W jaki sposób znalazł się Ksiądz na Białorusi?
- Pracuję tutaj od dziesięciu lat. Tak się złożyło, że jeszcze jako klerycy jeździliśmy z pomocą na Białoruś. Po święceniach przyjechałem tutaj na urlop i już zostałem. Dawniej mówiło się w seminariach: uczcie się rosyjskiego, kto wie,...
W jaki sposób znalazł się Ksiądz na Białorusi?
- Pracuję tutaj od dziesięciu lat. Tak się złożyło, że jeszcze jako klerycy jeździliśmy z pomocą na Białoruś. Po święceniach przyjechałem tutaj na urlop i już zostałem. Dawniej mówiło się w seminariach: uczcie się rosyjskiego, kto wie, czy nie będzie wam kiedyś potrzebny...
Jak wygląda katolicyzm na Białorusi?
- Według różnych statystyk, na całej Białorusi jest od 8 do 27 procent katolików, przy czym te 8 procent to liczba praktykujących, reszta ma katolickie korzenie, ale poczuwa się bardziej do łączności kulturowej.
Istnieje pewnie stereotyp, że katolicy na Białorusi to Polacy. Tak się składało w historii, że element polski był bardzo silny w Kościele katolickim na Białorusi. Tyle że katolicyzm jest również bardzo obecny w kulturze białoruskiej. Posiadamy wiejskie parafie, gdzie jezuici jeszcze w XIX wieku szczególnie rozwinęli białoruskie duszpasterstwo ludowe.
Gdzie Ksiądz w tej chwili przebywa?
- Pracuję na wschodniej Białorusi, na terenach dawnego pierwszego rozbioru, w województwie mścisławskim. To jest teren całej mojej parafii. W samym Mścisławiu na 13 tysięcy mieszkańców jest około 700 katolików, ale w kościele od święta jest do 100 osób, z czego połowa to katolicy, a połowa nowi ludzie. Jest jeszcze trzecia część, którą roboczo nazywam sympatykami. Są to ludzie bardziej otwarci na kulturalną i społeczną działalność Kościoła, ale niewierzący.
Moja parafia ma wielkość 4 tysięcy kilometrów kwadratowych, czyli mniej więcej tyle, ile średnia diecezja w Polsce. Sąsiedni ksiądz jest 100 kilometrów dalej. Na terenie mojej parafii leży słynne Lenino, tak więc mogę o sobie powiedzieć, że jestem spod Lenino.
Jak zatem radzi sobie Ksiądz na tak trudnym terenie?
- Mój barokowy kościół, choć piękny, jest bardzo zdemolowany. Na Białorusi problemem nie jest budowa kościołów, ale ich odbudowa. Problem stanowią także pieniądze na paliwo. W każdą niedzielę jeżdżę samochodem po terenie parafii od 300 do 700 kilometrów, natomiast na Boże Narodzenie w ciągu tygodnia aż 2000 kilometrów. A jestem jedynym księdzem w swojej parafii... Miesięcznie jeżdżę więc około 10 tysięcy kilometrów.
Uderzające jest to, że na ogromnym terenie całej mojej parafii nie tylko nie ma innych kościołów, ale nie ma też żadnych innych organizacji kulturalnych i charytatywnych. Jeden ksiądz i dwie siostry zakonne muszą wystarczyć za wszystko.
W jakiej mierze może Ksiądz liczyć na ofiarność wiernych?
- Oni się starają, ale mogą wyłącznie rekompensować inflację. Za cały sierpień miałem składkę w wysokości 8 złotych, a w dobrym miesiącu, na przykład w listopadzie - 40 złotych. Ceny są już takie jak w Polsce. Tylko opłaty komunalne są jeszcze nieco mniejsze, ale też rosną. Na przykład opłata za mieszkanie wynosi 200 złotych. Dla Białorusina jest to bardzo duża kwota. Tak naprawdę utrzymuję kościół, jeżdżąc po parafiach w Polsce.
Czy doświadcza Ksiądz jakichś problemów ze strony władz?
- Nie, na Białorusi te problemy już się ustabilizowały. Kilka lat temu zalegalizowano wszystkich księży, a ostatnio również siostry zakonne. Kiedy wprowadzono wizy, sprawy się uprościły.
Czy Białorusini są przyjaźni wobec działalności księży?
- Ogólnie mentalność narodu białoruskiego jest taka, że ludzie są bardzo otwarci, nie ma wśród nich wrogości. Miałem bardzo dobre przykłady współpracy z prawosławnymi, o ile oczywiście nikt z zewnątrz nie rozbudzał animozji.
Cerkiew moskiewska uznaje Białoruś za swoje terytorium kanoniczne...
- Tak, ale spotkałem się także z pojęciem, że Białoruś zaliczana jest do terenów o naturalnym zasięgu katolicyzmu. Na wschodniej Białorusi obecność katolików datuje się od mniej więcej XIV wieku.
Jakie są najważniejsze problemy społeczne odziedziczone po komunizmie?
- Nie jest tajemnicą skala alkoholizmu - oficjalne dane na Białorusi mówią o 9,1 litra czystego spirytusu na osobę, co przekracza stan sprzed pierestrojki. Nieoficjalnie trzeba byłoby dodać drugie tyle, dlatego że ludzie powszechnie pędzą samogon. Do tego dochodzi rozprzężenie moralne i degeneracja instytucji małżeństwa. W dużych miastach na Białorusi rocznie na 100 ślubów przypada 140 rozwodów.
A co z dziećmi?
- W Mścisławiu na 13 tysięcy mieszkańców są trzy domy dziecka, w których jest łącznie ponad 500 dzieci. W jednym z tych domów, w kompleksie pojezuickim, przebywa 200 dzieci z różnym stopniem upośledzenia słuchu. Tam od 1908 roku nie było remontu kapitalnego.
Nikt nawet nie marzy o aparatach słuchowych. Nam udało się załatwić aparat dla jednej dziewczynki, dzięki czemu może się teraz dalej uczyć. Dzieci chodzą w zimie w gumiakach, bo nie mają zimowych butów, a dyrektora na nie nie stać.
Władza na Białorusi mówi czasem: u nas nie ma biedy, bo nikt goły nie lata i nikt jeszcze z głodu nie umiera. Rzeczywiście, głodu nie ma i jakoś ten dom dziecka funkcjonuje. Jest własna działka, świnie. Nikt nie umiera z głodu, ale dyrektor nie wie, czy za tydzień będzie miał czym karmić dzieci.
Jaki jest stosunek do prywatnej własności?
- Z definicji kultury sowieckiej nie jest ona szanowana i to wciąż tkwi w mentalności; z drugiej strony, ludzie oczywiście rozróżniają własność prywatną od państwowej, tyle że wynieść coś z fabryki nie jest grzechem...
Na pewno jest wielki strach przed prywatyzacją - dotąd nie ma prywatnej własności ziemi na Białorusi; istnieje możliwość jej kupna, ale nie ma tego zasadniczego pojęcia własności. Z tego powodu nie ma też inwestycji. Do teraz każdy uprawia swoją działkę 6-7. arową, przy czym na wschodniej Białorusi jest to zasadnicza możliwość utrzymania się.
Mentalność powszechna jest taka: jeżeli do czegoś można doprowadzić, to tylko systemem nakazowo-rozdzielczym i ludzie tego oczekują. Lepiej, jeśli ktoś za nich myśli. Wiadomo, że może być gorzej, ale nie wiadomo, czy może być lepiej. Tego nikt nie sprawdził, więc po co to sprawdzać?
Jacy więc są współcześni Białorusini?
- Przywołam dowcip genialnie oddający białoruską mentalność: gdy Niemiec siada na gwoździu, to szybko się zrywa, wyciąga gwóźdź i go chowa, bo może się przydać, Włoch skacze i krzyczy "mamma mia", a Białorusin siedzi, wierci się godzinę, dwie, trzy i myśli: "a może tak trzeba?".
W mentalności białoruskiej obok wielkiej otwartości jest pewien fatalizm, który polega na pamiętaniu, że ciągle się wszystko zmieniało i wtedy było gorzej. Można zatem wszystko przetrwać, siedząc spokojnie.
Pewien artysta rzeźbiarz powiedział, że Białorusin jest jak drzewo na wichrowym wzgórzu, skąd wiatr zawieje, w tamtą stronę się wychyla, ale zaraz wraca do poprzedniej pozycji.
Zmiany w Polsce z perspektywy Białorusinów?
- Ci, którzy tutaj przyjadą, widzą kolosalną różnicę, ale to jest mniejszość, natomiast większość cały czas nie może sobie wyobrazić, że może być inaczej. A jeżeli inaczej, to musi być gorzej.
Dużo mówią też nagłówki z prasy białoruskiej z czasów, kiedy w Polsce były blokady Samoobrony, tj.: "w Polsce sytuacja obiektywnie dojrzała do rewolucji, chłopi idą na Warszawę, policja ich brutalnie bije, bo zapomnieli o wiekopomnej nauce Marksa, że tylko w sojuszu z robotnikami mogą zwyciężyć...".
Inny świat?
- Są takie szczeble: najpierw nasza granica z Białorusią, potem granica przedwojennej Polski, którą do dzisiaj widać w krajobrazie i mentalności. Zachodnia Białoruś jest trochę bardziej zadbana, ludzie bardziej pracowici, a na wschodzie - tam gdzie ja jestem - są już tylko kołchozy. A potem jest rosyjska granica...
Czy ludzie mają pracę?
- W socjalizmie rynkowym - taka jest mniej więcej oficjalna nazwa ustroju białoruskiego - nie ma bezrobocia. Oficjalnie jest tylko kilka procent, ale w praktyce kilkadziesiąt.
Zakłady formalnie pracują, nie ma upadłości, bo dopiero teraz wchodzi ustawa o bankructwie. Tyle że nie ma produkcji, więc np. dwie trzecie załogi posyła się na półroczny urlop bezpłatny i niech sobie robią, co chcą. No i ludzie sobie radzą - jeżdżą na handel, budowlańcy znajdują pracę w Rosji, a reszta na swojej działeczce. Każdy więc z czegoś żyje. Przynajmniej ZUS płacą i wypracowują staż pracy. Jest takie powiedzenie, że zarabia się po pracy.
A prywatni przedsiębiorcy?
- To jest źle widziane. Dyrektor pewnego przedsiębiorstwa państwowego zapytał kiedyś główną księgową, ile wyniosłyby podatki, gdyby je uczciwie płacić. Jak policzyła, wyszło jej 102 procent obrotu...
Czy lata przymusowej ateizacji Białorusi wydały swój zatruty owoc?
- W 1937 roku zamknięto ostatnie cztery parafie na sowieckiej Białorusi, do których należał i Mścisław. Całe pokolenia zostały wychowane w kulturze sowieckiej. Zresztą, na co dzień po białorusku mówi 2-3 procent narodu.
Z drugiej strony, władza ma praktyczne podejście do religii: ktoś musi dbać o zabytki, ktoś musi zajmować się dobroczynnością, dzieci powinny być grzeczne, dobrze wychowane, a i starszych się zadowoli. Te cele istnienia religii są uznawane przez władze.
Natomiast pojawia się bardzo skomplikowany problem pojęcia destruktywnych sekt, który bardzo często przenoszony jest na Kościół. Na przykład w 1996 roku miałem przypadki, gdy dzieci szkolne nie mogły być ochrzczone, bo w pewnej miejscowości wywołano psychozę - jedna z nauczycielek powiedziała, że albo chrzest, albo szkoła. Bardzo często religia jest stawiana w opozycji do patriotyzmu, tego sowieckiego pojęcia patriotyzmu.
W świadomości ludzi właściwe rozumienie pojęcia religii stopniowo się upowszechnia i staje się z wolna czymś naturalnym. Te procesy muszą jednak potrwać dziesiątki lat.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













