Logo Przewdonik Katolicki

Inwazja politycznej poprawności

Jerzy Kaczmarek
Fot.

Przedstawione mechanizmy są bardzo niebezpieczne, ponieważ prowadzą w prostej linii do ograniczania wolności. Polityczna poprawność (ang. political correctness) jest pojęciem, które zrobiło wielką karierę - najpierw na amerykańskich uniwersytetach pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, potem w Europie Zachodniej, a dziś wkracza szturmem do naszego kraju. Zjawisko to jest...

Przedstawione mechanizmy są bardzo niebezpieczne, ponieważ prowadzą w prostej linii do ograniczania wolności.


Polityczna poprawność (ang. political correctness) jest pojęciem, które zrobiło wielką karierę - najpierw na amerykańskich uniwersytetach pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, potem w Europie Zachodniej, a dziś wkracza szturmem do naszego kraju. Zjawisko to jest proweniencji zdecydowanie lewicowej i polega na próbach cenzurowania zachowań, przede wszystkim w sferze werbalnej, niezgodnych z pewnymi standardami, a w razie stwierdzenia takich zachowań podejmuje się konkretne działania przeciwko danej osobie bądź grupie. Jak pisał Tony Thorne - autor znanego "Słownika pojęć kultury postmodernistycznej" - polityczna poprawność to "nowy postmarksistowski lewicowy kodeks polityczny". Nie jest więc niczym dziwnym, że za rozprzestrzenieniem się tegoż kodeksu stoją lewicujące grupy pokolenia '68, feministki, homoseksualiści czy zwolennicy postmodernizmu.

Nowa cenzura


Polityczna poprawność wyszła od kontroli języka - w myśl trafnie wyrażonej tezy Johna Staubera (redaktora czasopisma "PR Watch" i założyciela Centrum Mediów i Demokracji): "Jeśli umiesz kontrolować terminy używane w debacie, wygrywasz za każdym razem". Owa kontrola polega na różnych manipulacjach, którym poddawany jest język, jak np. tworzenie nowych słów czy zmiana sensu starych. Przykładów na takie działania jest aż nadto. Na homoseksualistę nie można już powiedzieć zboczeniec, ale należałoby określić go słowem kochający inaczej, zabicie dziecka poczętego to tylko i wyłącznie aborcja, patriotyzm jest równoznaczny z nacjonalizmem czy szowinizmem, orientację prawicową określa się jako faszyzm, a kogoś krytykującego politykę Ariela Szarona jako antysemitę. Warte zauważenia jest także na naszym polskim gruncie przedstawianie w prasie lewicowej i liberalnej słowa dekomunizacja jako synonimu zemsty na członkach PZPR. Innym z przykładów inwazji politycznej poprawności jest wydana ostatnio książka Sergiusza Kowalskiego i Magdaleny Tulli pt. "Zamiast procesu. Raport o mowie nienawiści", w której autorzy tropią, ich zdaniem, nietolerancyjne wypowiedzi mające pojawiać się w Polsce. I tak w wyniku tychże poszukiwań na indeksie znaleźli się m.in.: ks. Kard. Józef Glemp, ks. Abp. Józef Michalik, ks. Abp. Kazimierz Majdański i wielu innych księży, publicystów oraz polityków. Monstrualne rozmiary przybrała kontrola nad językiem w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Na jednym z uniwersytetów feministki zrezygnowały z nazwy seminarium, gdyż pochodzi od łacińskiego słowa "semen", czyli nasienie (co już oczywiście trąci męskim szowinizmem), a w jego miejsce wymyśliły jakże kobieco brzmiące "owularium". Kolejnym przykładem szaleństwa popisało się wydawnictwo University Oxford Press, które wydało poprawioną nieco Biblię. Boga Ojca zamieniono tam na Ojco-Matkę (żeby udobruchać żeńską część czytelniczek), a słowo "prawica" w odniesieniu do Boga zmieniono na "mocarną rękę" (aby przypadkiem nie obrazić leworęcznych). Inne wynalazki słowne to np. zakupy alternatywne - czyli po prostu rabowanie sklepów, szczególnie podczas lewicowych zamieszek 1 Maja w niemieckich miastach; heterocentryzm - obraźliwe słowo na określenie osób nie będących zboczeńcami; doctrix - funkcjonująca na Uniwersytecie Technicznym w Berlinie feministyczna nazwa tytułu doktorskiego. Warto zauważyć, iż podobną kontrolę i manipulację językiem stosowały w przeszłości najstraszniejsze państwa totalitarne - Trzecia Rzesza i państwa komunistyczne. Oba twory zresztą, jak by nie było, lewicowe.

Zamach na wolność


Podane wyżej przykłady można by traktować często humorystycznie, gdyby nie fakt, iż gorliwi tropiciele językowych odchyleń przechodzą od kontroli języka do działań prewencyjnych, stygmatyzacyjnych i wykluczających - a to już jest wielce niebezpieczne, tym bardziej, że mają oni za sobą większość mediów i lewicowo-liberalnych polityków powiązanych z wielkim biznesem. Konsekwencje owych działań są wielorakie. Jednym z nich jest zamach naprawdę, będący wynikiem relatywizacji pojęć. W politycznie poprawnym dyskursie unika się sądów wartościujących, choć paradoksalnie przecież cała polityczna poprawność ma u swych podstaw wartościowanie. Poza tym powszechna jest stygmatyzacja pewnych osób czy grup, uznawanie ich za persona non grata. Przykładów na to mamy wiele z naszego podwórka, jak chociażby Radio Maryja i jego słuchacze, o. Tadeusz Rydzyk, prof. Jerzy Robert Nowak czy prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej - Edward Moskal. Dalsze zagrożenia to odmawianie prawa do obrony pewnych wartości (chodzi głównie o wartości chrześcijańskie i prawicowe), narzucenie jednej opcji w dyskursie publicznym, zagrożenie dla dyskursu publicznego poprzez przemilczanie pewnych spraw (np. przemilczanie pewnych książek, jak chociażby książki Stanisława Remuszki o "Gazecie Wyborczej", czy wizyt lub spotkań z pewnymi ludźmi, jak np. wizyta w naszym kraju profesora Sorbony Johna Laughlanda, który jest zdecydowanym krytykiem Unii Europejskiej), zagrożenie dla nauki i niezależności uniwersytetów (istnieją na amerykańskich uniwersytetach specjalne służby politycznej poprawności, które nagrywają wykłady, aby mieć później ewentualne dowody na nieprawomyślność niektórych profesorów) i kult wszelkich mniejszości (także seksualnych). Inne konsekwencje politycznie poprawnej czujności to pomijanie osiągnięć pewnych ludzi (tutaj na przykład warto by było się przypatrzyć, jacy ludzie dostają w ostatnich latach Order Orła Białego, a jakie wnioski złożone do kapituły odrzucono), niszczenie karier, czy walka z niezależnymi wydawnictwami, ale, co ciekawe, tylko jednej, mianowicie prawicowej opcji.
Przedstawione mechanizmy są bardzo niebezpieczne, ponieważ prowadzą w prostej drodze do ograniczania wolności, co brzmieć może nieco paradoksalnie, gdyż akurat pokolenie '68 występowało z hasłami tolerancji i niczym nie ograniczonej wolności. Wypływa z tego jeden, istotny wniosek - brak oparcia na stałych wartościach prowadzi zawsze do niewoli. A każda niewola, także niewola politycznej poprawności, prędzej czy później się skończy. Tylko jaką cenę przyjdzie nam za to zapłacić?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki