Warto poznać Nie tylko Fakty

Z pewnym zdziwieniem zauważyłem, że ostatnia książka Tomasza Lisa "Nie tylko Fakty" wzbudziła zdecydowanie mniej zainteresowania w mediach i wśród polityków niż to, co było zawarte w opublikowanej kilka miesięcy temu książce "Co z tą Polską?" A może to nie brak zainteresowania, tylko jakieś dziwne milczenie...



Ta swego rodzaju autobiografia prowadzi czytelnika po ostatnich latach...
Czyta się kilka minut
Z pewnym zdziwieniem zauważyłem, że ostatnia książka Tomasza Lisa "Nie tylko Fakty" wzbudziła zdecydowanie mniej zainteresowania w mediach i wśród polityków niż to, co było zawarte w opublikowanej kilka miesięcy temu książce "Co z tą Polską?" A może to nie brak zainteresowania, tylko jakieś dziwne milczenie...

Ta swego rodzaju autobiografia prowadzi czytelnika po ostatnich latach i miesiącach polskiej historii. Bo nawet, gdy mówi o wydarzeniach na świecie, tak jak telewizyjne "Fakty", dostrzega w nich polskie refleksy. A używa przy tym języka barwnego i żywego, za którym stoją osobiste przeżycia i nie mniej osobiste oceny. Lis nie sili się na udawany obiektywizm. Mówi o tym, co przeżywa, oddaje klimaty, dzieli się tym, co czuje i co widzi. Zawsze po swojemu, w oparciu o własny świat wartości, ocenia ludzi i rzeczywistość, która w dziennikarskiej pracy jest codziennym chlebem.

Ten osobisty klimat utwierdza w przekonaniu, że nie marnujemy czasu. Tak naprawdę nie sposób bowiem stanąć obok tego, co Lis pisze. Większości czytelników opisywane wydarzenia są przecież tak samo bliskie jak autorowi... Choć może wielu z nich z jakąś nutą zazdrości wysłucha tej opowieści o dziennikarskiej pasji, która zrodziła się już w dzieciństwie, o samozaparciu, wytrwałej pracy, umiejętności i odwadze mówienia "nie" oraz odrobinie ryzyka i szczęścia, które złożyły się na nie byle jaką w końcu karierę chłopaka z prowincji, który znalazł się któregoś dnia w Warszawie, a potem w wielu innych miejscach, gdzie nabierała rozpędu historia kolejnej Rzeczypospolitej.

A wraz z nią zmieniał się także sposób mówienia o Polsce, o polityce i, nie da się ukryć, także o Kościele. Tak czy owak, to właśnie "Fakty" Tomasza Lisa zmieniły standardy w polskim dziennikarstwie telewizyjnym. I choć często mam wątpliwości, czy pointa, którą serwuje mi dziennikarz, jest wyrazem mądrości czy przewrotności, cieszę się, że nie muszę już oglądać niektórych kamiennych twarzy z jedynie słusznej publicznej telewizji.

Skąd więc to milczenie wokół książki? Być może za dużo w niej nazwisk? Za dużo nazwisk, których nikt nie obrzuca błotem. To właśnie atut i zachęta do tego, by iść do przodu strona po stronie. Chyba i tym razem udało się panu Tomaszowi zaproponować nowe standardy. Nie wiem wprawdzie, czy uda się je wprowadzić na salony, ale bez wątpienia mamy tu język i styl pisania, jakiego naprawdę nam dziś potrzeba. Krytyka dziennikarska, polityczna i jakakolwiek inna nie musi przecież oznaczać obrzucania błotem i schodzenia na taki poziom, gdzie tym błotem najbardziej ubrudzony jest ten, kto je rzuca.

Miłośnicy plotek i kolorowych czasopism poczują się z pewnością zawiedzeni. Na brak nazwisk nie można wprawdzie narzekać, roi się od nich na każdej stronie, za każdym stoją jednak poważne historie, a nie kolorowo ilustrowane historyjki. I nawet wtedy, gdy w bolesny sposób dotykają osobistego życia samego autora, zamykają się w jednym zdaniu, które warto zapamiętać: jak mówić, to albo dobrze, albo wcale. Bez skandalizowania i rzucania błotem, choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać najwłaściwsza, gdy chodzi o rewanż, metoda.

Może właśnie dlatego - cisza w eterze. Do takiej krytyki wielu musi się jeszcze przyzwyczaić. Oby tylko mieli odwagę iść tą samą drogą. W każdym razie podręcznik jest już napisany. Wystarczy otworzyć, przeczytać, pomyśleć i spróbować naśladować.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2004