Było mi dane

Bo w ogniu doświadcza się złoto,

a ludzi miłych Bogu - w piecu utrapienia



Księga Syracha



Zapewne w ostatnich dniach, kiedy z Watykanu docierały coraz to bardziej niepokojące i zasmucające wieści o pogarszającym się stanie zdrowia Ojca Świętego, wiele osób przypominało sobie swoje bezpośrednie z Nim spotkania.



Mnie samej nie było dane stanąć twarzą w twarz i zobaczyć...
Czyta się kilka minut

Bo w ogniu doświadcza się złoto,

a ludzi miłych Bogu - w piecu utrapienia

Księga Syracha

Zapewne w ostatnich dniach, kiedy z Watykanu docierały coraz to bardziej niepokojące i zasmucające wieści o pogarszającym się stanie zdrowia Ojca Świętego, wiele osób przypominało sobie swoje bezpośrednie z Nim spotkania.

Mnie samej nie było dane stanąć twarzą w twarz i zobaczyć z bliska Jana Pawła II. Nawet podczas wizyt Ojca Świętego w Polsce nie miałam tego szczęścia, by papamobile przejeżdżał obok sektora, w którym byłam. Nigdy nie udało mi się dotrzeć do pierwszego sektora, choć z racji zdrowia może mogłam o to "powalczyć". Czasami moje serce przeszywał żal do ludzi, którzy wielokrotnie zajmowali pierwsze miejsca podczas spotkań i wiele razy byli na audiencji u Papieża, zmniejszając niejako szanse innych na taką bliskość chociaż raz w życiu. A jednak odrzucam ten żal i przede wszystkim dziękuję Bogu za to, że było mi dane żyć w niezwykłych czasach, gdy przez 26 lat Namiestnikiem Chrystusa był Polak, człowiek i kapłan bezgranicznie Jemu oddany, świadek mądrości i mocy Krzyża, który z Chrystusowym przesłaniem wiary, nadziei i miłości miłosiernej docierał do najdalszych zakątków świata i... ludzkich serc.

Choć realnie nie przeżyłam takiego spotkania z Ojcem Świętym, jednak oczyma duszy, oczyma wiary wiele razy "widziałam" ten moment: przyklękam przed Nim, całuję dłoń, a potem przytulam do niej swój mokry od łez policzek. Ojciec Święty w geście błogosławieństwa kładzie swoją pełną dobroci rękę na mojej głowie... Chciałabym, by ta chwila - spotkanie z Jego błogosławiącym ciepłem - trwała jak najdłużej, ale przecież za mną długa kolejka innych ludzi spragnionych miłości, której świat dać nie może. Podnoszę się zatem siłą woli i zamiast wypowiadać słowa wdzięczności, miłości - wzruszenie odbiera mi mowę - patrzę prosto w pogodne oczy Jana Pawła II, a On przytula mnie do serca, nadal trzymając rękę na mojej głowie... Wierzę, że to moje głębokie pragnienie spełniło się w wymiarze duchowym. W głębi serca czuję się jedną z tych osób, na których spoczęła błogosławiąca ręka Jana Pawła II...

Mogłabym przez resztę życia wyrzucać sobie, że nie uczyniłam wszystkiego, co było w mojej mocy, by przeżyć realnie takie spotkanie, a jednak nie zamierzam tego czynić. Zamiast audiencyjnego zdjęcia z Ojcem Świętym cieszę oczy fotografią Papieża tulącego w ramionach dzieciątko, które całuje w czoło. Ileż dzieci brał na ręce i jak one ufnie tuliły się do Niego! Z relacji z wizyt papieskich najbardziej zapamiętałam właśnie takie wzruszające kadry - Ojciec Święty całuje główki witających Go dzieci, kładzie ręce na głowach chorych, staruszków, podaje ręce wszystkim, którym uda się być w Jego pobliżu...

Z przebogatej spuścizny Papieża w moją świadomość wrosły już na stałe i powracają w różnych momentach życia dwie myśli. Żyję życiem podarowanym, poznałam smak cierpienia, bezradności, niemocy ciała i zależności od pomocy innych, ból ludzkiej samotności i lęku przed śmiercią. Wiem, że byłoby mi trudniej przejść przez te niełatwe etapy, gdybym wcześniej nie słyszała przywoływanego tyle razy - za Chrystusem - wezwań Ojca Świętego: "Nie lękajcie się!", "Nie bójcie się! Siła Ducha Świętego jest z wami!". Nie lękajcie się prawdy, która uczyni was ludźmi wolnymi, nie lękajcie się kochać i przebaczać, bo miłość nada sens waszemu życiu, nie lękajcie się drogi cierpienia, bo szedł nią sam Chrystus, a na naszych oczach kroczył nią Jan Paweł II; nie lękajcie się starości i śmierci, bo śmierć na krzyżu otworzyła bramę Zmartwychwstania. Nie lękajcie się śmierci Papieża, który całe swoje życie powierzył Bogu i Matce Chrystusa, i jak Chrystus "umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował", ofiarując swoje cierpienia w intencji wszystkich ludzi i całego świata, a więc także w mojej intencji. Nie wolno mi o tym zapomnieć. Jestem dłużniczką Ojca Świętego Jana Pawła II, który jak nikt inny, upominał się o godne życie dla wszystkich ludzi, a zwłaszcza dla najbardziej doświadczonych, zagrożonych - nienarodzonych, chorych, samotnych, starych, przestrzegając ludzkość przed grzechem samobójczej drogi aborcji i eutanazji.

Druga myśl, która do dziś mobilizuje mnie do ożywienia nadziei w sercu, kiedy rodzi się pokusa zniechęcenia, towarzyszy mi od 1987 roku: "Boże, pomóż nam, stworzonym, a nie zrodzonym, którym tak trudno pojąć, że świat jest ogromną propozycją miłości, niedocenioną, niepoznaną czy zaprzeczoną; pomóż nam przeżywać tę cudowną sprzeczność, która polega na tym, że się jest o tyle, o ile pomaga się istnieć drugiemu, a tą sprzecznością jest miłość". Bowiem, jak przekonuje Papież, "człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się miłość, jeśli nie spotka się z miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa". Każdy ma swoją ścieżkę do Pana Boga i każdy sam musi odkryć i otworzyć się na Jego miłość - miłość ukrzyżowaną, zrośniętą z cierpieniem. Nie wiem, ile jeszcze cierpienia przede mną, ale wierzę, że świadectwo życia i śmierci świętego Papieża Jana Pawła II pomoże mi nie zmarnować czasu, który będzie mi jeszcze dany i lepiej przygotować się na najważniejsze spotkanie w moim życiu - z Chrystusem Zmartwychwstałym. Póki co, modlę się, bym umiała w wymiarze osiągalnym dla mnie, odpowiedzieć na wezwanie Ojca Świętego, wielkiego orędownika dialogu, do budowania pokoju i pojednania w rodzinach, wśród chrześcijan i między wyznawcami różnych religii. "Żegnając Przyjaciela, nie płacz - jego nieobecność pozwoli ci dostrzec, co kochałeś w nim najbardziej" - pocieszam się słowami "Proroka" Gibrana...

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 0/2005