Logo Przewdonik Katolicki

Watykan kłamie

Natalia Budzyńska
Fot.

"Kod Leonarda da Vinci" Dana Browna zajmuje pierwsze miejsca na listach sprzedaży nie tylko w Polsce. Autor chce brać przykład z Umberto Eco, szkoda tylko, że nie posiada jego erudycji i opiera się na "faktach" rodem z brukowców. Szesnaście lat temu Umberto Eco wydał książkę pt. "Wahadło Foucaulta", która była idealną odpowiedzią na tamten czas, gdy na półkach księgarskich leżały...


"Kod Leonarda da Vinci" Dana Browna zajmuje pierwsze miejsca na listach sprzedaży nie tylko w Polsce. Autor chce brać przykład z Umberto Eco, szkoda tylko, że nie posiada jego erudycji i opiera się na "faktach" rodem z brukowców.


Szesnaście lat temu Umberto Eco wydał książkę pt. "Wahadło Foucaulta", która była idealną odpowiedzią na tamten czas, gdy na półkach księgarskich leżały stosy książek o templariuszach, różokrzyżowcach, kabalistycznych zaklęciach, tajemnicach kart tarota, tabelach astrologicznych, kultach Izydy i o tym, jak zostać współczesnym druidem. New Age triumfował, nabijając kieszeń autorom, wydawcom i księgarzom. Eco, wpisując swoją sensacyjną powieść dla intelektualistów w cudzysłów, stworzył świetną historię, pełną napięcia, zagadek i niezwykłych rozwiązań podróż po mitach i symbolach kultury magicznej. Kiedy myślałam, że te czasy mamy już dawno za sobą, na rynku ukazała się powieść amerykańskiego pisarza Dana Browna, który przez wydawcę porównywany jest właśnie do Eco. Nic bardziej błędnego, mógłby być co najwyżej jednym z autorów przynoszących swoje próby pisarskie do "Wydawnictwa Garamond" znanego czytelnikom "Wahadła". Nie wystarczy zająć się wiedzą tajemną, wpleść ją w teorię spiskową dziejów, znaleźć Świętego Graala i to jeszcze w towarzystwie depczącej po piętach policji francusko-angielskiej.

Kryminalne intrygi


Jedno trzeba przyznać: Dan Brown świetnie pisze kryminały. Akcja płynie wartko na ponad pięciuset stronach, pełna jest zaskakujących zwrotów, tak, że pod koniec każdy jest podejrzany i już w ogóle nie wiadomo, kto wróg, a kto przyjaciel. Faktycznie, wiele jest tu niespodzianek, a umiejętnie budowane napięcie nie pozwala oderwać się od lektury ani na moment. Doceniło to wielu czytelników, a nawet Hollywood. O książce mówi się, że to "fenomen wydawniczy na skalę bezprecedensową w ostatnim dwudziestoleciu", w USA sprzedano już 7 mln egzemplarzy książki, a w 2005 roku będziemy mogli obejrzeć jej ekranizację (główną rolę zagra podobno Russell Crowe). W Polsce też lubimy dobrą sensację w towarzystwie Graala: "Kod Leonarda da Vinci" jest najlepiej sprzedającą się książką ostatnich tygodni. Rzecz zapowiada się interesująco: zamordowany zostaje kustosz Luwru, który okazuje się być najwyższym mistrzem tajemnego Zakonu Syjonu, do którego należeli również Leonardo da Vinci, Isaac Newton i Claude Debussy. Zakon Syjonu przez wieki pilnował miejsca ukrycia Świętego Graala, którą to informację na chwilę przed śmiercią w zagadkowej formie kustosz przekazał swojej wnuczce. Teraz ona wraz ze znanym historykiem i specjalistą od symboliki usiłują odkryć miejsce ukrycia, depcze im po piętach policja, a przyjaciele zdradzają. Niestety, przy okazji dowiadujemy się masy bzdur podanej jako fakty i tzw. "całej prawdy" o Kościele katolickim.

Alternatywne życie Jezusa


Kiedy czytam książki Umberto Eco, wręcz "widzę" cytat, u niego zresztą nic nie jest ukryte, wszystko wiadomo, źródła są ujawnione i mogę się do nich odnieść. Dan Brown nie ujawnia źródeł, pisze jedynie, że: "wszystkie opisy dzieł sztuki, obiektów architektonicznych, dokumentów oraz tajnych rytuałów zamieszczone w tej książce odpowiadają rzeczywistości". Nie bardzo tylko wiadomo, jakiej rzeczywistości. W rezultacie panuje tu takie pomieszanie pojęć i symboli, że można dostać zawrotu głowy, a nieświadomy niczego czytelnik może przyjąć te informacje za rzeczywiste, czyli prawdziwe. Może być też tak, że autor przyjmuje za rzeczywiste "fakty" podane w wielce podejrzanych książkach typu "Święty Graal, święta krew". Na podstawie takich i tym podobnych lektur źródłowych twierdzi, że Szechina to małżonka Jahwe (każdy Żyd złapałby się za głowę, nie mówiąc już o kabaliście), a treść zwojów z Nag Hammadi jest utajniona przez "watykański spisek". A dlaczego? Bo gdyby poznano ich rzeczywistą treść, wszyscy dowiedzieliby się, że Jezus wcale nie zmartwychwstał, a Kościół by zbankrutował. Otóż zwoje te wcale nie przedstawiały nurtu chrześcijaństwa "ludowego", ale nauki elitarnych sekt gnostyckich i wcale nie były pisane za życia Jezusa. Brown przywołuje też rękopisy z Qumran, które miałyby powiedzieć prawdziwą historię życia Jezusa, a które tak naprawdę były dokumentami sekty esseńczyków istniejącej jeszcze przed narodzeniem Jezusa. Jaka jest ta prawda, którą Kościół katolicki (określany tu jako "Watykan") zabrania oznajmić wiernym? Otóż Jezus był wspaniałym nauczycielem i wpływowym człowiekiem, miał żonę Marię Magdalenę i nawet dzieci. Maria Magdalena była ciężarna, gdy Jezus umarł na krzyżu, wyjechała do Francji, gdzie urodziła dziecko. Okazuje się też, że te fakty były znane nawet pierwszym chrześcijanom, a zafałszowane dopiero za Konstantyna, który miał duży interes w tym, aby jego poddani uwierzyli w boskość Jezusa. Dlatego z osiemdziesięciu Ewangelii wybrał tylko cztery, które najbardziej jemu odpowiadały. Reszta została zebrana i spalona. Owszem, śmieszne to wszystko, nie ma co, stek bzdur, przecież to tylko powieść, można wymyślać różne rzeczy. Ale kiedy w rozmowie dwóch naukowców, z których jeden, który do końca pozostaje przesympatycznym bohaterem pozytywnym, stwierdza się, że chrześcijanie pierwszych wieków czcili szabat, a w niedzielę zaczęli chodzić na Mszę z powodu poganina Konstantyna, który chciał czcić słońce... Tajny spisek polega na tym, że "Watykan" wszystkie te prawdziwe informacje ukrywa, a nawet daje się przekupić, aby nie wyszły na jaw, nie mówiąc o tym, że posuwa się do morderstwa. A morderstwa dokonuje członek Opus Dei. Jeśli ktoś chciałby się czegoś dowiedzieć o tej organizacji, to w przedmowie zatytułowanej "Fakty" przeczyta tylko o tym, że w prasie (nie napisano, jakiej) ukazały się doniesienia o indoktrynacji i stosowaniu przymusu przez tę organizację będącą pod opieką Watykanu oraz że w Nowym Jorku wybudowano siedzibę Opus Dei za 47 milionów dolarów.
Niestety, ten bestseller jest w stanie mocno zaśmiecić umysły.

Dan Brown "Kod Leonarda da Vinci", Wydawnictwo Sonia Braga, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2004 r.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki