta Warszawy, pomysłu Krystyny Zachwatowicz, Anny Jakubowskiej i Tadeusza Filipkowskiego. "Wiosną 1945 roku żołnierze i uczestnicy Powstania Warszawskiego, największej polskiej bitwy II wojny światowej, nie mogli świętować zwycięstwa - piszą autorzy w nocie wystawy. Zamiast defilad czekały bowiem na nich więzienne cele, gdzie byli bici, torturowani, mordowani. Ludzie, którzy przeżyli piekło Starówki, Powiśla zamiast orderów dostawali wyroki śmierci. Inni trafiali na Syberię, ginęli na bezimiennych wyspach Archipelagu Gułag. Jaką zbrodnię popełnili? Za całą odpowiedź może posłużyć cytat z przemówienia wygłoszonego 1 września 1944 roku przez Jana Stanisława Jankowskiego, delegata rządu RP na kraj, który tłumaczył po miesiącu walk powody wybuchu powstania. "Chcieliśmy być wolni i wolność sobie zawdzięczać". [...] To dlatego w świecie Stalina, Gomułki, Bieruta nie mogło być dla nich miejsca".

Skazani na zniszczenie


Na prostych metalowych stelażach umieszczono fotogramy z krótkim opisem skazanych na długoletnie więzienia i karę śmierci. Zdjęcia opatrzono suchymi informacjami o osobistej tragedii ludzi walczących o wolność kraju i tragedii naszego narodu.
Podporucznik Mieczysław Gągorowski, dwudziestoczteroletni żołnierz batalionu Gustaw. Aresztowany w 1946 r. i skazany na sześć lat. Zwolniony po trzech latach. Ponownie aresztowany dwa lata później. Skazany na karę śmierci i stracony w roku następnym.
Podpułkownik Piotr Abakanowicz, szef sztabu II DP NZS, aresztowany w lutym 1945 r. Skazany na karę śmierci zamienioną na 15 lat. W trzy lata później został zakatowany przez strażnika w więzieniu we Wronkach. Generał brygady August Emil Fieldorf, zastępca dowódcy Armii Krajowej. Stracony w mokotowskim więzieniu w 1952 roku. Dalej fotogram innego bohatera, Witolda Pileckiego, współtwórcy poprzedniczki AK - Tajnej Organizacji Wojskowej. W 1940 roku sprowokował swoje uwięzienie w Oświęcimiu, by być świadkiem niemieckich zbrodni. W 1948 r. skazany na karę śmierci przez komunistów i stracony na Mokotowie za rzekome szpiegostwo. Podczas przesłuchań jeden ze śledczych powiedział mu, że nie może liczyć na ułaskawienie, ponieważ wie zbyt dużo o Józefie Cyrankiewiczu, byłym więźniu Oświęcimia, a zarazem - hitlerowskim konfidencie na terenie obozu. Po drugiej wojnie Cyrankiewicz został premierem komunistycznego rządu.
Kolejny bohater polskiego podziemia, generał brygady Leopold Okulicki, ostatni dowódca AK. Aresztowany przez NKWD w 1945 roku. Skazany na dziesięć lat w "procesie szesnastu". Rok później umiera w więzieniu w Moskwie. Inny uczestnik moskiewskiego procesu - Kazimierz Pużak, przewodniczący Rady Jedności Narodowej, skazany na półtora roku więzienia w Sowietach. Wraca do Polski, gdzie zostaje ponownie aresztowany i skazany na dziesięć lat więzienia. Pozbawiony opieki medycznej umiera w 1950 roku w więzieniu w Rawiczu. Następna historyczna postać to Jan Stanisław Jankowski. Wicepremier i delegat rządu RP na kraj. Również oskarżony przez sowieckie mocarstwo w "procesie szesnastu". Zmarł na dwa tygodnie przed powrotem do kraju.
Jan Romańczuk, plutonowy podchorąży. Dwudziestopięciolatek. Kawaler Orderu Virtuti Militari. Skazany na KS. Ułaskawiony. Przed laty tak wspominał swoje i również ułaskawionych kolegów wyprowadzenie na wykonanie wyroku śmierci: "[...] wyprowadzono jeszcze dwóch kaesów. W ciasnej eskorcie pognano ich do piwnicy. Wiedzieli, że czasem rozstrzeliwano w podziemiach. Na najniższym poziomie stropów eskorta zatrzymała się. Szczęknęły zamki jak gilotyny i poprowadzono ich kilkanaście stopni wyżej. W niskim pomieszczeniu ustawiono ich twarzami do ściany. Znów na nieokreślone minuty. Ustąpił stres. Zaczęli mówić o śmierci, jak o codzienności. Zastanawiali się, którego pierwszego wyprowadzą na "rozwałkę". Mówili szybko, pytali z nerwowym śmiechem - zginiemy od kuli czy od sznura? Chcieli się jeszcze wygadać. Trochę z własnego życia pośmiać. Bo mało było okazji w wojennej bieganinie. W ich rozmowach było trochę sarkazmu, żalu. Już nie wiadomo do kogo. [...] W ściszoną rozmowę ostatniej wieczerzy wtargnął pluton maszerujących korytarzem egzekucyjnych butów. Trzej pod ścianą przedwcześnie zamarli. Skończyli opowiadać anegdoty. Od tej chwili każdy był dla siebie konfesjonałem [...]".
Kawaler Orderu Virtuti Militari podporucznik Jan Rodowicz nie doczekał nawet procesu. Zamordowano go w czasie śledztwa. Rodzinie podano, że popełnił samobójstwo. Jednak lekarz, Konrad Okolski, poinformował matkę porucznika, że przyczyną śmierci było zamęczenie jej syna w czasie śledztwa.
Metody, jakie stosowano wobec przesłuchiwanych, opisuje inny z więźniów z fotogramu, Kazimierz Moczarski. Jeden z nielicznych, który dochodził swoich praw niesłusznie oskarżonego jeszcze w latach pięćdziesiątych. Tak opisywał kilkadziesiąt okrutnych metod katowania, które były stosowane wobec niemal wszystkich więzionych w komunistycznych więzieniach: "[...] bicie pałką gumową specjalnie uczulonych miejsc ciała (np. nasady nosa podbródka i gruczołów ślinowych, wystających część łopatek). Bicie pałką gumową w pięty [...] Miażdżenie rozżarzonym papierosem okolic ust i oczu [...] przypalanie płomieniem palców obu dłoni [...]" .

Zbrodniarze w togach


Wśród zamordowanych bądź skazanych na długoletnie więzienie byli i generałowie, i szeregowi żołnierze. Jednak kryterium, według którego komuniści "wybierali" walczących o niepodległość Polski, było przejrzyste. Mordowano jednych z najbardziej bohaterskich postaci państwa polskiego. Odznaczonych najwyższymi polskimi orderami. Dających świadectwo największej odwagi.
Tych polskich, często wręcz niewiarygodnie bohaterskich żołnierzy, o których nierzadko nie wiemy, gdzie są pochowani, skazywali bardzo często Polacy, prokuratorzy, sędziowie. Zwykło się o nich mówić, że oskarżali i osądzali ludzie bez prawniczego wykształcenia. Jakby to miało umniejszać ich winę. Owszem, byli tacy, ale często tymi zbrodniarzami w togach byli ludzie, którzy wykształcenie prawnicze zdobyli w czasach II Rzeczpospolitej. Jednym z najbardziej "okrwawionych" prokuratorów był Zenon Rychlik, absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Taki też był Stanisław Zarakowski, prawnik po Uniwersytecie Wileńskim, czy Józef Różański szczycący się dyplomem prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Spośród sędziów do grona kilkuset zbrodniarzy można zaliczyć Feliksa Aspisa, absolwenta UJ, czy Jana Hryckowiana, również z tej uczelni.
Dojście Gomułki do władzy tylko w niewielkim stopniu naruszyło spokój "morderców w togach". Nie zostali usunięci na wstydliwy margines społeczeństwa, chociaż kilkudziesięciu z nich zostało zwolnionych z sądownictwa. Głównie w kilku dużych miastach, takich m.in., jak: Warszawa, Wrocław czy Kraków. Kilkunastu z nich skazanych zostało na symboliczne kary więzienia. Kilkuset spośród kilku tysięcy wyjechało w połowie lat pięćdziesiątych do USA i Izraela. Większość z nich jednak dalej orzekała w peerelowskich sądach zarówno cywilnych, jak i wojskowych. Kolejnych kilkudziesięciu zasiadło za katedrami uczelni, edukując swoich następców. Przez lata, choć byli w cieniu życia politycznego, pamiętała o nich komunistyczna władza w PRL. Mieli wysokie emerytury, najlepsze ośrodki wypoczynkowe i sanatoria. Podczas świąt państwowych byli odznaczani najwyższymi orderami. Jeden z najbardziej osławionych zbrodniarzy, współtwórca resortu bezpieczeństwa Jakub Berman, w 1983 roku został udekorowany Medalem Krajowej Rady Narodowej przez Wojciecha Jaruzelskiego.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki