Logo Przewdonik Katolicki

Nauka i wiara

Renata Krzyszkowska
Fot.

Naukowcy stwierdzili, że przytarczyce - jedne z naszych gruczołów dokrewnych - powstały podczas ewolucji ze skrzeli ryb. Pierolapithecus catalaunicus, małpa żyjąca 13 mln lat temu, jest ostatnim wspólnym przodkiem dużych małp człekokształtnych i ludzi. To tylko dwa głośne doniesienia prasowe z ostatniego miesiąca, które zdają się zaprzeczać biblijnym przekazom o stworzeniu człowieka....

Naukowcy stwierdzili, że przytarczyce - jedne z naszych gruczołów dokrewnych - powstały podczas ewolucji ze skrzeli ryb. Pierolapithecus catalaunicus, małpa żyjąca 13 mln lat temu, jest ostatnim wspólnym przodkiem dużych małp człekokształtnych i ludzi. To tylko dwa głośne doniesienia prasowe z ostatniego miesiąca, które zdają się zaprzeczać biblijnym przekazom o stworzeniu człowieka. W Piśmie Świętym czytamy, że Adam i Ewa żyli w raju. W prasie i telewizji słyszymy zaś o neardentalczykach, ludziach pierwotnych, których ewolucja kształtowała w trudach i niebezpieczeństwach. Czy zatem Biblia nie mówi prawdy? Jak wykazały niedawne badania Instytutu Gallupa, kilka milionów Amerykanów nie wierzy w teorię ewolucji, lecz w to, co zostało zapisane w Biblii. W naszym kraju nikt nie przeprowadzał podobnych badań, ale zdaniem socjologów wielu Polaków również ma takie wątpliwości. Podobny problem zaistniał, gdy pierwszy człowiek poleciał w kosmos i nie zobaczył tam aniołów, albo gdy odkryto, że Ziemia nie została, jak podaje Pismo Święte, stworzona w sześć dni, lecz proces jej kształtowania trwał ok. 4,5 miliarda lat. Jedni zaczęli oskarżać Kościół o obskurantyzm i zacofanie, inni zaprzeczać odkryciom naukowym. Czy rzeczywiście nauka stoi w sprzeczności z uznanymi prawdami wiary?



Francuski jezuita Eduardo Bone w książce "Bóg, niepotrzebna hipoteza" stwierdza, że wielu ludzi nadal nie wie, kto ma rację. Takich zagubionych można spotkać nawet w środowiskach uniwersyteckich. Gdy opuszczają świeckie uczelnie czy laboratoria i udają się na Mszę do kościoła, "przeskakują" gigantyczny próg myślowy. Żyją jakby w rozdwojeniu. Widzą problem, ale nie mają odwagi stawić mu czoła. Niektórych pytań wolą sobie nie zadawać. Zamieszkują dwa różne światy. Raz są ścisłymi naukowcami, raz potulnymi wiernymi, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo ich wiara jest coraz bardziej zagrożona, jałowa i wypłukana z treści.
Wiele ataków na wiarę chrześcijańską i w ogóle powątpiewania w autorytet Biblii ma swe źródło właśnie w rzekomej sprzeczności teorii ewolucji, z tym co naucza Kościół. Jest to o tyle zadziwiające, że jeszcze na długo przed ogłoszeniem przez Karola Darwina jego teorii, Ojcowie Kościoła tworzyli koncepcje do niej bardzo podobne. Święty Augustyn, między innymi w dziele "De Genesi ad litteram", mówił, iż Stwórca złożył w rzeczach rationes seminales, jakieś wewnętrzne siły, które pchają je ku rozwojowi. Ojciec Jacek Salij OP w książce "Pytania nieobojętne" ujął to tak: "Kształtowanie się galaktyk czy powstawanie drogą ewolucji gatunków roślin i zwierząt stanowi realizowanie tych możliwości, jakie materia otrzymuje od swojego Stwórcy. Przeciwstawiać prawdę o stworzeniu teoriom ewolucji, to tak samo jakby przeciwstawiać sobie prawdę, że jestem stworzeniem Bożym, prawdzie, że pochodzę od moich rodziców". Przeciwnicy teorii ewolucji długo zaprzeczali jej prawdziwości, gdyż nie było na nią dowodów w postaci choćby szczątków tzw. brakującego ogniwa, czyli formy pośredniej między małpami a ludźmi. - Obecnie odnaleziono już tyle szczątków naszych poprzedników, że mówi się już nie o jednym, a o wielu ogniwach pośredniczących między innymi naczelnymi a człowiekiem. Żyły one w różnych miejscach i czasie, miały rożny wygląd i pojemność czaszki, ale z czasem zaczęły coraz bardziej przypominać współczesnych ludzi - mówi dr Marcin Ryszkiewicz z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie.

Biblia to nie podręcznik



Nieporozumienia w sprawie ewolucji, a także innych niezgodności nauki z Biblią, wynikają z niezrozumienia roli Pisma Świętego. Biblia nie jest szczegółowym raportem z wydarzeń, jakie zaszły. W Biblii nie należy szukać żadnych twierdzeń i sądów dotyczących tematów naukowych, bo to nie jest podręcznik. Autorzy Pisma Świętego mówili w sposób zrozumiały dla sobie współczesnych, a ich zadaniem nie był opis świata, ale pomoc w zbawieniu duszy. Niemal od zarania chrześcijaństwa rozumiano, że Bóg stwarzając Wszechświat stworzył jednocześnie nasz krytyczny umysł, zdolny do rozwijania nauki, dlatego rozwijanie jej jest Bogu miłe. Ojcowie Kościoła mówili o tzw. dwóch księgach. Jedna to Biblia, a druga, to księga natury, czyli świat stworzony. Także przez niego Bóg przemawia do nas. Jeśli obie księgi mają tego samego autora, to nie może być między nimi sprzeczności. Chrześcijanin nie powinien się więc bać odkryć naukowych.

Sprawa Galileusza



Wbrew pozorom poglądy te były znane nawet w czasach słynnej sprawy Galileusza (1564-1642), fizyka, astronoma, filozofa. Dla przeciwników Kościoła niesłusznie jest ona do dziś przykładem panującego w nim wstecznictwa i zakłamania. Poglądy Galileusza wydały się Kościołowi niebezpieczne, bowiem kwestionowały przyjmowana wówczas interpretację Biblii. Został skazany na areszt domowy, nie mógł opuszczać swej posiadłości. Był też zobowiązany do milczenia na temat teorii Kopernika. Wtedy traktowano ją tylko jako nieudowodnioną hipotezę. Mikołaj Kopernik(1473-1543), kanonik warmiński, astronom i matematyk wykazał w sposób matematyczny, że Ziemia krąży wokół Słońca, a nie jak wówczas sądzono odwrotnie. Ostateczne dowody obserwacyjne potwierdzające słuszność kopernikańskiej teorii nauka zdobyła dopiero w XIX wieku (sic!). Wcześniej Kościół, nie mając stuprocentowej pewności, wolał jej nie rozpowszechniać, tym bardziej, że kłóciła się z tym, co można przeczytać w Biblii i co pozornie można zobaczyć obserwując Słońce na niebie. - Obserwując niebo przez skonstruowaną przez siebie lunetę Galileusz nabrał przekonania, że teoria Kopernika może opisywać realny świat. Potwierdzenia jej słuszności szukał w obserwacji przypływów i odpływów morza. Mylnie sądził, że powoduje je ruch Ziemi wokół Słońca. Dziś wiemy, że są one skutkiem działania pola grawitacyjnego Księżyca. Galileusz dowodził zaś, że przypływy i odpływy morza wywołuje ruszająca się Ziemia, podobnie jak w przesuwanej wannie porusza się wypełniająca ją woda. Twierdzenie, że Ziemie się porusza sprzeciwiała się uznawanym wówczas autorytetom. To całkiem tak jakby dzisiaj jakiś zwykły nauczyciel powiedział, że przeprowadził eksperyment w łazience i stwierdził, że Einstein nie miał racji. Kościół obawiał się, że jeżeli bez stuprocentowych dowodów omyłkowo zaprzeczy Biblii, straci autorytet. Dodatkowo Galileusz głosił swoje poglądy w czasach kontrreformacji, gdy waliła się jedność Kościoła. Powstające odłamy protestanckie, całą swą naukę opierały na Biblii. Kościół alergicznie bał się teorii niezgodnych z Pismem Świętym, by nie dostarczać przeciwnikom argumentów, że nie liczy się z jego treścią - mówi ks. dr Adam Adamski z Wydziału Teologicznego UAM w Poznaniu.

Wielowiekowe wspólne dzieje



- Do XVII wieku nauka i Kościół praktycznie stanowiły jedno. W ten sposób np. spór o teorię Kopernika był właściwie sporem wewnątrzkościelnym. W tamtym czasie niemal każdy mieszkaniec Europy gorliwie wierzył w Boga. Sytuacja zmieniła się dopiero ok. XIX wieku. Zwolennicy poglądu, że religia to opium dla ludu kreowali wizerunek Kościoła jako ostoję ciemnoty i zacofania, przemilczano jego zasługi na polu nauki. Wierze katolickiej przeciwstawiano materializm dialektyczny - mówi ks. dr Dariusz Kowalczyk SJ. W Polsce poglądy takie obowiązywały przez długie lata PRL-owskiej propagandy. Skończyło się to wraz z odejściem systemu komunistycznego, ale zarzuty wstecznictwa i zabobonu wobec Kościoła jeszcze wciąż krążą wśród osób Kościołowi niechętnych. Nikogo, kto choć trochę zna historię nie trzeba przekonywać, że Kościół i nauka w ciągu wielowiekowej koegzystencji często pisały jedną historię. Miały wspólne dzieje.
- Dziś praktycznie nie ma tarć na linii wiara-nauka. Nastąpił podział kompetencji. Wcześniejsze nieporozumienia wynikały z faktu, ze naukowcy myśleli, iż znajdą odpowiedź na każde pytanie, ludzie Kościoła zaś nie zachowywali granic refleksji teologicznej i wchodzili na teren działania nauki. Dzisiaj to przeszłość. Dodatkowo nauka coraz lepiej rozumie, że by nie zejść na manowce, bardzo potrzebuje pierwiastka duchowego. Francis Fukujama w książce "Koniec człowieka" pokazuje, jak osiągnięcia współczesnej nauki np. biotechnologia, neurofarmakologia czy sprawność w przedłużaniu ludzkiego życia sprawia, że zmienia się myślenie o człowieku, o jego naturze, poczęciu i śmierci. Nauka zaczyna szukać odpowiedzi na pytania, czy to, co tworzy jest zgodne z prawami człowieka, czy np. można przeprowadzać na ludziach eksperymenty lub ingerować w ludzką naturę? Bez wiary nauka staje się ślepa i nie wie, ku czemu zmierza - mówi ks. dr Dariusz Kowalczyk. Również wiara potrzebuje nauki. - Już święty Tomasz z Akwinu twierdził, że coraz głębsze poznawanie świata stworzonego przez Boga buduje w nas coraz większy podziw dla Stwórcy, zaś fałszywe wyobrażenia na temat świata łatwo prowadzą do błędów w naszym pojmowaniu Boga. Dlatego jako chrześcijanie jesteśmy bardzo zainteresowani tym, żeby nauka rozwijała się możliwie jak najwięcej - mówi ojciec Jacek Salij OP.

Uczeni w habitach

Po upadku Imperium Rzymskiego zniszczenia dokonane przez germańskich najeźdźców uniemożliwiły rozwijanie nauki czy prowadzenie jakichkolwiek badań. W tym okresie Kościół był jedyną ostoją wiedzy i postępu. Od V do VII wieku wszelka działalność kulturowa odbywała się w murach benedyktyńskich klasztorów. Zakonnicy spędzali czas na przepisywaniu prac dawnych mistrzów. Spuścizna kulturowa zawarta w ich bibliotekach z czasem przekształciła klasztory w ośrodki kulturalne i naukowe. To klasztory benedyktyńskie powołały do życia, w owych trudnych czasach, pierwsze szpitale. Kościół był pionierem zaznajamiania Zachodu z nauką arabską. Benedyktyni upowszechnili w europie cyfry arabskie. W niedocenianym średniowieczu korzenie swe mają uniwersytety. Pierwsze z nich powstały w wyniku ewolucji szkół monastycznych i episkopalnych w Bolonii, Paryżu i Oksfordzie. Niezwykle ważną rolę w rozkwicie uniwersytetów odegrały nowe zakony religijne powstałe na początku XIII wieku. Dominikanie i franciszkanie założyli uniwersytety m.in. na Santo Domingo, w Limie, Meksyku, Santiago de Chile, Hawanie. Obecnie na pięciu kontynentach działa ok. 200 uniwersytetów założonych przez Kościół katolicki. Praktycznie cała nowożytna nauka ze swym imponującym dorobkiem tkwi korzeniami w średniowieczu. Astronomia Kopernika miała długą listę wielkich poprzedników, których spuścizna inspirowała polskiego kanonika. Jednym z nich jest Mikołaj z Kuzy (kardynał 1401-1464) który utrzymywał, że Ziemia nie jest środkiem wszechświata, jest mniejsza od Słońca i większa od Księżyca. Jego matematyczne metody obliczania, pomiarów i myślenia, które wprowadził do nauk przyrodniczych były zwiastunem nadejścia ery protestanckiego fizyka i astronoma Jana Keplera, który potem często cytował go w swoich pracach. Z jego odkryć korzystał również Leonardo da Vinci.
Trudna do przecenienia jest rola Kościoła w epoce wielkich odkryć geograficznych. Członkowie zakonów religijnych często jako pierwsi zapuszczali się w głąb nowych ziem jeszcze przed żołnierzami, cywilami; stąd też wielu z nich znalazło się w gronie największych odkrywców, badaczy, założycieli osad i kartografów. To franciszkanie zakładali osiedla misyjne, które stały się zalążkiem potężnych aglomeracji miejskich jak San Francisco czy Los Angeles. Jezuici stworzyli pierwsze mapy odkrytych lądów. Penetrowali dorzecze Orinoco, odkryli Amazonkę, jako pierwsi przemierzyli Patagonię i dotarli lądem do Cieśniny Magellana. Założyli miasto Sao Paulo, Rio de Janerio. Jezuici rozpowszechnili w Chinach naukę nowożytną, zajmowali się też m.in. badaniem trzęsień ziemi, przywieźli do Chin pierwszy teleskop, założyli laboratorium farmaceutyczne, prowadzili obserwacje meteorologiczne.
To z inicjatywy Kościoła powstawały pierwsze obserwatoria astronomiczne w Europie, w obu Amerykach, Afryce i w Azji. Papież Grzegorz XIII powołał jedno z najstarszych w Europie Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne. Wcześniej Ignacy Leyola otworzył w Wiecznym Mieście słynne Collegio Romano wyposażone krótko potem w obserwatorium astronomiczne. To tu francuski jezuita Francisco de Vico (1805-1848) wsławił się z odkrycia licznych komet, obserwacji Wenus, satelitów Saturna i mgławicy Oriona. Inny jezuita Angelo Secchi prowadził studia z heliofizyki i analizy widmowej gwiazd. Opracował pierwszy katalog widm gwiazd. Od 1935 do 1985 w papieskich obserwatoriach prowadzono prace nad mapą nieba, badania nad strukturą drogi mlecznej, galaktykami i ich zgrupowaniami. W 1983 r. powstało Vatican Observatory Fundation i obserwatorium watykańskie na górze Monte Graham. Mieści się ono na wysokości ponad 3000 m n.p.m. w odległości ok. 160 km od Tucson w Arizonie i obecnie współpracuje z obserwatorium Stewarda z uniwersytetu Arizony w Tucson. Obecnie jezuiccy astronomowie z obserwatorium watykańskiego zajmują się klasyfikacją widma gwiazd, atmosferą pyłową otaczającą nowe gwiazdy, dynamiką narodzin systemów planetarnych, studiami nad modelami kosmologicznymi.
Na podstawie: Jose Maria Riaza Morales SJ "Kościół i nauka"


Jan Paweł II encyklika Fides et Ratio

"Wiara i Rozum (Fides et ratio) SA jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek - poznając Go i miłując - mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie".


Sobór Watykański II " Gaudium et spes 36"

"we wszystkich dyscyplinach wiedzy badanie metodyczne, jeśli tylko przebiega w sposób prawdziwie naukowy (…) nigdy w istocie nie będzie sprzeczne z wiarą, ponieważ sprawy świata i sprawy wiary pochodzą od tego samego Boga".

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki