W obronie Immanuela Kanta i katolickiej czarownicy

W odpowiedzi na wyrzucenie Rocca Buttiglione z Komisji Europejskiej we Włoszech powstał "ruch obrony wolności sumienia". Inicjatywa uzyskała szerokie poparcie nie tylko w Italii i nie tylko w środowiskach katolickich. Czy należy się spodziewać katolickiej rekonkwisty kontynentu?



Choć wyrzucenie Rocca Buttiglione z Komisji Europejskiej powszechnie już określa się mianem "strasburskiej...
Czyta się kilka minut
W odpowiedzi na wyrzucenie Rocca Buttiglione z Komisji Europejskiej we Włoszech powstał "ruch obrony wolności sumienia". Inicjatywa uzyskała szerokie poparcie nie tylko w Italii i nie tylko w środowiskach katolickich. Czy należy się spodziewać katolickiej rekonkwisty kontynentu?

Choć wyrzucenie Rocca Buttiglione z Komisji Europejskiej powszechnie już określa się mianem "strasburskiej defenestracji", wojna religijna raczej nam nie grozi. Szykuje się natomiast wojna obronna, wojna o kulturę, o podstawy pluralistycznego państwa prawa.

Sprawa Buttiglione wszystkim wydaje się oczywista. Przede wszystkim tym, którzy są zadowoleni, że Włoch wyleciał za okno. Bo przecież, jak donosiła prasa, był to kandydat kontrowersyjny, uprzedzony do homoseksualistów. Prawda jest jednak taka, że Buttiglione był w swych wypowiedziach przed komisją parlamentu po mistrzowsku powściągliwy. Do tego stopnia, że pod pewnymi deklaracjami niedoszłego komisarza nie podpisałaby się spora część katolików. Osobiście wcale nie mam ochoty bronić praw mniejszości seksualnych. A prof. Buttiglione na to przystał. Dlaczego więc z Brukseli wyleciał? O wszystkim, jak się wydaje, przesądziło jedno zdanie, które dla większej wiarygodności cytuję za "Wyborczą":

"Wiele rzeczy może być uważanych za niemoralne, ale nie powinny być zakazane. Mam prawo uważać, że homoseksualizm jest grzechem i nie wpływa to na politykę, dopóki nie powiem, że homoseksualizm jest przestępstwem".

Do tej wypowiedzi najczęściej odwoływali się przeciwnicy włoskiego kandydata, nieświadomi, że defenestrując Buttiglione, wyrzucili przez okno samego Kanta. Cytowane powyżej wyznanie mogłoby bowiem być podręcznikowym przykładem kantowskiego rozdziału prawa i moralności, na którym oparte są nowożytne państwa. Zdanie zostało sformułowane tak umiejętnie, że można by sądzić, iż Buttiglione, jak na profesora filozofii przystało, zastawił na nieświadomych niczego parlamentarzystów belferską pułapkę.

Ważne, że wyznanie, które pogrzebało nadzieje Buttiglionego na fotel w Komisji Europejskiej, we Włoszech i w Europie wywołało swoiste pospolite ruszenie. Jeśli bowiem Buttiglione jako komisarz nie ma prawa uważać zachowań homoseksualnych za grzech, to oczywiście nie ma też prawa być katolikiem. Parlament nie podważył kompetencji włoskiego kandydata, lecz jego katolicyzm, jego osobiste, intymne przekonania, z których sam Buttiglione wcale by się nie zwierzał, gdyby nie był z tego odpytywany. A pytać się katolika o jego stosunek do homoseksualizmu, to jakby starotestamentalnemu młodzieńcowi zaproponować kawałek wieprzowiny. Musiało się to skończyć piecem ognistym. Wszystko jednak wskazuje na to, że Buttiglione wyjdzie z tego stosu zwycięsko.

Proces katolickiej czarownicy

Plan utworzenia ruchu walczącego o prawo do swobodnego wyrażania swoich poglądów ujawnił Rocco Buttiglione już podczas konferencji prasowej, zwołanej w związku z jego rezygnacją z członkostwa w Komisji Europejskiej. Do tej inicjatywy miały go zachęcić liczne świadectwa solidarności, które do niego docierały z różnych środowisk i krajów, również z Polski.

Akcja przybrała na sile i rozgłosie, gdy przyłączył się do niej Giuliano Ferrara, najbarwniejsza postać włoskiej polityki, w młodości turyński komunista, dziś liberalno-prawicowy publicysta, naczelny opiniotwórczego dziennika "Il Foglio"; dziennikarze zwą go "pobożnym ateistą", choć sam prosi, by nie wierzyć zbyt mocno w jego ateizm.

Obaj panowie spotkali się 6 listopada w Mediolanie na założycielskim wiecu, zwołanym pod hasłem: "Proces katolickiej czarownicy. Dlaczego nie możemy powiedzieć, że nie jesteśmy chrześcijanami". Do teatralnej sali, mogącej pomieścić tysiąc osób, weszły dwa tysiące, głównie młodych.

Buttiglione opisał swe parlamentarne doświadczenia, Ferrara był bardziej pryncypialny. - Gdybym był Berlusconim - mówił - nie zgodziłbym się na innego komisarza. To prawda, że polityka jest sztuką kompromisu, ale kompromis nie może dotyczyć zasad, na których polityka się opiera, takich jak wolność słowa i sumienia. Dla Ferrary chodzi tu nie tyle o prawa religii, co o obronę europejskiego humanizmu, o wojnę kulturową, dotychczas przegrywaną, zwłaszcza w dziedzinie mediów i kultury masowej. Już teraz mści się na nas "niezakorzenienie" Europy, bo niektórzy chcą dowieść, że wierzą w to, co zostało zapisane, czy raczej pominięte w europejskiej konstytucji - starają się żyć tak, jakby Europa żadnych korzeni nie miała, czyli w próżni, gdzie wszystko im wolno: w imię parlamentarnej większości wyrzucić Kanta, korzystając z dominacji w mediach, nie liczyć się z głosem mniejszości, rościć sobie władzę nad prawdą, jak cytowany przez Ferrarę hiszpański premier Zapatero, dla którego demokracja polega na tym, że prawdą jest to, co uzna większość. Chrześcijańskie korzenie wydawały się zbyteczne, przejawem fundamentalizmu, bigoterii, a tymczasem bez nich już teraz wszystko się sypie.

Nadszedł czas

Przyszłość inicjatywy nie jest jeszcze jasna. Obaj założyciele są pewni, że nie chodzi o nową partię polityczną. Buttiglione mówi o "europejskim ruchu na rzecz wolności sumienia", Ferrara o "archipelagu osób", które łączy umiłowanie wolności, opartej na poszanowaniu osoby, sprzeciw wobec uniformizmu myślowego, gejocentrycznej antropologii, "mentalnego piercingu" i dążenie do tego, by przestrzeń polityczną wypełnić nieobojętnością, zabieganiem o sprawy, które w życiu się liczą. Buttiglione wskazuje na postać św. Tomasza Morusa jako patrona przedsięwzięcia, Ferrara proponuje prowokacyjną, bo zapożyczoną po części od masonów nazwę: "Stowarzyszenie wolnych".

- Jestem kamieniem zgorszenia - wyznał podczas spotkania Buttiglione - lecz to dopiero początek. Wiecie, dlaczego? Dlatego, że proste słowa chrześcijanina, który nie mógł mówić inaczej, zmusiły Europę, by zajrzała do własnego wnętrza i sięgnęła dna, gdzie spoczywa jej agnostycka niewiara, która jest oczywista i często dochodzi do słowa, a także wątpliwości o swym agnostyckim ateizmie. Zostałem pokonany, bo Europa przyjmuje wszystko, lecz nienawidzi tego, kto pyta o jej duszę. Ale to ziarno wyda plon.

- Jesteśmy świadkami - konkludował Ferrara - radykalnego antykatolicyzmu ze strony tych, którzy myślą, że prawdą jest to, co myśli większość, a na tym właśnie polega totalitaryzm. Nadszedł czas, byśmy się mobilizowali i przystąpili do czynu, do walki, kulturowej, oczywiście.

Chcemy być wolni

Z przemówienia programowego Rocca Buttiglione, Mediolan, 6 listopada

- Istnieje dziś nowa inkwizycja, istnieją poglądy zakazane, tak że ci, którzy zgadzają się z tym, co jest napisane w Katechizmie Kościoła Katolickiego, nie mogą być dobrymi obywatelami Europy, podobnie zresztą, jak wielu innych chrześcijan innych wyznań, muzułmanów czy żydów. Istnieje pewna doktryna, religia cywilna Unii Europejskiej, która łamie prawo wolności sumienia. Powiedziałem, że istnieje. Ale to nie jest prawda, pomyliłem się. W rzeczywistości istnieją ludzie, którzy myślą, że powinna istnieć i dlatego walczą, by zaistniała. Niektórym z nich udało się właśnie wygrać jedną bitwę. Ale jedna bitwa to jeszcze nie wojna. Czy istnieje dziś antychrześcijańska Europa? Ja bym tego nie powiedział. Lecz istnieją ludzie, którzy chcą, aby Europa stała się antychrześcijańska. Istnieją ludzie, którzy pragną, aby Europa była nie tylko antychrześcijańska, ale i antyludzka, bo prawo do myślenia jest prawem wszystkich.

Co łączy mnie, Giuliana Ferrarę i wielu innych? To, że jesteśmy chrześcijanami? Na pewno tak. Ale tego nie można powiedzieć o wszystkich. Myślę, że łączy nas wola myślenia, to że chcemy być wolni. Odczuwamy potrzebę stworzenia wielkiego ruchu ludzi, którzy pragną myśleć i pragną być wolni, którzy mają prawo powiedzieć to, co myślą, prawo do dawania świadectwa. Wiem, że w mojej sprawie chodziło o sumienie. Czy chcemy Europy, w której politycy nie będą mieli sumienia, bo ten, kto ma sumienie, może doświadczać sprzeciwu sumienia? Kto się z tym zgadza, mówi tym samym, że sumienia lepiej nie mieć. Lecz bez sumienia, bez wartości moralnych, wspólnota polityczna nie może istnieć.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 47/2004