Błogosławieni jesteście...

Przysłowie mówi wprawdzie, że pieniądze szczęścia nie dają, jednak samo szczęście kojarzy się nam zawsze z posiadaniem czegoś. Gdy myślimy o szczęściu, zakładamy, że człowiek szczęśliwy "coś ma", czy to w znaczeniu materialnym, czy jeszcze bardziej w sensie duchowym.



Cała paleta programów telewizyjnych, radiowych czy gazetowych konkursów chce nas przekonać, że włączenie...
Czyta się kilka minut
Przysłowie mówi wprawdzie, że pieniądze szczęścia nie dają, jednak samo szczęście kojarzy się nam zawsze z posiadaniem czegoś. Gdy myślimy o szczęściu, zakładamy, że człowiek szczęśliwy "coś ma", czy to w znaczeniu materialnym, czy jeszcze bardziej w sensie duchowym.

Cała paleta programów telewizyjnych, radiowych czy gazetowych konkursów chce nas przekonać, że włączenie się do wspólnej zabawy może zmienić nasze życie, odmienić nasz los, dać nam coś, na co sami nie moglibyśmy sobie pozwolić. Za wszystkimi hasłami, które towarzyszą przeróżnym quizom, konkursom czy, jak się zwykło ostatnio mówić, zmaganiom konkurentów, pobrzmiewa jedno: "będziesz miał więcej, będzie ci lepiej, będziesz szczęśliwszy...".

Ewangelia błogosławieństw, która wpisuje się w liturgię kolejnej niedzieli, zupełnie zmienia obraz szczęścia. Można powiedzieć, że odwraca o sto osiemdziesiąt stopni nasze myślenie o szczęściu. Tutaj błogosławieni (szczęśliwi) są ubodzy, głodni, płaczący, pogardzani i znienawidzeni z powodu wiary w Chrystusa. A więc ci, którym w sensie duchowym lub materialnym czegoś brakuje; ci, którzy "czegoś nie mają".

Skąd bierze się szczęście wszystkich, którym czegoś w życiu brakuje? Jest to szczęście, które rodzi się z głębokiej nadziei. Ich szczęściem jest sam Bóg, nadzieja nagrody w niebie. Żyjąc w świecie, w którym preferuje się szybki zysk, inwestycje, które mają przynosić natychmiastowe efekty, chyba coraz trudniej przychodzi nam wyobrazić sobie, co znaczy szczęście w niebie. Szczęście dalekie, którego nie da się sprawdzić ani w żadnym arkuszu kalkulacyjnym, ani za pomocą komputerowej symulacji...

Trzeba jednak pamiętać, że nie da się w pełni i głęboko przeżywać wiary w codziennym życiu, pośród najrozmaitszych spraw, które pochłaniają nas każdego dnia, jeśli kalkulacji, symulacji i wszelkich innych przewidywań nie zamieni się na szczere i proste zawierzenie. Błogosławieństwo płynące z nadziei.

Nie wolno nam oczywiście rezygnować z własnej pracy, osobistego wysiłku i zaangażowania, a czasami nawet chłodnych kalkulacji, ale trzeba zostawić także trochę miejsca dla Pana Boga. Licząc na własne siły i zdolności, trzeba liczyć także na Niego.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 7/2004