Europa, Europa...

Wyjechałem na spotkanie Europy. Nie chciałem czekać, aż mnie jakiś tam Miller wprowadzi. Zresztą, wystarczyła chwila niewielka posłuchania przemówienia agonalnego premiera rządu RP, by zobaczyć, z kim miało się przez te lata do czynienia.

Wyjechałem zatem pociągiem na spotkanie Europy, czyli Unii. Wyjeżdżałem z bólem egzystencjalnym, bo w uszach i mózgu kołatały mi słowa wyczytane...
Czyta się kilka minut

Wyjechałem na spotkanie Europy. Nie chciałem czekać, aż mnie jakiś tam Miller wprowadzi. Zresztą, wystarczyła chwila niewielka posłuchania przemówienia agonalnego premiera rządu RP, by zobaczyć, z kim miało się przez te lata do czynienia.

Wyjechałem zatem pociągiem na spotkanie Europy, czyli Unii. Wyjeżdżałem z bólem egzystencjalnym, bo w uszach i mózgu kołatały mi słowa wyczytane w "Wyborczej" o planowanym w Krakowie marszu gejów i innych lesbijek. Okazało się, że ponieważ odrzucam całym sobą homoseksualizm jako patologię - jestem homofobem. To znaczy, że lękam się człowieka… Odrzucam też kilka innych zboczeń w swojej skali wartości, choć nie tolerując narkomanii i pijaństwa, nie gardziłem nigdy ćpunem czy alkoholikiem. Tak, jak nie gardziłem ułomnym na umyśle.

To, co pogłębiło mój ból egzystencjalny, to wiadomość o tym, że solidaryzują się z owymi homo- seksualistami? homo-filami? państwo Miłosz i Szymborska. ... A przynajmniej w kontekście zaplanowanego marszu nawołują do tolerancji. Tolerancji kogo? czego? i w imię czego? Nie zajmowałem się jednak dłużej demencją wieku podeszłego i mruknąłem tylko "nie bądź bezpieczny, poeta pamięta…", po czym wsiadłem do pociągu jadącego do Kolonii.

W Kolonii nie było witających mnie jako Polaka w Unii, ale nie było też starych, zniedołężniałych mądrych inaczej. Nie było manifestacji gejów. I w ogóle było spokojnie. Odwiedziłem kilka ulubionych miejsc. Na szlaku romańskich kościołów wstąpiłem na groby Jana Dunsa Szkota i Alberta Wielkiego. Przy tym ostatnim epitafium tego mnicha kolońskiego, który był profesorem Sorbony i biskupem Ratyzbony. A potem nawiedziłem klasztor, z którego św. Edyta Stein udała się do Holandii, z której wywieziono ją do Auschwitz. W ciągu kilku chwil otarłem się o kawałek dziejów Europy - jej chwil wzniosłych jak złoty okres średniowiecza i mrocznych, jak czasy totalitaryzmów. I zobaczyłem Europę, w której zawsze byłem. A potem wsiadłem w pociąg i wróciłem - znów do Europy.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 20/2004