Logo Przewdonik Katolicki

Chory rzeczą świętą

Marcin Makohoński
Fot.

Przykazanie miłości - niczym ważny drogowskaz postawiony przy naszej drodze przez Chrystusa - wzywa nas do solidarności i pomocy słabszym. Ale czy dziś, w epoce indywidualizmu i obojętności na potrzeby i cierpienia drugiego człowieka, potrafimy zrozumieć osobę, której dni "są policzone"? Czy tłumacząc swoją postawę niezliczoną liczbą własnych problemów, potrafimy pomóc człowiekowi...

Przykazanie miłości - niczym ważny drogowskaz postawiony przy naszej drodze przez Chrystusa - wzywa nas do solidarności i pomocy słabszym. Ale czy dziś, w epoce indywidualizmu i obojętności na potrzeby i cierpienia drugiego człowieka, potrafimy zrozumieć osobę, której dni "są policzone"? Czy tłumacząc swoją postawę niezliczoną liczbą własnych problemów, potrafimy pomóc człowiekowi z wyznaczonym "terminem śmierci"?
Kiedy w połowie lat 90. ubiegłego stulecia wierni z parafii pw. św. Wojciecha w Wągrowcu zakończyli budowę swojej nowej świątyni, postanowili, iż kolejnym ważnym zadaniem, jakie wezmą na swoje barki, będzie posługa charytatywna na rzecz najbardziej potrzebujących. Realizując stopniowo tę inicjatywę, której od początku patronował proboszcz parafii - ks. kan. Andrzej Rygielski, zbudowano najpierw noclegownię dla osób bezdomnych, a przy niej jadłodajnię. Stworzono również świetlicę profilaktyczno-terapeutyczną dla dzieci z rodzin dotkniętych różnymi patologiami. Jednak największym darem, jakim wierni świętowojciechowej parafii w Wągrowcu mogą obdarzyć osoby potrzebujące szczególnej opieki, jest powstające właśnie hospicjum. Miejsce, gdzie ludzie dotknięci nieuleczalnymi chorobami będą mogli znaleźć nie tylko fachową pomoc medyczną, ale przede wszystkim - jakże potrzebne - wsparcie duchowe.
Wągrowieckie hospicjum
Każdego dnia w jadłodajni działającej przy parafii pw. św. Wojciecha w Wągrowcu pani Róża i pani Agnieszka wydają ok. 50 obiadów. W niskim, stylizowanym na dawny dworek nowoczesnym budynku robotnicy wykonują obecnie szereg prac wykończeniowych. Ocieplenie ścian, posadzki, glazura, a także montaż potrzebnego do funkcjonowania ośrodka sprzętu - to główne prace, z jakimi muszą zdążyć przed 19 września br., kiedy to odbędzie się uroczyste poświęcenie - jedynego w nowych granicach Archidiecezji Gnieźnieńskiej - hospicjum. - Pomysł budowy hospicjum zrodził się w roku 2000, a może nawet nieco wcześniej - wspomina inicjator powstania tego ośrodka - ks. kanonik Andrzej Rygielski. - Zaczęliśmy od powołania Społecznego Komitetu Budowy Hospicjum, a w niedługim czasie władze powiatu wągrowieckiego przekazały parafii niedużą działkę budowlaną - kawałek ziemi porośnięty wysokimi sosnami i położony tuż obok miejskiego szpitala. W ten sposób rozpoczęto budowę hospicjum, w którego fundamenty w dniu 10 października 2000 roku został wmurowany kamień węgielny. Projekt budynku, który liczy blisko 350 m2, stworzył zamieszkujący na terenie parafii Bronisław Pędzisz. Wkrótce powstało również Stowarzyszenie im. ks. Jerzego Musolffa, które obrało sobie za cel budowę hospicjum oraz utrzymanie noclegowni i jadłodajni. Pokoje, łazienki czy też gabinety w tworzonym ośrodku są w chwili obecnej pustymi pomieszczeniami, ale każde z nich ma już swoje dokładnie zaplanowane przeznaczenie. - Tutaj będzie recepcja... a na końcu korytarza kaplica - tłumaczy wszystkim zainteresowanym ks. kan. Rygielski, pokazując kolejne pokoje, w których ze ścian zwisają jeszcze końcówki przewodów elektrycznych, a posadzkę stanowi zimny, szary beton. Otoczone zielenią hospicjum rozpocznie działalność 1 stycznia 2005 roku. Będzie służyło pomocą stałą, a także "domową". W ośrodku znajdzie się osiem łóżek, a dyżury pełnić będzie lekarz oraz pielęgniarka. Potrzebna będzie również pomoc wolontariuszy. Z myślą o nich powstanie w ośrodku małe centrum "kształcące" osoby, które pragną włączyć się w opiekę paliatywną. Symbolem wągrowieckiego hospicjum jest kwiat, a wokół niego hasło: "Miser res sacra" - "Chory rzeczą świętą".
Realizując przykazanie
Ludzie, z myślą o których powstało hospicjum, to osoby chore, których tragedia polega na tym, iż mają świadomość, że za tydzień, miesiąc... umrą. - Człowiek, który zachoruje na raka, ma wiele problemów. Często zadaje sobie pytanie: Dlaczego, Panie Boże, to właśnie ja? - tłumaczy pomysłodawca ośrodka ks. kan. Andrzej Rygielski. - Taka osoba czuje się bardzo często wyobcowana, niepotrzebna, czuje się ciężarem dla rodziny... Zdarza się, że i rodzina jest nim zmęczona fizycznie, a także psychicznie. Pojawia się ból i cierpienie. W hospicjum chcemy więc stworzyć atmosferę domowego ciepła. Przy chorym stale ktoś będzie czuwał i służył mu niezbędną pomocą. Będziemy starali się likwidować ból i dać takiemu człowiekowi poczucie własnej godności, jego człowieczeństwa. Będziemy zabiegali również o to, aby przebywające tutaj osoby mogły otworzyć się jeszcze bardziej na tajemnicę Pana Boga. Pamiętajmy, Chrystus kazał dbać o chorych, jest to więc nic innego, jak realizacja przykazania miłości. Budowa hospicjum zbliża się do końca, ale przed jego otwarciem można mówić o wielkim sukcesie. Dzięki wspólnemu zaangażowaniu ludzi i instytucji, których połączyła idea bezinteresownej pomocy człowiekowi choremu, pogłębiła się pewna wrażliwość społeczna na potrzeby i trudną sytuację ludzi chorych. Okazało się również, że mając do dyspozycji skromne środki, można jednak poprzez wspólne zaangażowanie realizować wcale niemałe przedsięwzięcie.
Tekst i zdjęcia:

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki