Logo Przewdonik Katolicki

Amen to za mało...

Bernadeta Kruszyk
Fot.

Rozmowa z Księdzem Janem Kwiatkowskim, odpowiedzialnym za program XXII Metropolitalnej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę Już niebawem wraz z setkami pielgrzymów wyruszy Ksiądz do Częstochowy. Waszej wędrówce przyświecać będą słowa świętego Jana Apostoła: "Kto nie miłuje, nie zna Boga." Dlaczego właśnie one? - Dlatego, że podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym roku...

Rozmowa z Księdzem Janem Kwiatkowskim, odpowiedzialnym za program XXII Metropolitalnej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę
Już niebawem wraz z setkami pielgrzymów wyruszy Ksiądz do Częstochowy. Waszej wędrówce przyświecać będą słowa świętego Jana Apostoła: "Kto nie miłuje, nie zna Boga." Dlaczego właśnie one? - Dlatego, że podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym roku staraliśmy się nawiązać do nauki Ojca Świętego Jana Pawła II, który w liście "Novo millenio ineunte" napisał: "Nie zbawi nas żadna formuła, ale osoba Jezusa Chrystusa, którego mamy poznawać, kochać i naśladować". Wszyscy jesteśmy do tego wezwani. Wpatrzeni w twarz Zbawiciela, pewni Jego obecności nie możemy stać w miejscu. Musimy iść Jego śladem. A śladem tym jest właśnie miłość. I stąd to hasło: "Kto nie miłuje, nie zna Boga". Co sprawia, że ludzie porzucają wygodny fotel, telewizor i decydują się na dziewięciodniowy marsz w słońcu, deszczu, upale, chłodzie...? - Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Powody są tak różne, jak różni są ludzie wyruszający na pielgrzymkę. Niektórzy podejmują ten trud w jakiejś konkretnej intencji. Idą, by za coś podziękować lub o coś prosić. Inni decydują się pod wpływem opowiadań znajomych. Dają się "zapalić" tym, którzy już byli, widzieli, przeżyli. Jeszcze inni mają nadzieję, że w drodze rozwiążą swoje problemy. Pozbierają się jakoś, pogodzą z sobą, z życiem, z bliźnimi. Są też tacy, którzy nie wiedzą, dlaczego idą, albo idą, bo chcą w miarę atrakcyjnie spędzić wolny czas. I nawet ci coś zyskują. Po kilku dniach zaczynają rozumieć sens tej wędrówki, a gdy wchodzą na Jasną Górę, z reguły nie mają już wątpliwości. To dowód na to, że potrzeba naprawdę bardzo wiele złej woli, by nie dać się Panu Bogu poprowadzić. Wejście na Jasną Górę to chyba najbardziej wzruszający i najważniejszy moment w ciągu tych dziewięciu dni... - Rzeczywiście jest bardzo wzruszający, ale moim zdaniem nie najważniejszy. Pochylenie głowy przed wizerunkiem Czarnej Madonny to cel naszego pielgrzymowania, ale by go osiągnąć, musimy pokonać nie tylko setki kilometrów, ale i własne słabości. To jest najważniejsze. Na pielgrzymce liczy się każda chwila, każdy metr drogi, każde małe zwycięstwo nad samym sobą... Wejście na Jasną Górę jest uwieńczeniem tych wysiłków. Jest jak "amen" kończące modlitwę. Nie może trwać wiecznie i nie ma sensu, jeśli nie jest poprzedzone modlitwą. Wróćmy do pielgrzymów. Do Częstochowy idą coraz młodsi... - To prawda. Dwadzieścia lat temu, gdy po raz pierwszy wyruszyłem na pielgrzymkę, średnia wieku pątników była dużo wyższa. Dziś przeważają ludzie młodzi i bardzo młodzi. Studenci, licealiści, gimnazjaliści. Oczywiście są też starsi, ale w zdecydowanej mniejszości. Domyśla się Ksiądz przyczyn takiego stanu rzeczy? - Cóż. Starsi mają swoje obowiązki, pracę, której trzeba "pilnować", coraz mniej wolnego czasu dla siebie. Młodzi wręcz przeciwnie. Trwają przecież wakacje. Nie jest to jednak jedyny powód. Młodzi szukają nowych jakości. Szukają prawdziwego i żywego kontaktu z Bogiem. Chcą pogłębiać swoją wiarę. Odkrywać i wzmacniać swoją duchowość. Być razem i razem coś przeżywać. Pielgrzymka pozwala im się otworzyć i ujrzeć siebie w kontekście wspólnoty. To dla wielu nowe i niezwykle cenne doświadczenie. Czy jednak po powrocie do domu nie zapominają? - Niestety, bywa i tak. Dlatego do pielgrzymki trzeba ciągle wracać, przypominać, przeżywać ją na nowo. Ona nie może być epizodem. Musi trwać cały rok. I tu wielkie zadanie dla wspólnot i duszpasterzy. Powtórzę raz jeszcze. Pielgrzymka musi trwać cały rok. Czego chciałby Ksiądz życzyć uczestnikom tegorocznej pielgrzymki? - Życzę im, by w ciągu tych dziewięciu dni na nowo odkryli sens i radość bycia chrześcijaninem. By nauczyli się żyć i postępować jak Jezus. By ruszyli Jego śladem... By mogli powiedzieć: "żyję już nie ja, żyje we mnie Jezus"...
Dziękuję za rozmowę Tekst i zdjęcie:

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki