Logo Przewdonik Katolicki

Proszę o... czas!

o. Stanisław Tomoń
Fot.

I już nowy rok... kościelny. W liturgii czas Adwentu. Zabłysła znów wystrojona liliją i kokardą roratka. Rozkwita i czerwieni się róża adwentowa. Jeszcze dzieci migną lampionami w mroku. Dumne świece w wieńcu adwentowym kolejno zwiastują, że za cztery, trzy, dwa, jeden tydzień będzie... Boże Narodzenie! Zatem czekamy. Bo też trwa nadal adwent kilku miliardów ludzi aktualnie żyjących...

I już nowy rok... kościelny. W liturgii czas Adwentu. Zabłysła znów wystrojona liliją i kokardą roratka. Rozkwita i czerwieni się róża adwentowa. Jeszcze dzieci migną lampionami w mroku. Dumne świece w wieńcu adwentowym kolejno zwiastują, że za cztery, trzy, dwa, jeden tydzień będzie... Boże Narodzenie!
Zatem czekamy. Bo też trwa nadal adwent kilku miliardów ludzi aktualnie żyjących na kuli ziemskiej. Oni wciąż jeszcze nie usłyszeli i nie poznali "atrakcyjnej i ciekawej" prawdy o jedynym Zbawicielu ludzkości, ponoć już kiedyś oczekiwanym Mesjaszu - Jezusie Chrystusie.
Trwa Adwent Kościoła. I nie jest to tylko i wyłącznie czas sprzątania "na mokro" kościoła przed samymi świętami. Nie jest to też tylko czas czekania na - jakby skądś już znane - kazanie proboszcza na nocnej Pasterce. Nie jest to nawet czas głodnego wyczekiwania na karpia, co to niedługo mrugnie do nas oczkiem z półmiska na suto i "po staropolsku" (to nic, że i "pod kreskę") zastawionym stole. Nie jest to też zapewne tylko czas czekania na powieszenie ozdóbek na pachnącej choince. Więc kogo i czego jest ten czas?
Czy jest to czas wypominania Kościołowi przez możnych i potężnych herodów owego "niebezpiecznego" faktu sprzed dwu tysięcy lat? Faktu narodzin dziecka, które okazało się być... Synem Bożym! Faktu, od którego liczona jest nasza era, a stulecia oznaczane są w kalendarzu jako "przed" i "po" narodzeniu tegoż Chrystusa. A może jest to raczej handlowy sposób na biznes, czas zbiorowego pędzenia nas do kas i kolejek konsumpcji. A może ma być to znów tylko godny ubolewania czas, kiedy mróz ścina pozory nadziei na godne życie, śnieg zawiewa ślady wiodące do drzwi własnego domu i świątyni, a wyśpiewywane prawdy kolęd skutecznie fałszuje oszustwo i mistyfikacja reklam.
A może jest to po prostu szansa na... czas dla nas. Czas doświadczania, tu i teraz, swoistego doczekania się z jakąś wiarą, niczym w długiej kolejce do konfesjonału, na Tego, który jednak... przychodzi. Czas spotkania z Nim, który mimo wszystko wciąż nas kocha. Który nie rezygnuje z nas mimo różnych naszych kłamstw. Który mówi do nas słowem Miłości - i to tak, że aż chce się choć przez ten jeden wieczór wigilijny pobyć... "ludzkim człowiekiem"! Który przywraca sens tej nędznej szarzyźnie, że aż warto spodziewać się dalej... Jego pięknego znów kiedyś przyjścia! Może to jest właśnie Jego dar czasu dla nas. Czas podarowany nam, niczym nasz pieniążek za świeczkę Caritasu. Czas szczęśliwie dany nam na odwiedzenie grobów naszych Najbliższych w tym szczególnym dniu, kiedy przy domowym stole zostanie więcej niż tylko jedno wolne miejsce dla niespodzianego gościa.
Bo wreszcie Adwent - mniej czy bardziej jasno wytłumaczony - to właśnie... nasze osobiste oczekiwanie, spodziewanie się, tęsknienie, pragnienie i wyglądanie Jego samego. Więc nie zwlekaj i przyjdź, Panie Jezu!

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki