Logo Przewdonik Katolicki

Jesień tajfunów

Joanna Pawłat
Fot.

Wiele uwagi w mediach poświęca się trzęsieniom ziemi, jakie ostatnio nawiedziły Kraj Kwitnącej wiśni. Faktycznie straty są ogromne. Nie zdołają chyba przebić jednak tych, które wyrządziła Tokage - Jaszczurka - ogromny tajfun, który przeszedł nad Japonią pod koniec ubiegłego miesiąca. Japończycy do tajfunów są przyzwyczajeni. Każdego sezonu nadają im kolejne numery. Jaszczurka...

Wiele uwagi w mediach poświęca się trzęsieniom ziemi, jakie ostatnio nawiedziły Kraj Kwitnącej wiśni. Faktycznie straty są ogromne. Nie zdołają chyba przebić jednak tych, które wyrządziła Tokage - Jaszczurka - ogromny tajfun, który przeszedł nad Japonią pod koniec ubiegłego miesiąca. Japończycy do tajfunów są przyzwyczajeni. Każdego sezonu nadają im kolejne numery. Jaszczurka była 23. z kolei. Tym razem tajfun pochłonął 67 ofiar śmiertelnych, wiele osób jest wciąż uważanych za zaginione - jest to najtragiczniejszy wynik od 1978 roku.


Nad Wyspami Kwitnącej Wiśni zwykle tajfuny zbierają się latem: od czerwca od września istnieje wielkie prawdopodobieństwo, iż gromadzące się na Pacyfiku i podążające na północ masy powietrza znajdą na swej drodze właśnie Japonię. Tak tragicznego żniwa po październikowym tajfunie nr 23 nikt się nie spodziewał. Teoretycznie w tym okresie tajfuny omijają Nippon, kierując się bądź na zachód w stronę Oceanu Spokojnego, bądź też na kontynent azjatycki.

Warunki stawia przyroda

Najbardziej chyba nieszczęśliwie usytuowaną wyspą pod względem częstotliwości występowania tajfunów jest wysunięta na południe Okinawa i oddalone od niej wysepki Miyakojima, Iriomote i Ishigaki. Ich mieszkańcy jednak od wieków przygotowują się na tę ewentualność, budując solidne, betonowe budynki o płaskich dachach. Architektura pozostałych wysp jest nieco odmienna - dominuje lekkie budownictwo na bazie konstrukcji drewnianych (na wypadek trzęsień ziemi). Nadejście tajfunu, przewidywany kurs i prędkość wiatru są podawane do wiadomości publicznej we wszystkich mediach z co najmniej dwu-trzydniowym wyprzedzeniem. Jednak nigdy do końca nie wiadomo, co może się zdarzyć. W dzień nadejścia tajfunu nieczynne są szkoły i część sektora publicznego, ulice wyludniają się i miasto zamiera. - Ja nawet trochę się cieszę na przyjście tajfunu - żartuje Akiko Shindo, piękna pilotka wycieczek z Okinawy. - Mam bardzo mało dni wolnych od pracy, w czasie tajfunu mogę choć trochę poleniuchować w domu.
W tym czasie odwoływane są także loty samolotów, rejsy i pociągi. Japończycy podchodzą do takich utrudnień ze stoickim spokojem. Wyobraźmy sobie podobną sytuację w Polsce - gdy nagle stają dalekobieżne, szybkie shinkanseny i pracownicy, nie będąc w stanie wrócić z delegacji do domów, zmuszeni są noc spędzić w tłoku na peronie - gdyż nigdy nie wiadomo, kiedy taki pociąg znów ruszy - w obcym mieście. Owszem, ludzie są zmęczeni, ale nie gorączkują się i w miarę możliwości delektują się obento, czyli przekąskami serwowanymi w zgrabnej paczce przez zarząd kolei. - Mój powrót z konferencji zamiast czterech godzin trwał trzynaście. Przeczytałem mnóstwo gazet i zjadłem największą ilość ekiben, odkąd sięgam pamięcią - opowiada z uśmiechem profesor Tsuginori Inaba.
Jaszczurka jednak nawet najzatwardzialszych stoików mogła wytrącić z równowagi: z ogromną siłą uderzyła na archipelag, przetoczyła się przez omalże cały kraj, nie zostawiając powierzchni, na której nie odnotowano by strat. Do przyczyn takiego stanu rzeczy fachowcy zaliczyli między innymi fakt, iż tajfunowi towarzyszyły ulewne deszcze rzędu 400-500 mm na metr kwadratowy i porywisty wiatr. Według naukowców z NASA, Tokage osiągnęła gigantyczną prędkość od 370 do 500 kilometrów na godzinę. Sytuację pogorszył fakt, iż Tokage posuwała się niezwykle wolno na północ.

Krajobraz po burzy


Od miesiąca trwa w Japonii żałoba i szacowanie strat. Kaprysy aury i trzęsienia ziemi dotkliwie odczuli rolnicy i rybacy, a w konsekwencji konsumenci. Ceny płodów rolnych podniosły się w niektórych rejonach ponad trzykrotnie. Wiele domów zostało uszkodzonych - zerwane dachy, zniszczone ściany, okna i trakcje elektryczne. W prefekturze Kyoto, Hyogo i Shikoku całe miasta znalazły się pod wodą (w samym Hiogo około czterech tysięcy domów). - Schroniliśmy się z rodziną na poddaszu domu i czekaliśmy, aż wiatr ucichnie. Wiedzieliśmy, że pomoc przyjdzie dopiero wtedy - mówi Teruo Ito. Dzielnice portowe Tokio zostały zalane przez fontanny wody wypływające pod ciśnieniem z kanalizacji deszczowej. Pod wpływem ulewnych deszczy doszło do osunięć brzegów rzek, co spowodowało w konsekwencji zniszczenie nawierzchni dróg. Zerwane zostały mniejsze mosty. Do tragedii doprowadziły osunięcia gór w prefekturze Okayama i Kyoto - masy błota pogrzebały domy stojące u podnóża, dotychczas wydobyto pięć ciał...
W porcie Toyama, mimo dwóch kotwic, ogromne fale zniosły żaglowiec Kaiomaru, ze 167 osobami na pokładzie, na falochron. Utrudniona przez warunki pogodowe akcja ratunkowa zakończyła się pełnym sukcesem. Zdołano wydobyć wszystkich pasażerów - pięciu z nich jest rannych. Ocaleni mówią: - Na okręcie wszystkie sprzęty dosłownie fruwały, myśleliśmy, że to już koniec. Ogromne, prawie osiemnastometrowe fale, wysokości sześciokondygnacyjnego budynku rozniosły w pył dziesięciometrowy falochron i wdarły się w głąb lądu, zalewając domy na wyspie Shikoku.
Mieszkańcy opowiadają, że nim woda wdarła się do mieszkań, słyszeli dźwięk podobny do zrywania dachówek przez wichurę. Nie spodziewali się, że mogło to być wynikiem wielkiej fali.
Podnosić na duchu może historia pasażerów autobusu, który został odcięty i sukcesywnie zalewany przez wodę z wezbranej rzeki Yuragawa w prefekturze Kyoto. Autobusem tym wracali wieczorem do domu z wycieczki do Arawa spa głównie seniorzy - najstarszy z nich liczył sobie 87 lat. Kiedy woda podniosła się powyżej poziomu siedzeń, pasażerowie wybili szyby i z zerwanych firanek naprędce skręcono liny, by wydostać się na dach. Woda wzbierała w tak szybkim tempie, iż ostatni ewakuujący się musiał już przez okno wypłynąć. Wzywano pomocy, korzystając z telefonów komórkowych. Mimo desperackich krzyków jednej z pasażerek "to zaraz się skończy, już po nas...", z uwagi na bardzo trudne warunki pogodowe - porywisty wiatr i deszcz - akcja ratunkowa nie mogła być prowadzona przez ponad dziesięć godzin. Rankiem uratowano wszystkich. Stojąc w przenikliwym zimnie, zanurzeni w wodzie, smagani wiatrem staruszkowie podtrzymywali się wzajemnie na duchu, nie pozwalali sobie zasnąć, śpiewali piosenki i opowiadali historyjki. - To było straszne. Ale staraliśmy się nawzajem wspierać i dodawać odwagi - wspomina sześćdziesięciodwuletni Tsutomu Nishimura.
Jak stwierdzili inni, była to wyjątkowa noc, gdy szczególnie poczuli, jak ważna jest wzajemna pomoc i bliskość.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki